Ma rację, ale też jej nie ma

Andy Kessler jest niezwykle inteligentnym inwestorem. Widziałem jego prezentację „Inwestowanie we mgle”, o angażowaniu się w startupy. Andy uważa, że w zasadzie nikt nie powinien inwestować w firmy na bardzo wczesnym etapie ich rozwoju. Statystyki mówią, że ma rację. Angażowanie się w takim początkowym stadium jest bardzo ryzykowne. Straty są niemal gwarantowane. Większość inwestorów nie dba o due dilligence, które jest konieczne, lub nie pracuje nad spółką po zainwestowaniu w nią, bez czego nie będzie sukcesu. Finansowanie startupów z pieniędzy zebranych od wielu drobnych inwestorów (tzw. crowdfunding) z pewnością wyprodukuje więcej przegranych, niż zwycięzców. Andy i ja zgadzamy się, że inwestorzy powinni mieć swobodę decydowania, jak dysponować własnymi pieniędzmi. Crowdfunding będzie ewoluował, stawał się coraz lepszy. Jeśli zaakceptujemy kalkulację ryzyka, mamy szansę na sukces. Ale tam, gdzie jest ryzyko, zawsze jest prawdopodobieństwo strat. Jeśli zostaną podjęte odpowiednie działania, inwestowanie na wczesnym etapie będzie miało większe szanse na powodzenie. Weźmy wyniki Hyde Park Angels. Zainwestowali w 24 spółki portfelowe: 4 wyszły z funduszu, a 3 upadły . Reszta jest na różnych etapach rozwoju. To wspaniały rezultat. Spojrzałem na mój własny portfel startupów: na 20 inwestycji, 5 zbankrutowało, 2 spółki wyszły. Reszta jest na różnych etapach cyklu życia. 25% niepowodzeń to naprawdę dobry wynik. 40% bankructw uważa się wciąż jeszcze za doskonały rezultat. Wiele z moich firm nie przeprowadziło jeszcze kolejnej rundy zbierania kapitału. W przypadku tych, które to zrobiły, stopa zwrotu wynosi 61%. Generalnie, startupy takie, jak moje, upadają w pierwszych 2 latach lub tkwią w portfelu funduszu venture capital średnio 7 lat, zanim wyjdą. Jest jeszcze za wcześnie i na razie nie zarobiłem wielkich pieniędzy. Ale wygląda na to, że mam przyzwoitą szansę. Jeśli chcesz inwestować w startupy, musisz wiedzieć pewne rzeczy. Po pierwsze, jest to ryzykowne. Ograniczenie ryzyka inwestycyjnego jest niemożliwe, ale można podejmować lepsze decyzje, angażując się porządnie w due dilligence. Jeśli po zainwestowaniu jesteś pasywny, porażka jest gwarantowana. Inwestorzy muszą być nadpobudliwi. Muszą cały czas próbować zwiększać wartość swoich firm. Codziennie komunikować się ze startupem, rozmawiać o strategii, marketingu, zdobywaniu potencjalnych klientów i kolejnych pieniędzy na rozwój. Fundusze venture capital były krytykowane i w pełni sobie na to zasłużyły. Ale dla wielu inwestorów, którzy samodzielnie nie są w stanie wykonać całej tej pracy ze startupami, najlepszym rozwiązaniem jest przystąpienie do funduszu, mimo opłat pobieranych na jego utrzymanie. Właściwe inwestowanie w startupy to praca na pełen etat. To wszystko jest czasochłonne. Inwestycja w raczkujące firmy jest jak jazda kolejką górską. One nie pracują dla ciebie, to ty pracujesz dla nich. Dla Andy'ego miarą sukcesu były firmy, których wartość osiągała 1 mld dol. To zła miara. Spółki za miliard dolarów są bardzo rzadkie. Miarą sukcesu jest wyjście powyżej ceny zakupu danej spółki. Żeby zarobić naprawdę ogromne pieniądze, musisz mieć wyjścia firm wycenianych na ponad 500 mln dol. W 2012 r. zainwestowano w sumie 20 mld dol. w 66 tys. startupów. Średnia ich wycena wynosiła 2,5 mln dol., a średnia wartość inwestycji 600 tys. dol. Większość z nich upadnie. Ale te, które przetrwają, zapewnią inwestorom ogromne zyski.

 

 

Na podst. Andy Kessler is Right, but He’s Also Wrong, Jeff Carter, Points and Figures

Sieci społecznościowe

Tagi