Klasa średnia nieustannie się kurczy. Wystarczy spytać świat biznesu

Na Manhattanie ekskluzywny sklep odzieżowy Barneys zastąpi bankrutującą, tanią sieć Loehmann. Restauracje z umiarkowanymi cenami, jak Olive Garden i Red Lobster, walczą o przetrwanie, natomiast drogie, jak Capital Grille, prosperują. General Electric stwierdza, że zapotrzebowanie na drogi sprzęt AGD rośnie szybciej, niż na modele dla masowego odbiorcy.

Amerykańskie firmy nie mają wątpliwości, że nierówności w USA się pogłębiają. Kurczy się baza dla biznesu, który sprzedaje swe produkty klasie średniej, poszerza się natomiast grupa klientów zamożnych.Producenci bardzo szybko się do tego dostosowują. Zaś główne firmy konsultingowe i analitycy z Wall Street opisują to przesunięcie ze szczerością typową raczej dla lewicowych środowisk akademickich, niż biznesowych ekspertów. Na 5 proc. społeczeństwa, o najwyższych dochodach, przypadało w 2012 r. 40 proc. wydatków konsumpcyjnych, podczas gdy w 1992 r. 27 proc. Na 20 proc. najbogatszych przypadało ponad 60 proc. wydatków konsumpcyjnych. „Konsumenci, którzy mają kapitał w postaci nieruchomości lub akcji i są w górnej grupie 20 proc. mają się całkiem dobrze" – mówi John G. Maxwell z PricewaterhouseCoopers. W odpowiedzi na szybszy wzrost wydatków bogatszych grup, klienci PricewaterhouseCoopers, tacy jak sklepy czy restauracje, kierują ofertę do osób zainteresowanych najwyższą jakością lub też koncentrują się na tych, dla których najważniejsza jest niska cena. „Ci, którzy mają ofertę dla średnich, przegrywają z tymi, którzy są nastawieni albo na najbogatszych, albo na biedniejszych" – mówi Maxwell. Dane dotyczące konsumpcji są mniej dostępne, niż pokazujące rozwarstwienie dochodów, niemniej wydatki gospodarstw domowych bada kliku ekonomistów, w tym Steven Fazzari z Uniwersytetu Waszyngtona w St. Louis i Barry Cynamon z Banku Rezerwy Federalnej w tym samym mieście. Według nich, w 2012 r. górne 5 proc. Amerykanów odpowiadało za 38 proc. krajowej konsumpcji, a w 1995 za 28 proc. Jeszcze bardziej uderzające jest inne odkrycie Fazzariego i Cynamona: obecne ożywienie ciągną do przodu niemal wyłącznie górne warstwy. Od końca recesji w 2009 r. realne wydatki najbogatszych 5 proc. wzrosły o 17 proc., a pozostałej części społeczeństwa o 1 proc. Według Institute for New Economic Thinking, ok. 90 proc. realnego wzrostu wydatków konsumpcyjnych w latach 2009-2012 było generowane przez górne 20 proc. gospodarstw domowych. Skutki tego zjawiska są odczuwalne w różnych sektorach amerykańskiej gospodarki. „O ile, dzięki wydatkom najbogatszych, gospodarka poszła do przodu, głęboki podział społeczeństwa jest niepokojący" – mówi Fazzari. „Trudno będzie utrzymać silny wzrost gospodarczy z dużą grupą ludności, której dochody spadły. Jakoś przeżyjemy, ale czy możemy w ten sposób naprawdę wyzdrowieć?". Także inwestorzy zauważyli, że „średniacy" się kurczą.

 

 

Na podst.The Middle Class Is Steadily Eroding. Just Ask the Business World, Nelson D. Schwartz, The New York Times

Sieci społecznościowe

Tagi