„Kup i trzymaj” jest niewykonalne

Strategia „kup i trzymaj” od lat na przemian to „umiera”, to „ożywa”. Podczas kryzysu z 2008 r. uznano ją za martwą, gdyż każdy, kto trzymał się swoich inwestycji, stracił wtedy połowę portfela. Dziś uważa się ją za żywą i pełna wigoru, bo każdy, kto przetrzymał kryzysowe spadki, załapał się na wielki rajd. Ale mówienie w tym wypadku o życiu albo śmierci nie ma sensu. Prawdziwy problem polega na tym, że podejście to jest nierealne i niewykonalne.

Laboratorium Inżynierii Finansowej przy MIT rozpoczęło 3-letnie badanie, które ma pomóc inwestorom pogodzić żądzę lepszych zwrotów z awersją do ryzyka. Andrew W. Lo, dyrektor Laboratorium, mówi, że celem projektu jest wzięcie pod lupę naprawdę trudnego aspektu inwestowania: wkładania ręki w ogień po tym, jak się już raz oparzyliśmy.

Standardowe rady przeważnie sprowadzają się do tego, że na dłuższą metę, rynek wyjdzie na plus, a zatem warto kupować akcje i trzymać je przez dziesiątki lat.

„Taka rada może się wydawać dobra, bo na papierze wyniki S&P 500 z ostatnich 10, 20 czy 30 lat wyglądają tym lepiej, im dłużej się trzymasz” - mówi Lo. Sęk w tym, że to jest nierealne. „Nie można się spodziewać, że inwestorzy przeżyją taki 2008 r., nic sobie nie robiąc z tego, że ich inwestycje tracą 50%”.

Osobiście jestem inwestorem długoterminowym. Przez cały kryzys nie zmieniłem w portfelu praktycznie niczego. Pamiętam jednak mdłości, jakie czułem, gdy moje inwestycje były patroszone. To właśnie to uczucie sprawia, że dla większości „kup i trzymaj” jest niewykonalne. Chęć uniknięcia bólu jest wpisana w ludzką naturę. 

Niezależnie od strategii, kluczem do sukcesu zawsze jest emocjonalna dyscyplina, umiejętność przetrwania gorszych czasów. Największym wyzwaniem dla inwestorów jest trzymanie się obranego kursu także wtedy, gdy nie wszystko idzie po ich myśli. 

„Nie możesz inwestować jak wielki inwestor, jeśli (…) zaczynasz myśleć, że wiesz lepiej, lub jedna rzecz w danym podejściu ci się nie podoba, i nagle wprowadzasz zmiany. Już nie trzymasz się sprawdzonego systemu, modyfikujesz go, co może wyjść ci na korzyść albo nie” - mówi C. Thomas Howard, dyrektor badań w AthenaInvest.

Jego zdaniem, przyjmując tylko te części czyjejś metodologii, które im odpowiadają, inwestorzy znajdują sobie kozła ofiarnego. Gdy coś pójdzie nie tak, odpowiedzialnością obarczają doradcę, newsletter czy guru, choć zdecydowali o zmianie strategii. 

„Kluczem do sukcesu jest zapanowanie nad emocjami, trzymanie się sztywno określonej strategii i konsekwentne zajmowanie wyłącznie tych pozycji, do których jesteśmy przekonani” - podsumowuje Howard.

Pomyślcie, jak to się ma do „kup i trzymaj” i pogódźcie się z tym, że rynek podda wasze oddanie ciężkiej próbie. 

Dobrze jest poświęcić trochę czasu na autorefleksję i, być może, zastosować w portfelu kilka różnych rozwiązań. Jego jądrem może być coś tak prostego, jak inwestycje typu „kup i trzymaj”, ale część pieniędzy warto zagospodarować inaczej, aby łatwiej było wytrwać w swoich postanowieniach w dobrych i złych czasach.

W sumie, może lepiej ująć to tak: nie chodzi o to, czy kup i trzymaj jest martwe bądź nierealne, a raczej o to, że powinno stanowić tylko jeden element w dążeniu do portfela, którego będziemy się trzymać w każdych warunkach. Jeśli wiesz, że nie zdzierżysz kolejnego takiego spadku, jak w 2008 r., to już teraz zacznij się przygotowywać.

 

Na podst. Buy-and-hold investing is impossible, Chuck Jaffe, Market Watch

 

Sieci społecznościowe

Tagi