MIŁOŚĆ MA WIELE OBLICZY o. Włodzimierz Zatorski OSB

Zasadniczą prawdą odnoszącą się do tego misterium bycia osobą pozostaje konieczność uczestniczenia w relacji miłości z innymi. Jednak miłość ma różne wymiary i różnie się wyraża. Wydaje się, że najtrudniejsze dla nas jest przykazanie miłości nieprzyjaciół, o jakim mówi Pan Jezus w Ewangelii. Warto się mu przyjrzeć, bo w nim zawarte są najbardziej elementarne wymogi odnoszące się do miłości:

43 Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. 44 A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; 45 tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych (Mt 5,43−45).

Jednak miłość nieprzyjaciół niewątpliwie różni się od miłości przyjaciół, nie mówiąc już o miłości w małżeństwie czy do własnych dzieci. Wydaje się zatem, że zasadniczym problemem jest właściwe rozumienie miłości w różnych sytuacjach. Co ono oznacza w życiu rodzinnym? Co w życiu przyjacielskim? A co w pracy zawodowej w odniesieniu do pracowników, zwierzchników i kontrahentów? Zanim do tego dojdziemy, trzeba odpowiedzieć sobie na czym polega miłość. Wydaje się, że można roboczo przyjąć określenie – miłość oznacza pragnienie i czynienie prawdziwego dobra drugiemu. Może najłatwiej zobaczyć to na przykładzie miłości nieprzyjaciół. Co Biblia nam nakazuje w tym względzie?

Miłość nieprzyjaciół według powyższego tekstu wymaga od nas:  modlitwy za nich, a tym samym życzenia im dobra. W tekście z Ewangelii według św. Łukasza powiedziane jest jeszcze więcej:

Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; 28 błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. 29 Jeśli cię kto uderzy w jeden policzek, nadstaw mu i drugi! Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty! 30 Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. 31 Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! 32 Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. 33 I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. 34 Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. 35 Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. 36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. 37 Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. 38 Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie (Łk 6,27−38).

Powinniśmy im dobrze czynić, błogosławić ich, nie odpłacać im złem za zło, pożyczać bez „spodziewania się” zwrotu, nie sądzić, nie potępiać, odpuszczać im winy. Wszystko to po to, by się upodobnić do Ojca, który jest w niebie i jednocześnie z nadzieją, że my będziemy tak potraktowani przez Boga, jak sami traktujemy innych. W tym momencie trzeba jednak nieco wyjaśnić, co oznacza „nadstawienie policzka” lub „brak domagania się zwrotu pożyczki”. Nie chodzi o bezwzględną zasadę, gdyż sam Pan Jezus, gdy go uderzył sługa arcykapłana, wcale nie nadstawiał drugiego policzka, ale spytał go, dlaczego Go bije (zob. J 18,22n). Chodzi zatem nie tyle o naiwne wystawienie się na krzywdzenie przez innych, ile raczej o zdolność przebaczenia, bycia wolnym od poczucia pokrzywdzenia i chęci zemsty. Poza samym brakiem odpłacenia złem za zło istnieje jeszcze ważna zasada nie pomagania innym w grzechu, choćby przez to, że się im daje zgodę na zło. Jesteśmy nawet zobowiązani do napomnienia braterskiego. Inaczej stalibyśmy się współwinni czyjegoś grzechu. I właśnie zgodnie z tą zasadą zareagował Pan Jezus wobec sługi arcykapłana.

Święty Paweł, wydaje się, daje bardzo jasne wyjaśnienie potrzeby okazywania miłosierdzia nieprzyjaciołom:

19 Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście Bożej! Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę − mówi Pan − ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód − nakarm go. 20 Jeżeli pragnie − napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę. 21 Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! (Rz 12,19−21).

Wpierw musimy sobie uświadomić, że sprawiedliwość należy do Boga, a nie do nas i ponadto zło popełniane przez nas, niezależnie od powodów, dla których byśmy je popełniali, powoduje, że stajemy się sługami Złego. Stąd dla naszego własnego dobra musimy się odciąć od jakiegokolwiek zła, nie pozwalać na szerzenie się w nas złości, niechęci, nienawiści. W naszym działaniu musimy zawsze być nastwieni na robienia dobra. I na tym poziomie obowiązuje nas miłość nieprzyjaciół. Jednocześnie ważna jest motywacja takiego nastawienia do nieprzyjaciół: jest nią potrzeba podobieństwa do Boga! Pan Jezus nawiązuje w tym momencie do podstawowej prawdy naszego życia, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga, co przekłada się na postępowanie w życiu: powinniśmy w sobie odbijać to, co jest Boże. Normą życia człowieka jest podobieństwo do Boga.

