Kultura ryzyka musi się zmienić, aby chronić system finansowy

Firmy finansowe flirtują z ryzykiem, gdyż, wobec płynności na rynku, wykreowanej przez banki centralne, a także niskich stóp procentowych - szukają dochodu. Rzadko robią to ostrożnie. W wielu z nich zapomina się o kluczowych przyczynach kryzysów finansowych z przeszłości.

Niemal codziennie widzimy nowe przykłady igrania z ogniem. W USA szybko przybywa pożyczek typu subprime, na sfinansowanie zakupu używanych samochodów przez niewiarygodnych kredytobiorców. Sygnałem ostrzegawczym jest też stwierdzenie Banku Rozliczeń Międzynarodowych, że 40% kredytów syndykowanych stanowią pożyczki niezasługujące na notę inwestycyjną – to większy odsetek, niż w 2007 r.
Patrząc szerzej: zysk obserwowany na rynkach akcji, pierwotnych rynkach nieruchomości i wiodących aukcjach sztuki niewiele ma wspólnego z fundamentami gospodarki. Ceny aktywów szybują w górę, a handel światowy jest w zastoju. W większości strefy euro i w Japonii realny wzrost jest znikomy, zaś w USA, w ostatnich 12 miesiącach, był niższy niż 2%. Ale indeks S&P 500 zyskał w tym czasie 17%.
Dług korporacyjny rynków wschodzących zwiększył się niemal 5 razy od 2008 r. To dużo więcej, niż wynosi realny wzrost na tych rynkach, z których niektóre cienko przędą i są bardziej narażone na przyszłe zmiany w polityce monetarnej.
Gospodarka Chin wydaje się rosnąć zgodnie z rządowym celem (7,5%), w dużej części, wskutek kredytowania. W efekcie, na tamtejszym gorącym rynku nieruchomości pojawiają się banki. System parabanków szybko rośnie i jest mało regulowany, a banki głównego nurtu wciąż utrzymują wysoki poziom kredytowania miast i państwowych przedsiębiorstw.
W skali globalnej, menedżerowie części instytucji finansowych niewystarczająco ograniczają podejmowanie nadmiernego ryzyka. Do pewnego stopnia, czują presję konkurencji, żeby nieustannie uzyskiwać lepsze wyniki kwartalne. Jednocześnie, wielu zarządzających ryzykiem wciąż nie ma odpowiednich narzędzi, by zmienić dominującą kulturę.
Innym poważnym zmartwieniem jest to, że Europejski Bank Centralny, przeprowadzając stres testy większych banków w strefie euro, będzie się skupiał na kluczowych wskaźnikach kapitałowych, płynnościowych itp., a za mało na ryzykownych zachowaniach.
Władze USA i Wlk. Brytanii zaczęły coraz bardziej koncentrować się na konkretnych aspektach „złego prowadzenia" się w bankowości. Trzeba przyznać, że na serio, lecz za mało zajmują się szerszymi problemami, związanymi z obecnym poszukiwaniem dochodu, które zagrażają przyszłości całego systemu.
Rezerwa Federalna pełni tu rolę kluczową. Powinna wywrzeć nacisk na szefów amerykańskich banków, aby wspierali ostrożność w podejmowaniu ryzyka. Ponieważ niemal 75% rynku kapitałowego w USA jest w rękach instytucji niebankowych, ważne jest także, by SEC i Komisja ds. Handlu Kontraktami Terminowymi na Surowce dołączyły do Fed, wzywając do rozsądnych zachowań.
Instytucje finansowe i regulatorzy w USA, Wlk. Brytanii, Japonii, strefie euro i Chinach powinni teraz podkreślać krytyczne znaczenie zarządzania ryzykiem i kulturą ryzyka, i szukać dróg bezpieczniejszego kanalizowania aktywności.
Nie ma tu prostych recept, a zmiana kultury w instytucjach zawsze jest wyzwaniem. Jednak trzeba podjąć działania, nim zmaterializuje się kolejny kryzys finansowy.

 

 

Na podst. Riskculturemustchange to protectfinancial system, William Rhodes, The Financial Times

 

Sieci społecznościowe

Tagi