Kreatywna destrukcja w szkolnictwie wyższym

Kryzys kosztów, zmiany na rynkach pracy i nowe technologie postawią starą instytucję na głowie

Szkolnictwo wyższe jest jednym z największych sukcesów państwa opiekuńczego. A przy tym, od czasów Arystotelesa niewiele się zmieniło: studenci zbierają w umówionym czasie i miejscu, aby słuchać mądrości uczonych.

Teraz jednak zaczęły się rewolucyjne zmiany, wynikające z trzech przyczyn: rosnących kosztów, zmiany popytu, jeśli chodzi o pracowników, i rozwoju nowych technologii. W efekcie - wyższe uczelnie trzeba będzie wymyślić na nowo.

Szkolnictwo wyższe cierpi na chorobę kosztów Baumola, polegającą na tym, że gwałtownie idą one w górę w sektorach pracochłonnych, gdzie nie zwiększa się wydajność. Przez ostatnie dwie dekady koszty wyższych uczelni w USA co roku rosły o 1,6 pkt. proc. szybciej, niż inflacja.

Dla większości studentów wyższe studia są świetną inwestycją. Ale dla tych, którzy studiów nie kończą, a zaciągają kredyty studenckie, jest to interes zdecydowanie nieopłacalny. W Ameryce, w latach 2007-2012 rządowe dotacje na 1 studenta spadły o 27 proc., podczas gdy średnie czesne, z uwzględnieniem inflacji, wzrosło o 20 proc. W Wielkiej Brytanii przed dwoma dekadami czesne było bardzo niskie, teraz kosztuje średnio 9 tys. funtów rocznie.

Drugim motorem zmian jest rynek pracy. W standardowym modelu szkolnictwa wyższego dyplom uczelni jest biletem wstępu do świata profesjonalistów. Ale automatyzacja zmienia także pracę pracowników umysłowych. Według badań przeprowadzonych na Oksfordzie, w najbliższych paru latach na automatyzację jest narażonych 47 proc. zawodów. Innowacje likwidują miejsca pracy i ludzie będą musieli uzupełniać swoje kwalifikacje przez całe życie.

Trzecią siłą, powodującą zmiany w modelu kształcenia, jest internet, który zmienia model biznesowy w wielu branżach i trend ten dotarł także do uczelni. MOOC, czyli Masowe Otwarte Kursy Online (Massive Open Online Course), dają szansę wysłuchania najlepszych wykładowców i uzyskania dyplomu za ułamek kosztów czesnego na uniwersytecie.

MOOC wystartowały w 2008 r. Ich wadą jest to, że nie istnieje formalny system akredytacji, a ceny, choć spadają, są wysokie. Ale to się zmienia. Coursera ma ponad 8 mln zarejestrowanych użytkowników. Jej kursy są bezpłatne, lecz użytkownik płaci za certyfikat – od 30 do 100 dol. Harvard Business School wkrótce uruchomi kurs online pre-MBA za 1500 dol.

Najlepsze uczelnie mogą skorzystać na zmianach, gdyż studenci będą woleli uzyskać dyplomy za niską cenę. Gorsze szkoły będą przegrane. Przewiduje się, że zatrudnienie w branży skurczy się o 30 proc. Ucierpi wiele miast, których aktywność jest w sposób istotny związana z wyższymi uczelniami.  

Politycy znajdą się pod presją, aby powstrzymać tę rewolucję. Powinni jednak pamiętać, że ich zadaniem jest dbanie o dobro społeczeństwa, a nie grupy profesorów. Na rewolucji w edukacji więcej osób skorzysta, niż ucierpi. Studenci będą mieli dostęp do najlepszych szkół za niewielkie pieniądze. Dostęp do najlepszych na świecie uczelni będą mieli także zdolni ludzie z biednych krajów.

 

Na podst. Creative destruction, The Ecomomist

 

Sieci społecznościowe

Tagi