Natomiast w miłości nieprzyjaciół nie mamy żadnego obowiązku kochać emocjonalnie. Samo określenie „nieprzyjaciel” oznacza kogoś, kto zrobił lub robi nam coś złego, kogoś nam nieżyczliwego lub złośliwego względem nas. Spontanicznie pojawia się w nas poczucie pokrzywdzenia i zdystansowanie do tego człowieka. Nasza niechęć jest spontanicznym uczuciem, nad którym nie panujemy bezpośrednio i nie mamy obowiązku tego uczucia zmieniać na przyjazne, choć niewątpliwie powinniśmy pracować nad tym, by wyeliminować złe nastawienie. Powinniśmy ponadto zachować roztropność w działaniu, zatem nie musimy ufać komuś, kto okazał się nieuczciwy czy przewrotny. Ważne jest to, byśmy sami nie robili niczego złego. Przy czym dobro dla drugiego nie oznacza tego, co on uważa za dobro, ale to, co jest obiektywnie dobre. Dlatego robienie czegoś dobrego, nie sprowadza się do spełniania czyjegoś pragnienia. Gdyby np. rodzice spełniali wszystkie pragnienia swoich dzieci, nie wychowaliby ich na dobrych ludzi, ale wzmacnia się w nich egocentryzm, co powoduje, że stają się oni niezdolni do budowania prawdziwej miłości, która przecież wymaga oddania się drugiemu w bezinteresownym darze z siebie. Podobnie nie trzeba od razu dać podwyżkę pracownikowi, bo on się tego domaga, ale trzeba to obiektywnie ocenić w kontekście sytuacji, w jakiej jest firma.

Refleksja nad miłością nieprzyjaciół daje nam podstawy do uchwycenia właściwych relacji z ludźmi obcymi, którzy mogą się okazać przyjaźni, rzetelni, ale mogą być zakłamani, żądni zysku i dlatego mogą chcieć nas oszukać lub wykorzystać. Wobec nich obowiązuje nas przynajmniej to, co zawiera w sobie nakaz miłości nieprzyjaciół, czyli zasadniczo życzliwość i nie odpłacania złem za zło. Oczywiście to nie wystarczy. Nie możemy nieznajomego lub już znanego nam, ale nie do końca poznanego od strony jego rzetelności i uczciwości człowieka, traktować jak wroga. Naturalna postawa wobec innych powinna polegać na życzliwym otwarciu na nich z pewnym kredytem zaufania, ale z jednoczesną ostrożnością. Jeżeli nasze relacje się zacieśniają i następuje coraz większa znajomość, nasze nastawienie może się zmieniać aż po głęboką przyjaźń, lub odwrotnie może przyjąć postać nieufności po doznanej krzywdzie. Niemniej nawet w przypadku największej ufności i przyjaźni, do jakiej można dojść z kontrahentami lub w relacji do współpracowników, w samej pracy i w decyzjach, jakie podejmujemy, nie może być względu na osoby, ale trzeba myśleć w kategoriach obiektywnego dobra firmy. Do takich kryteriów należy także np. fakt, że istnieje mniejsze ryzyko, gdy zlecamy wykonanie jakiejś usługi lub kupno u kogoś nam dobrze znanego i wypróbowanego niż u kogoś nowego nie znanego nam. Więc pewien „wzgląd na osoby” istnieje przy czysto biznesowym podejściu do problemu. Jednak trzeba wziąć pod uwagę także inne kryteria: cena, termin, solidność, inne powiązania itd.

W odniesieniu do pracowników natomiast nawet najbardziej przyjazne stosunki z kimś z podwładnych nie mogą powodować wyróżniania, które by inni mogli widzieć jako układ i stronniczość. To zagadnienie jest związane z „samotnością lidera”. Przyjaźnie natomiast mogą być pomiędzy osobami na równoległych stanowiskach lub z innymi poza zespołem, którym lider zarządza.

Jednak nawet największa zażyłość w zespole wspólnie pracującym nie powinna się przeradzać w relację intymno-erotyczną, w romans. Taka relacja jest dla pracy niszcząca. Dlatego jest ona zarezerwowana dla relacji rodzinnych. Oczywiście w tak zwanej firmie rodzinnej mogą pracować wspólnie mąż i żona, jednak w tym przypadku sprawa jest jasna: oni są właścicielami i w związku z tym ich relacja z innymi ma nieco inny charakter. Istnieją także przypadki udanej współpracy małżonków w pracy zawodowej, jednak to wymaga ich dojrzałości. Natomiast związki emocjonalno-erotyczne o charakterze romansu z reguły są szkodliwe dla pracy zespołu. Powodują bowiem pomieszanie ról i relacji: zamiast związanych z zatroskaniem o obiektywne dobro wspólnej pracy i jej wyników, miłość erotyczna wprowadza czynnik emocjonalno-subiektywny np. w ocenie pracy i rzetelności, wprowadza element „względu na osobę”. Z drugiej zaś strony kryzysy w więzi emocjonalno-erotycznej wyraźnie wpływa na atmosferę w pracy i jej jakość. Brak obiektywnego podejścia do oceny innych i ich działania.

