Kontrola ryzyka zwiększa ryzyko

Ryzyko ma wiele definicji. Najbardziej popularna głosi, iż jest równe odchyleniom od rynku/benchmarku. Odchylenia mogą dotyczyć tego, w co inwestujemy (spółki, branże, rejony geograficzne) albo czynników (wartość, momentum).

Wielu menedżerów stara się minimalizować błąd naśladowania, czyli różnice w zwrotach między własną strategią a rynkiem. Inni neutralizują ekspozycję na takie rzeczy, jak cena ropy czy rosnące stopy procentowe. Jednak ja myślę o ryzyku, jako o procencie szans na to, że dana strategia przegra z prostym benchmarkiem w przyjętym horyzoncie czasowym inwestycji.
Jeśli wynosi on 10 lat, dbamy jedynie o to, czy strategia pokona w tym czasie nisko kosztowe indeksowanie i jaki jest na to procent szans.
To, co zwiększa te szanse, zmniejsza ryzyko i na odwrót. Kontrolowanie ryzyka najczęściej prowadzi do portfela bardziej przypominającego rynek. To może zredukować ryzyko krótkoterminowe, ale nieraz podwyższa realne.
Sztywne ograniczenia w portfelu (np. kontrola ryzyka) zmniejszają elastyczność, aktywny udział i prawdopodobieństwo długoterminowych, ponadprzeciętnych wyników. Ograniczenia są potrzebne, ale nie krótka smycz. Jak powiedział Howard Marks, trzeba mieć „odwagę, by być wielkim".

 

 

Na podst.Risk controls increase risk, Patrick O'Shaughnessy, www.millennialinvest.com

Sieci społecznościowe

Tagi