Mierz wyżej!

Bonnie St. John w wieku pięciu lat w wyniku choroby kości straciła prawą nogę. Śmieje się, że jest jednonogą Afroamerykanką z San Diego, która bez pieniędzy – i bez śniegu – postanowiła zacząć jeździć na nartach. Jako czarna kobieta z jedną nogą napotkała w życiu więcej przeszkód niż większość z nas. W dzieciństwie była molestowana seksualnie. Wychowała się w dysfunkcyjnej rodzinie. Przetrwała rozwód oraz dyskryminację rasową i płciową, a do tego szła przez życie na protezie nogi.

Poznałam Bonnie na konferencji w Worcester w stanie Massachusetts. Ja byłam głównym prelegentem podczas sesji przedpołudniowej, ona – popołudniowej. Miała na sobie spódnicę i buty na najwyższym obcasie, na jaki mogła sobie pozwolić z tytanową nogą. Spodobało mi się, że nie próbuje ukryć swojej protezy.

– Chcecie zobaczyć cud? – zapytała widownię. Przeszła przez scenę. Publiczność zgotowała jej owację na stojąco.

Bonnie często odwiedza pacjentów w szpitalu i przemawia przed ludźmi, którzy muszą się zmierzyć z przeszkodami na pozór nie do pokonania, jak kiedyś ona sama. Poznała matkę, której trzynastoletni syn miał ciężko poparzone twarz i ręce. Kobieta spojrzała na Bonnie i zapytała:

– Czy mój syn kiedykolwiek będzie miał normalne życie? Spodziewałam się, że Bonnie przytaknie: „Tak, oczywiście”. Zaszokowała mnie jej odpowiedź.

– Nie – odparła. – Powinien mierzyć wyżej. Ona tak zrobiła. Kiedy przestała próbować zasłonić swoją protezę, kiedy przestała żałować, że nie jest taka sama jak wszyscy, kiedy zrozumiała, że normalność jest przereklamowana, odważyła się marzyć o czymś więcej niż normalne życie – i osiągnęła to.

Ta mała dziewczynka, której amputowano nogę, została pierwszą Afroamerykanką z medalem olimpijskim w narciarstwie alpejskim. Zdobyła jeden srebrny oraz dwa brązowe medale na paraolimpiadzie w Austrii w 1984 roku. Sport nie był jej jedyną ambicją. Ukończyła z wyróżnieniem Uniwersytet Harvarda. Zdobyła stypendium Rhodesa i dostała się na Uniwersytet Oksfordzki. Zasiadała w Narodowej Radzie Gospodarczej prezydenta Billa Clintona.

Jej celem jest szerzyć radość. Zachęca ludzi, żeby cieszyli się tą radością, którą już mają. Nie wierzy w zwykłe listy rzeczy do załatwienia. Ona robi listę emocji, które trzeba poczuć, i wpisuje na nią radość. Jest pisarką, coachem biznesowym i mówcą motywacyjnym.

Fragment jej przemówienia trafił na kubki w kawiarniach Starbucks w całym kraju: „Miałam przewagę w slalomie. Ale podczas drugiego zjazdu wszyscy przewracali się w niebezpiecznym miejscu. Pokonała mnie kobieta, która podniosła się szybciej niż ja. Nauczyłam się, że ludzie upadają, ale zwycięzcy się podnoszą, a złoci medaliści po prostu podnoszą się szybciej”.

Jakie wspaniałe podejście do życia. Wszyscy przeżywają upadki. Zwycięzcą jest ten, kto szybciej się podniesie i ruszy dalej. Tak wielu z nas, łącznie ze mną, chce odzyskać normalne życie po tym, jak doznamy upadku, gdy życie podstawi nam nogę. Kiedy miałam czterdzieści jeden lat, zdiagnozowano u mnie raka piersi. Od tamtej pory stale czekałam, aż wszystko wróci do normalności. Myślałam, że wystarczy przetrwać operację, chemioterapię, naświetlania.

Tymczasem dostałam nową normalność. Lepszą. Przez leczenie musiałam zwolnić tempo. Uporządkować swoje priorytety. Powiedzieć „nie” temu, co nie jest życiem. Powiedzieć „tak” temu, co nim jest. Rak zmusił mnie, żebym mierzyła wyżej. Blizny po podwójnej mastektomii przypominają mi codziennie, żebym mówiła życiu „tak”: pisała książki, które zawsze chciałam napisać, spędzała czas z ludźmi, których kocham najbardziej, dostrzegała radość w każdym momencie każdego dnia.

Otaczają nas ludzie, którzy nie zadowalają się normalnością. Wiele lat temu przeprowadziłam wywiad z mężczyzną, który stracił rękę w wypadku w pracy. Kiedy taki człowiek jak Ralph Colon traci rękę, traci znacznie więcej niż pięć palców. Ralph przez dwadzieścia osiem lat pracował w firmie Cardinal Fasteners & Specialties na przedmieściach Cleveland. Obsługiwał maszynę kuźniczą do produkcji ogromnych śrub o wadze do czterdziestu kilogramów.

Tego dnia musiał coś szybko poprawić. Kiedy wsunął dłoń do maszyny, ktoś przypadkowo nacisnął pedał zwalniający sprzęgło. Ralph wyszarpnął rękę, ale było już za późno. Maszyna zmiażdżyła mu lewą dłoń. Krew lała się strumieniami. Helikopter medyczny przetransportował go do najbliższego centrum urazowego. Wszystkie palce były martwe. Lekarze próbowali uratować mu kciuk, ale się nie udało.

Pierwszy rok po wypadku? – Musiałem przejść straszliwą drogę – rzekł Ralph. Amputacja odebrała mu poczucie męskości. Bardzo długo czuł się niepełnowartościowym mężczyzną. Dręczyła go jedna myśl: „Do czego ja się jeszcze nadaję?”. Nie był typem człowieka, który chodzi do terapeuty, nie łykał nawet aspiryny. Ale gdyby nie terapeuci i leki antydepresyjne, nie przeżyłby tego. – Zastrzeliłbym się – wyznał. Ralph zawsze pracował rękami. Naprawiał hamulce w samochodzie, znał się na elektryce i hydraulice – kochał ciężką pracę.

Teraz usłyszał od prawnika, że może się utrzymywać z zasiłku dla niepełnosprawnych. Inni radzili, żeby żył z odszkodowania. Ralph postanowił mierzyć wyżej i sięgnąć po pełnię życia. Założył własną firmę dostawczą. Nazwał ją R.L.C. Star Services. R jak Ralph. L jak Luana, jego żona, jego opoka. C jak Colon. I Star*, ponieważ gdy patrzy w oczy Luany, widzi w nich „gwiazdę zatopioną w błękicie”. Żona trwała przy nim wtedy, gdy przytłoczony rozpaczą był bliski załamania.

Dziś Ralph ma bioniczną dłoń. Potrafi podnieść puszkę z napojem, ale niekiedy dłoń zaciska się i rozluźnia wbrew jego woli. Cieszy się, że żyje, ale nadal zdarzają się dni, kiedy jest mu ciężko. – Są takie dni – przyznał. – Od czasu do czasu czuję się nic niewart. Wówczas siada przy swoim akwarium i patrzy na rybki, dopóki złe myśli nie odpłyną. Przez pewien czas był zły na Boga. Złość już minęła. – Zawsze szukałem wyzwania. Najwyraźniej Bóg mi je zesłał. – Roześmiał się. Wreszcie znów może grać w bilard, jeździć na motocyklu i prowadzić ciężarówkę. – Zbyt łatwo jest się poddać. Zbyt łatwo! – powtórzył. – Trzeba znaleźć sposób, żeby się udało.

Czasem trzeba spróbować dziesięć razy. Po prostu muszę dłużej się starać, żeby osiągnąć to, czego chcę. Dziś, gdy jego firma odniosła sukces, Ralph lubi opowiadać ludziom o szczycie, na który się wspiął, i jaki rozciąga się z niego widok.

Ma dla wszystkich jedną radę: „Bądź silny. Nie bój się zacząć działać z tym, co masz”.

Nie bój się mierzyć wyżej. 

 


Źródło: Regina Brett, Be the miracle. 50 lessons for making the impossible possible, Wydawnictwo Insignis

Sieci społecznościowe

Tagi