W  tym momencie warto wskazać na różnicę istniejącą pomiędzy relacjami w pracy, a relacjami rodzinnymi: ze współmałżonkiem, dziećmi, rodzicami, braćmi i siostrami itd. Jak mówiliśmy wszystkie relacje powinny się wyrażać wzajemną miłością, jednak istnieje inny wymiar miłości w relacji do osób „obcych”, czyli takich z którymi nie jesteśmy związani więziami miłości rodzinnej czy oblubieńczej, a miłością do nam bliskich. Ta różnica wiąże się z celem i sensem więzi rodzinnych i zawodowych.

W relacjach rodzinnych najważniejsza jest miłość w wymiarze budowania własnej tożsamości i kształtowania swojego człowieczeństwa. Dlatego najważniejszą sprawą jest doświadczenie bycia kochanym i to miłością bezwarunkową oraz oczywiście taką miłością obdarzanie innych. Ta miłość nie zależy od tego, czy jestem zdrowy czy chory, czy odnoszę sukces czy przegrywam, czy jestem promienny i radosny czy smutny lub przygnębiony. W ten sposób buduje się fundament własnej tożsamości niezależnej od różnych względów i uwarunkowań zewnętrznych. Naszą tożsamość odnajdujemy wewnątrz poprzez odniesienie do źródeł naszego istnienia i ukształtowania (relacje z rodzicami), a także do budowania miłości, w której budujemy się w żywej więzi (dwoje w jednym ciele, jak określa Biblia więzi małżeńskie), dającej nam możliwość zrealizowania się jako mężczyzny, męża i ojca lub kobiety, żony i matki. Ta więź jest więzią egzystencjalną budującą naszą tożsamość i z istoty musi być na wskroś bezinteresowna. Ona daje doświadczenie bycia kochanym bezwarunkowo, a nie dla jakiejś przyczyny: rzetelność w pracy, wydajność, dyspozycyjność itd. Taka miłość jest potrzebna przede wszystkim w odniesieniu do dzieci, ale także właściwe we wszystkich relacjach w rodzinie. Daje ona dzieciom mocne zakorzenienie i poczucie własnej wartości oraz poczucie tożsamości. Miłość w rodzinie najlepiej oddaje prawdę o miłości Boga do nas, miłości bezwarunkowej i zdeterminowanej. Nie przypadkiem Pan Jezus poleca nam modlić się do Boga zwracając się do Niego: „Ojcze!”. W rodzinie wszyscy powinni pomagać sobie nawzajem w budowaniu własnej tożsamości poprzez doświadczenie bezinteresownej i bezwarunkowej miłości.

Właściwie ukształtowana tożsamość wyzwala w nas twórcze energie do realizowania się w różnych rolach społecznych: poprzez przekaz życia i wychowanie potomstwa, a także w pracy zawodowej i społecznych funkcjach obywatelskich i przyjaźniach. Relacje zawodowe są ukierunkowane na wspólne wykonywanie jakiegoś dobra dla innych. Wytwarzana wartość jest obiektywna, weryfikowalna przez potrzeby w społeczeństwie. To wymaga pewnego zdystansowania i stąd konieczna rezerwa do rozbudzonych relacji emocjonalnych we wspólnocie pracy. Praca zawodowa z jednej strony powinno zaspakajać określone potrzeby tych, którym służymy, a z drugiej dawać podstawę ekonomiczną do utrzymania.

Mamy zatem do czynienia z dwoma różnymi wymiarami naszego życia. Te dwie różne w swoim ukierunkowaniu relacje w życiu osobistym (nastawienie na budowanie własnego zakorzenienia i tożsamości) i życiu zawodowym (obiektywna wartość wytwarzana dla życia w społeczeństwie) wymagają od nas innych nastawień i postaw. Tworzą one dwa zasadniczo różne typy przyjmowanych prosopa, person. Ich różnica jest istotna, gdyż my sami, czyli my jako osoba, potrzebujemy się wyrazić w różnych postawach i relacjach, gdyż prawda o nas jest głębsza niż jakakolwiek persona przyjmowana w życiu. Bardzo istotne jest to, że nie można mieszać ról, jakie przyjmujemy w społeczeństwie i w życiu domowym. Mieszanie ról powoduje zaburzenia w życiu człowieka. Najbardziej widać to po dzieciach np. z rodzin patologicznych, w których one musiały przejmować odpowiedzialność za rodziców, co prowadzi do poważnych kłopotów w życiu dorosłym (syndrom DDA). 

