KAIROS I CHRONOS W TYM SAMYM CZASIE o. Włodzimierz Zatorski OSB

Taka świadomość mobilizuje nas do czujności, która jest fundamentem życia duchowego. Każdą chwilę powinniśmy przeżywać przed Bogiem. W życiu duchowym liczy się dziś (hodie) czyli to, co teraz, nie to, co jutro, czy wczoraj, nie to, co kiedyś, ale w tej chwili i tutaj. Boga można spotkać tylko tu i teraz. Bóg jest żywy i żywa jest tylko obecna chwila – to podstawowa prawda życia duchowego. Przeszłość jest w pamięci, przyszłości jeszcze nie ma, żywe jest tylko to, co jest tu i teraz. Na przyszłość można mieć nadzieję, natomiast rzeczywistością jest to, czego teraz doświadczamy. Czujność jest postawą otwartości na prawdę tego, co obecne. Osiągamy ją, gdy mamy świadomość, że w naszym życiu o coś chodzi, że coś istotnego się w nim dokonuje. To postawa inna niż postawa obserwatora, który jedynie rejestruje wydarzenia na osi czasu. To, o co w życiu chodzi, to spotkanie z Kimś. Stąd waga stałej obecności przed Bogiem w świadomości, kim On jest dla nas i kim my jesteśmy dla Niego. Istotna prawda tego, co się naprawdę dzieje, o co w życiu chodzi, ujawnia się w pełni wobec Niego, czyli w najważniejszym wymiarze naszego życia. Na tym polega przytomne życie tu i teraz. Jest ono przeciwieństwem bezprzytomnego istnienia w poczuciu, że „jakoś tam będzie”. Taką przytomność jako zasadniczą postawę zalecają wszystkie szkoły życia duchowego nie tylko chrześcijańskie. Bezprzytomność jest duchową śmiercią.

W Starym Testamencie szczególnie w księgach mądrościowych autorzy podkreślają potrzebę bojaźni Bożej. Ona właśnie polega na  świadomości tego, przed Kim żyjemy i podjęcie tej sytuacji z całą odpowiedzialnością. Taka postawa prowadzi do zrozumienia, na czym polega prawdziwa wartość życia. Mędrcy niejednokrotnie mówią: Początkiem mądrości jest bojaźń Pana (Syr 1,14; por. Prz 9,10; 15,33). Jeżeli zamiast bojaźni zdominuje nas lęk, będziemy się starali uciec od tej świadomości, zagłuszyć ją, bo jest ona wymagająca i jednocześnie odsłania przed nami nasze słabości i cienie, co jest bardzo nieprzyjemne. Lęk jest w tym przypadku przeciwieństwem bojaźni Bożej, jest ucieczką przed nią. W bojaźni jesteśmy obecni tu i teraz, w lęku od tego uciekamy i dlatego wpadamy w chronos i nie otwieramy się na kairos.

Praktycznie rzecz biorąc, żyjemy w chronos, nieustannym przemijaniu chwil. Jednak chronos jawi się jako nieustanne otwieranie się „teraz”, jak gdyby okna istnienia. Jest to sposobność na uchwycenie tego, co naprawdę jest, bo jest jedynie to, co jest teraz, a nie to, co było lub dopiero będzie. Podstawowa prawda życia duchowego – powtórzmy – mówi, że Boga można spotkać jedynie tu i teraz. Stąd czujność jest zasadniczą postawą duchową. Gdy doświadczamy rzeczowo świata, nic istotnego nam się w tym oknie istnienia nie pojawia. Kiedy jednak pojawi się w nim spotkanie albo przynajmniej jakieś wydarzenie, które to spotkanie zapowiada lub jest jego przedsmakiem czy przejawem, sam czas się napełnia życiem i to właściwie nazwa się kairos – czas sposobny, czas spotkania, czas łaski. Chronos jest swoistym nośnikiem, rodzajem przestrzeni, jak zwykła przestrzeń trójwymiarowa, w której coś się pojawia, jest ona miejscem, w którym się coś wydarza.

Jeżeli zamykamy się jedynie w samym przemijaniu, a to, co spotykamy, ma charakter przedmiotowy, czyli w istocie jest martwe, musimy za Koheletem powiedzieć: „marność nad marnościami, wszystko marność”. Do takiego wniosku dochodzi on, przeżywając czas z pozycji obserwatora. I każdy musi dojść do takiego wniosku, gdy tak świat przeżywa, a nawet wówczas, gdy w chronos pojawiają się spotkania, ale niedające ostatecznie życia, spotkania pozbawione nadziei istotnej, która byłaby w stanie pokonać śmierć. Jedynie całkowita nowość, spotkanie z Transcendentnym, udział w zmartwychwstaniu, otwiera przed nami kairos, czas łaski, czas pełni życia. W tym życiu, czyli w życiu w chronos, spotkanie otwiera się tu i teraz, w hodie, czyli w „dzisiaj”, teraz, kiedy żyjemy przytomnie. Chronos jest przestrzenią możliwości: możemy, żyjąc w nim, otworzyć się na kairos lub pozostać w chronos i niejako ślizgać się po powierzchni życia.

Podstawową sprawą w naszym życiu jest rozeznanie tego, co prawdziwie prowadzi do życia, co nas zakorzenia w autentycznym życiu i jednocześnie odróżnienie tego od wszelkiego pozoru, który nas zwodzi. Warto zatem spojrzeć na sposób działania namiętności, które próbują wciągnąć nas w pozór pełni życia. Łudzą nas one spełnieniem w bliskiej przyszłości, czyli w czasie, którego jeszcze nie ma. Zazwyczaj jednak okazuje się, że spodziewane radości czy rozkosze, kiedy się wreszcie realizują, nie są tak wspaniałe, jak to nasza wyobraźnia zapowiadała, a ponadto pozostawiają w nas poczucie niespełnienia, jakiś niesmak. Co jednak najważniejsze, to fakt, że wyciągają nas one z bycia tu i teraz, odrywając od żywej obecności, a jedynie nieustannie pobudzają do osiągania czegoś, co jest tuż-tuż przed nami. Charakterystyczne przy tym jest to, że koncentrujemy się na własnych rozkoszach czy zdobywaniu własnej chwały, czyli w istocie budujemy nasz egocentryzm. Inni ludzie jak gdyby nikną za horyzontem albo są po prostu narzędziami do spełnienia naszych pragnień. Jednocześnie nie patrzymy na konsekwencje, które powstaną na skutek naszego działania zarówno w odniesieniu do nas samych, jak i innych ludzi. Kusząca nas korzyść koncentruje nasze działanie tak, jak gdyby miała ona charakter punktu docelowego, wydarzenia dającego nam poczucie jakiegoś spełnienia, czyli w istocie wydaje się kairotyczna. Natomiast egocentryczne nastawienie powoduje, że osiągnięty cel niesie w sobie pustkę zwykłego upływu czasu, czyli chronos. Osiągając coś dla siebie, bez prawdziwego spotkania z drugim, znowu odnajdujemy się w Koheletowej marności: Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko marność (Koh 1,2). Aby otworzyć się na prawdziwy kairos, trzeba spojrzeć eschatologicznie, czyli od końca, od finału, czyli od strony tego, do czego ostatecznie nasze działanie prowadzi. Przy czym w chrześcijaństwie eschatologia nie jest czymś odległym, czymś „za górami i lasami”, ale będąc naszym celem ostatecznym, jest ona obecna tu i teraz przez żywą obecność przed Bogiem. W teologii duchowości mówi się o „sakramencie chwili”, czyli doświadczeniu żywej obecności Boga w zwykłym wydarzeniu w danej chwili.

Wracając jednak do namiętności, trzeba zdecydowanie powiedzieć, że jedną z takich namiętności kuszących nas bywa jednostronne nastawienie na zysk. W kategoriach ośmiu logismoi (to znaczy: namiętnych myśli lub duchów zła) Ewagriusza z Pontu takie nastawienie to składowa chciwości, jednej z trzech źródłowych namiętnych myśli, z których wywodzą się wszystkie inne.

Co robić, aby nie popaść w Koheletową pułapkę marności?

Wydaje się, że doświadczenie marności, czyli frustracji i duchowej depresji wynika z płaskiego przeżywania czasu jako chronos i braku doświadczania kairos na co dzień. U Koheleta nie ma spotkania! On jest wielkim samotnikiem, obserwatorem świata i życia, który pragnie z niego korzystać. Przypomina w tym turystę, który zwiedza obce kraje, ale nie jest ich mieszkańcem i obywatelem. Nie spotyka się z żywymi osobami, nie uczestniczy w ich radościach i cierpieniach, koncentrując się jedynie na swoich doznaniach.

Co zrobić, aby nie dać się sprowadzić do samego chronos? Doskonale na to pytanie odpowiada św. Benedykt, głosząc przywoływaną już tu zasadę: „Aby we wszystkim był uwielbiony Bóg”. To jest prawdziwe hasło św. Benedykta. Znane powszechnie hasło: „Módl się i pracuj” jest niewątpliwie sensowne, jednak nie oddaje w pełni tego, o co chodzi. Zauważmy, że to hasło wcale nie musi nas chronić od płaskiego przeżywania czasu. Kiedy mówimy „Módl się”, myślimy o wejściu w relację z Bogiem. Jednak przez ostatnie wieki modlitwa była rozumiana jako obowiązek moralny wynikający ze sprawiedliwości: Bogu należy się jako Bogu cześć i uwielbienie. Wiernym nakazuje się codzienną modlitwę jako powinność pod sankcją grzechu. Gdy modlitwę widzimy w takich kategoriach, można ją kojarzyć – i niestety tak często jest kojarzona – jako odmawianie pacierza, czyli kolejną czynność obok innych czynności, tyle że należącą do porządku religijnego, a nie do świeckiego. Niemniej traktowana jako powinność nie niesie w sobie wymiaru spotkania i dlatego pozostaje w płaszczyźnie chronos. Oczywiście, kiedy właściwie rozumiemy modlitwę, w haśle „Módl się i pracuj” zawierają się oba wymiary czasu niemniej niejako obok siebie: czas na pracę i czas na modlitwę.

Natomiast hasło: „Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony” stawia sprawę zupełnie inaczej. „Wszystko” obejmuje zarówno modlitwę, pracę, odpoczynek, spotkanie z innymi, sen, zwykłe codzienne czynności jak wstawanie, mycie się itd., refleksję, twórczość…, zatem nie ogranicza się do samej pracy i modlitwy. Jednocześnie w tym „wszystkim” jest obecny zarazem chronos, w którym to się dzieje, jak i kairos, który wyraża owo uwielbienie Boga.

Zasadniczym kluczem do realizacji hasła św. Benedykta jest prawda, że Bóg jest wszędzie obecny i nieustannie nas obejmuje w każdym wymiarze naszego istnienia. Mówi się w związku z tym o wspomnianym „sakramencie chwili”, to znaczy pojawieniu się sposobności do urzeczywistnienia się spotkania z Bogiem obecnym. Pewnym wymiarem tego, może najważniejszym, jest dla nas drugi człowiek. Wyrażają to słowa Pana Jezusa: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40). Jeżeli robimy coś dobrego dla kogoś, to odnajdujemy się w żywej relacji z Bogiem, czyli osiągamy to, co jest właściwym celem modlitwy. Jednak nie dotyczy to jedynie gestu miłosierdzia okazywanego drugiemu, ale właściwie wszystkiego, co robimy, a co nie jest grzechem i buntem przeciw Bogu. Wszystko to jest sposobnością do spotkania z Bogiem. I tak np. śp. Anna Świderkówna pisała, że dla niej taką sposobnością stało się nieszczęśliwe złamanie nogi, gdy śpieszyła się zimą na zajęcia ze studentami. Pierwszym odruchem było zbuntowanie, ale zaraz potem uświadomiła sobie, że w tej sytuacji Bóg ją obejmuje swoim miłosierdziem. Były to, mimo dużego bólu, najszczęśliwsze chwile w jej życiu!

Jeżeli to przenieść na konkretną sytuację lidera, to przez jego doświadczenie świata i ludzi w perspektywie odpowiedzialności za nich, pojawia się szczególna sposobność do odkrywania kairos w szarym, pełnym napięcia chronos. Przede wszystkim ze względu na spotykanych ludzi. Oni są szczególnym „miejscem” spotkania z Bogiem, jak o tym mówi przytoczona wyżej wypowiedź Pana Jezusa. Ale też we wszelkich działaniach, które z reguły mają charakter ryzyka, a przez to są otwarte na doświadczenie Bożej opatrzności. Kiedy swoje troski i zmartwienia przeżywamy, mimo najbardziej fachowych kalkulacji i analiz, w pokorze i zawierzeniu Bogu bardzo konkretnie pojawia się „sakrament chwili” i „sakrament sytuacji”. Warunkiem odkrycia go jest otwarcie. Kiedy wszystko się widzi jedynie w płaskim horyzoncie kalkulacji zysków, ten wymiar „sakramentu” się nie odsłania.


 

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi