Kiedy lokalna waluta spada, politycy zwykle obwiniają zagranicę

Podczas gdy waluty gospodarek wschodzących lecą w dół, liderzy takich krajów, jak Turcja czy Argentyna, uciekają się do starego wybiegu: za całe zło obwiniają spiskowców.  „Spekulacyjne zachowanie wielu biznesmenów i handlowców w Argentynie jest niepatriotyczne i bezwstydne" - powiedział Jorge Capitanich, szef gabinetu prezydenta Kirchnera. Z kolei premier Turcji, Recep Tayyip Erdogan, odgrażał się, że będzie „dusił" rynkowych spekulantów. Za osłabienie tamtejszej liry oskarżył tzw. lobby stóp procentowych, czyli spisek bankierów i zagranicznych, antytureckich mediów. Jednak nie wszyscy przywódcy szukają łatwego wroga. Chociaż waluty takich krajów, jak Meksyk, Brazylia czy Chile również mocno osłabły, tamtejsi politycy zareagowali bardziej racjonalnie. Wytłumaczeniem może być to, że państwa te prowadzą bardziej konserwatywną politykę makroekonomiczną i uważają, że jakoś przetrwają obecne zawirowania. W ostatniej dekadzie Brazylia zwiększyła swoje rezerwy walutowe do 380 mld dol., a „oszczędności" Argentyny to zaledwie 29 mld dol. Ze swą narracją, liderzy Turcji i Argentyny wstąpili do klubu Hugo Chaveza. Jego następca, Nicolas Maduro, wzorem swojego poprzednika, o wszystkie problemy Wenezueli (m.in. 56 proc. inflację) też oskarża konspiratorów i sabotażystów: „Nasza gospodarka została dotknięta wojną ekonomiczną, rozpętaną przez spekulantów...". Zdaniem krytyków, tego rodzaju wypowiedziami Maduro próbuje odwrócić uwagę społeczeństwa od poważnych, wewnętrznych kłopotów, takich jak dziura budżetowa, inflacja i problemy na rynku pracy. W Turcji rząd musiał się w zeszłym roku zmagać się z masowymi protestami, które podzieliły społeczeństwo. Lira spadła od połowy grudnia o 20 proc. i niektórzy twierdzą, że władze przyczyniły się do tego, utrzymując niskie stopy procentowe. W RPA, za problemy ekonomiczne swojego kraju przywódcy obwiniają wstrząsy wtórne, które nastąpiły po kryzysie finansowym 2008 r. Kraj ma kłopoty z deficytem obrotów bieżących, spowolnieniem gospodarczym i porażką rządu w gaszeniu strajków w górnictwie. Aby powstrzymać spadki rodzimej waluty, bank centralny RPA podniósł ostatnio stopy procentowe. Kiedy rand mocno się rozkołysał po ich wzroście, urzędnicy oskarżyli inwestorów o słabą znajomość matematyki. „Dlaczego po wszystkich obliczeniach, które zrobili, wszystko wyszło im źle?" - pytał minister finansów, Pravin Gordhan. To prawda, że wiele problemów, z którymi borykają się rynki wschodzące, wynika z zawirowań na rynkach globalnych, na które te państwa nie mają wpływu. Jednak sporo kłopotów jest, jak to ujmuje Adam Posen, szef Peterson Institute for International Economics, „domowej roboty". „Prawdziwy kryzys jest tam, gdzie nastąpiła nadmierna ekspansja tych gospodarek i były problemy z decyzyjnością" – zwraca uwagę Posen. Podczas długotrwałej koniunktury, rządy wydawały zwykle więcej, niż mogły zarobić. Nie oparły się również pokusie brania tanich kredytów, aby pobudzić wzrost. Nie zrobiły także wystarczająco wiele, aby ich gospodarki stały się bardziej konkurencyjne.

 

 

Na podst.As Currencies Fall, Leaders Cast Blame Abroad, John Lyons, Ian Talley, Patrick McGroarty, The Wall Street Journal

Sieci społecznościowe

Tagi