Oba te wymiary życia są bardzo ważne dla nas. Jeżeli bowiem zamknęlibyśmy się jedynie w relacjach domowych, to moglibyśmy kształtować siebie w subiektywnie przeżywanych wartościach, co często prowadzi do wypaczeń. Tak np. dzieje się w sektach, które stwarzają zamkniętą grupę o bardzo mocnych relacjach wzajemnych na podobieństwo rodziny przy jednoczesnym izolowaniu się od reszty społeczeństwa. Prowadzi to do chorych relacji i wypaczenia osobowości. W tym przypadku relacje w pracy pomagają nam weryfikować nasze subiektywne relacje i czasem odzierają je ze złudzeń. Natomiast, gdy zredukujemy się do pracy zawodowej bez zakorzenienia w tożsamości zbudowanej na bezinteresownej, bezwarunkowej miłości, to stajemy się automatami lub zaszczutymi pieskami, które nie są w stanie odróżnić ani wybrać dobra a nie zła. Człowiek wówczas stara się trzymać jakichś formalnych zasad, aby uzyskać poczucie spełnienia.

Zauważmy jednocześnie, że nawet jeżeli rozważymy jedynie naszą personę związaną z życiem osobistym, to i w tym przypadku następuje zmiana od postaci dziecka, młodzieńca do dorosłego, męża i ojca i aż po dziadka i schorowanego, a często zniedołężniałego staruszka. Każda z tych postaci w istocie jest wypowiedzią jednej i tej samej osoby. Każda niesie z sobą właściwe sobie doświadczenie i zadanie. Wszystko to jest potrzebne dla naszego rozwoju. Relacje i postawy, jakie musimy podejmować w życiu zawodowym, jeszcze dalej rozszerzają nasze doświadczenia i zadania. Przyjmowane postawy i zadania stają się dla nas wielką szansą odkrycia prawdy o sobie samym. We wszystkich tych postawach najważniejsze dla nas jest w istocie doświadczenie tajemnicy naszego istnienia, naszej osoby, i naszej relacji do Boga, źródła wszelkiego istnienia. My jako osoby jesteśmy w istocie transcendentni w stosunku do ról, jakie spełniamy, jesteśmy kimś większym niż jakakolwiek relacja w jakiej jesteśmy na świecie. Nawet jeżeli jest to relacja małżeńska, która jest chyba najsilniejszą więzią międzyludzką w naszym życiu. Nasze wykraczanie ponad wszelkie role przypomina to, że Bóg jest transcendentny w stosunku do całego stworzenia. Stworzenie natomiast wyraża sobą Jego wielkość. Do tego nawiązuje św. Paweł w Liście do Rzymian mówiąc o winie pogan:

19 To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. 20 Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty − wiekuista Jego potęga oraz bóstwo − stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. 21 Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce (Rz 1,19−21).

Będąc w żywych relacjach w domu i pracy sami odkrywamy prawdę o sobie, która zawiera w sobie misterium naszego podobieństwa do Boga, i jednocześnie siebie kształtujemy. Istotne jest to, że ostatecznie wszystkie nasze role w życiu się skończą, nawet te związane z życiem rodzinnym: bycie mężem, żoną, ojcem, matką itd. Natomiast istotne zostanie to, kim się stajemy, podejmując te wszystkie role. Możemy je podjąć jako szansę na nasz rozwój, czyli jako szkołę życia, albo możemy je odgrywać sztucznie, politycznie. Możemy zatem poprzez nie doświadczać i odkrywać głębię naszego życia, ale możemy także nie odkrywać, a nawet zaprzepaszczać swoje doświadczenia, zamykając się na ich prawdę, starając się jedynie zrealizować z góry określony cel.

Różnorodność autentycznie przyjmowanych ról i postaw uczy nas pokory, bo nawet gdy w jednej z ról społecznych jesteśmy liderami i mistrzami, to inne przypominają nam, że jesteśmy także uczniami, dziećmi, podwładnymi, przyjaciółmi, pacjentami itd. Ta różnorodność pokazuje nam, że żadna z ról społecznych, żadna maska, żadna z przyjmowanych postaci (prosopon, persona) nie jest tożsama z nami, nie stanowi naszej istoty. One wszystkie są jedynie pewnymi funkcjami, rolami społecznymi, więziami z innymi, służbami do wypełnienia. Natomiast to, kim sami jesteśmy, pozostaje przed nami do odkrycia. 

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi