Kobiety od zawsze bagatelizują własne potrzeby

American College of Cardiology w Atlancie opublikował kiedyś ważny raport, z którego wynikało, że kobiety są bardziej narażone na śmierć z powodu ataku serca niż mężczyźni – bo za późno zgłaszają się do szpitala. Zwykle zajmuje im to godzinę dłużej niż mężczyznom od chwili, gdy zauważą symptomy.

Może to zaskakiwać lekarzy i badaczy, ale nie kobiety. Kiedy facet ma bóle klatki piersiowej, dzwoni na pogotowie i jedzie do szpitala. A kobieta?

Dochodzi do wniosku, że ból może oznaczać coś poważnego, dlatego piecze lasagne, a potem robi klopsa i zapiekankę z tuńczykiem, żeby rodzina miała co jeść przez tydzień, który ona spędzi na oddziale intensywnego nadzoru kardiologicznego.

Kiedy otwiera lodówkę, żeby schować przygotowane posiłki, nie może znieść widoku spleśniałego sera żółtego i gnijących resztek, więc wyrzuca je do śmieci i myje półki. Pakuje wszystkim drugie śniadanie, zanim sama spakuje się do szpitala. A gdy zagląda do łazienki po szczoteczkę do zębów, przy okazji szoruje umywalkę, wannę i toaletę.

Przychodzi jej do głowy, że następnego dnia rodzinie zabraknie czystej bielizny, wrzuca więc do pralki białe rzeczy i składa wyjęte z suszarki ubrania. Wychodzi do szpitala, kiedy wszyscy już zjedli, odrobili lekcje i wykonali swoje obowiązki domowe.

W drodze do szpitala podwozi córkę na trening piłki nożnej, oddaje przetrzymane książki do biblioteki i zgłasza się do pomocy w przedszkolnym programie nauki czytania.

Zanim dojedzie na pogotowie, ociera się o śmierć. Ale przed oczami nie widzi scen z własnego życia, tylko te z życia swojego męża i dzieci.

Kobiety od zawsze bagatelizują własne potrzeby i ignorują swój ból. Nieustannie stosujemy wobec siebie inną miarę. Stawiamy siebie na ostatnim miejscu. Nikogo innego nie traktujemy tak fatalnie jak siebie.

Jak to zmienić?

Po pierwsze, daj sobie na to zgodę. Niech to będzie oficjalne pozwolenie na to, by lepiej o siebie zadbać. Sama musisz się o siebie zatroszczyć – to ty za to odpowiadasz, nikt inny. Doktor McKee podał kilka metod do wypróbowania.

Oto niektóre wnioski z naszej rozmowy:

Dbaj o siebie – nie stosuj wobec siebie innej miary. Przestań przywiązywać do obowiązków wobec siebie mniejszą wagę niż do obowiązków wobec innych. Przestań być tak bardzo dla innych, że nie zostaje ci już nic dla siebie. Przestań wykrajać czas dla siebie – znajdź dla siebie całą belę czasu.

Poświęć sobie pięć minut – zatrzymaj się i poświęć pięć minut na to, żeby uspokoić, skupić i uporządkować myśli. Zanim odbierzesz dzieci po pracy albo pójdziesz po zakupy, posiedź bezczynnie w samochodzie. Zresetuj się. Dzięki temu podejmiesz lepsze decyzje i odkryjesz, że świat się bez ciebie nie zawali. Co za ulga.

Bierz sześć oddechów na minutę. Jestem kiepska z oddychania. Doktor McKee poradził, żeby brać sześć oddechów na minutę. Przez pięć sekund wdychaj powietrze, a potem przez pięć sekund je wydychaj. Spróbuj. Niesamowite doznanie.

Odbierz, co twoje – nie oddawaj innym pilota do swoich emocji. Koniec z wymówkami: „Ten facet doprowadza mnie do szału”, „Przez szefa nabawię się wrzodów”, „Dostanę migreny przez moje dzieci”. Odbierz im tego pilota i wciśnij guzik z napisem „spokój”. Nie masz wpływu na to, co robią inni, ale masz wpływ na swoje reakcje.

Rób sobie chwile wytchnienia przez cały dzień – szukaj momentów, w których możesz ćwiczyć nowy sposób oddychania, na przykład gdy stoisz na czerwonym świetle, dostajesz e-mail od szefa albo czekasz w kolejce w sklepie. Weź jeden albo dwa oddechy brzuszne i powiedz do siebie: „Wszystko jest w porządku. Wszystko jest w porządku”.

Zorganizuj sobie sesję przyjemności – co tydzień zarezerwuj godzinę tylko dla siebie. Niech to będzie dla ciebie sesja przyjemności. Zorganizuj sobie godzinę piękna i wybierz się do muzeum, galerii z biżuterią albo kwiaciarni. Zorganizuj sobie godzinę spokoju i posłuchaj ulubionej muzyki, poczytaj wiersze ulubionego poety, weź kąpiel z ulubionym płynem zapachowym. Zorganizuj sobie godzinę przyrody i rozkoszuj się słońcem, odgłosem deszczu, blaskiem gwiazd. Jeśli nie znajdziesz całej godziny, podaruj sobie trzy dwudziestominutowe sesje przyjemności.

Zrób listę wdzięczności. Kiedy w godzinach szczytu utkniesz w korku, rozejrzyj się wokół i zrób szybką listę wdzięczności. Samochód obok ciebie to rozklekotany gruchot. Aha. Bądź wdzięczna za swój samochód. W samochodzie przed tobą wydziera się trójka dzieci. No tak. Bądź wdzięczna za ciszę w swoim samochodzie.

Bądź krótkowzroczna – traktuj życie jak serię sprintów, a nie jeden niekończący się maraton, w którym nawet nie widać mety. Pomiędzy zrywami aktywności odpoczywaj i regeneruj organizm.

Arystoteles dzielił świat na myślenie, czuciAe i działanie. Zdaniem doktora McKee, żeby dobrze radzić sobie ze stresem, trzeba dokonać zmian w każdej z tych dziedzin. Mój ulubiony cytat z Arystotelesa brzmi: „Jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy”. Spróbuj wyrobić w sobie nawyk kochania siebie tak samo mocno, jak wszystkich pozostałych.

 

Źródło: Regina Brett, Be the miracle. 50 lessons for making the impossible possible, Wydawnictwo Insignis

Sieci społecznościowe

Tagi