Kto będzie uczył odpowiedzialności w świecie spychologii?

Regulacje i struktura rynków kapitałowych sprzyjają kulturze spychania odpowiedzialności.

„Jesteś doradcą inwestycyjnym i menedżerem w firmie Outrageous Wealth Managers, do której dołączyłeś niedawno, po kilku latach pracy dla Azure, filii dużego, brytyjskiego banku, zajmującej się zarządzaniem majątkiem”.

Tak zaczyna się test z etyki, który muszą wypełnić wszyscy kandydaci do brytyjskiego Instytutu Papierów Wartościowych i Inwestycji (CISI). Kwestionariusz szybko zamienia się w swego rodzaju grę fabularną. Egzaminowani zostają postawieni w hipotetycznej sytuacji: w pociągu spotykają dawnego kolegę z Azure, który przypadkiem zostawia w przedziale teczkę z potencjalnie poufnymi dokumentami. Do wyboru ma się pewną liczbę zachowań. Każda decyzja prowadzi do kolejnych dylematów etycznych. Pod koniec zupełnie już nie wiadomo, która odpowiedź jest „słuszna”. Ćwiczenie to dobrze ilustruje, jak trudno być grzecznym w środowisku finansowym.

Propozycja CISI to jeden z bardziej oryginalnych pomysłów na rozwiązanie starego i trudnego problemu: jak uczyć etyki studentów biznesu? I jak nauczyć ich radzić sobie z konkretnymi regulacjami? Przepisy stają się coraz bardziej złożone, co sprawiło, że powstała nowa kultura przekazywania odpowiedzialności.

Szkoły biznesu mają kłopot z uczeniem studentów, jak stawiać czoła regulatorom. Częściowo wynika to z przyczyn praktycznych: najlepsze szkoły są globalne, a regulacje mają charakter krajowy. Problem zazwyczaj zrzuca się na barki zawodowych stowarzyszeń, które nieraz zakładają, że kandydaci poznają zasady, kiedy zaczną pracę.

Uczelnie biznesowe ograniczają się tylko do szerszych zagadnień etycznych, lecz to tworzy kolejne dylematy. Niektóre wprowadziły oddzielny kurs etyki, co może implikować, że pozostałe zajęcia nie są etyczne. Inne próbują wpleść kwestie etyczne do całego programu nauczania, prowokując studentów do narzekań, że w ostatecznym rozrachunku, na tej uczelni etykę się ignoruje.

Tak czy siak, problemu konkretnych przepisów się nie porusza. A to jest ważne, gdyż powszechną odpowiedzią na ostatnie regulacje było przenoszenie odpowiedzialności na innych, co stwarza nowe, słabe punkty w systemie finansowym.

Weźmy autorytet agencji ratingowych przed kryzysem. Regulacje bankowe z „Bazylei II” zachęcały inwestorów do kupowania wszystkiego, co mogło się pochwalić ratingiem AAA. Skutki były katastrofalne.

Ratingi były reklamowane jako opinie bazujące na publicznie dostępnych informacjach. Agencje nawaliły, gdy banki inwestycyjne zaczęły je przekonywać, że produkty bazujące na kredytach hipotecznych subprime powinny mieć rating AAA.

Po kryzysie, niespodziewane konsekwencje miała tzw. ustawa Dodda-Franka. Spółki muszą teraz oferować inwestorom większą przejrzystość, a od udziałowców wymaga się uczestnictwa w głosowaniach dotyczących dyrektorskich pensji.

Wygląda na to, że inwestorów zostawiono na łasce kilku firm pośredniczących, doradzających im, jak głosować, aby w najłatwiejszy sposób pokazać regulatorowi, że traktuje się swe obowiązki poważnie.

Kulturze spychologii sprzyjają nie tylko regulacje, lecz także struktura rynków kapitałowych. Bankierzy kiedyś wiedzieli, że ucierpią, jeśli pożyczka, której udzielili, okaże się niewypłacalna. Dziś mogą przenieść to ryzyko na kogoś innego.

Biorąc pod uwagę, że społeczeństwo straciło zaufanie do sektora usług finansowych, kluczowe znaczenie ma zaszczepienie kultury większej odpowiedzialności. Tylko kto tego dokona?

Fikcyjny świat moralnych dylematów, stworzony przez CISI, to pomysłowa próba rozwiązania problemu. Jednak taki trening musi się zaczynać wcześniej, na uniwersytecie lub w szkole biznesowej, a potem trwać dalej po rozpoczęciu pracy. Być może wówczas ktoś, kto znajdzie potencjalnie cenne papiery, pozostawione przez starego znajomego, nie będzie miał żadnych wątpliwości, co powinien zrobić.

 

Na podst. Who will teach responsibility in a buck-passing world?, John Authers, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi