Nadciąga rewolucja

Aby to wytłumaczyć, odwołam się do 80-letniego cyklu gospodarczego, podzielonego na cztery „pory roku”, oraz do pewnego ważnego cyklu 250-letniego.

Tak jak pogoda, gospodarka zmienia się wraz z „porami roku”, gdy „przechodzą przez nią” kolejne pokolenia: wiosna, lato, jesień, zima. Dynamiczne fluktuacje sprzyjają najpierw innowacjom… potem efektywności… potem inflacji… i wreszcie deflacji. Towarzyszą temu boomy i krachy.

Jesienny boom następuje po letnim sezonie inflacyjnym. Nowe technologie włączają się wtedy do głównego nurtu, a przedsiębiorcy i finansiści odnotowują największe zyski (to zjawisko możemy obserwować od końca lat 70.).

To z kolei, prowadzi do powstania bardziej długoterminowego trendu. Zwykli ludzie również wychodzą na plus, dzięki wyższym płacom i większej produktywności.

W latach 1933-1972 takie trendy pojawiały się często. Wdrażano technologie, które umożliwiały wzrost produktywności i poprawę standardu życia. Ostatni szeroko zakrojony boom dla klasy średniej miał miejsce w czasie wiosennego sezonu rewolucji gospodarczej z lat 1942-1968. Przychód przeciętnego gospodarstwa domowego rósł wtedy szybciej, niż przychód gospodarstwa zaliczającego się do 1% czy 10% najbogatszych.

W 1929 r. górny 1% trzymał 50% majątku Amerykanów. Do 1976 r. bogacze dużo stracili i mieli już tylko 24%. Jednak później zaczęli się odkuwać. W 2007 r. w ich ręku znowu było 50%.

W normalnym cyklu nierówność osiągnęłaby w 2007 r. szczyt, lecz tym razem tak się nie stało...

Od 2000 r. zarobki klasy średniej z państw rozwiniętych stoją w miejscu, ponieważ kraje rozwijające się, takie jak Chiny, zaczęły przejmować produkcję i zajęcia biurowe, oferując niższe koszty (ceny). Nazywamy to Wielką Deflacją Azjatycką.

Jednak przedsiębiorcy radzą sobie dobrze, ponieważ, dzięki innowacjom, nowym branżom i modelom biznesowym, generują długoterminowe zyski dla gospodarki i szarych obywateli. A rozrost inżynierii finansowej na Wall Street przyspieszył, napędzając zyski inwestorów. Fed i inne banki centralne też bawią się w inżynierię, sztucznie podtrzymując bańki na giełdzie i rynku długu. Pompują do gospodarki darmowe pieniądze, na czym korzystają banki i bogacze.

Cała ta „inżyniera” zaburzyła naturalny cykl. 1% dalej się bogaci, podczas gdy dochody szaraków maleją. Sęk w tym, że na dłuższą metę, natury nie da się oszukać. Moim zdaniem, manipulacje, które zakłóciły naturalny cykl, przyczynią się do upadku Zachodu.

Nierówność sięgnęła zenitu. Zbliżamy się punktu, w którym masy się zbuntują.

Fakt ten znajduje potwierdzenie w większym cyklu rewolucji politycznych i społecznych, który powtarza się co 250 lat, kiedy to zwykli obywatele przeciwstawiają się tyranii bogaczy.

W przeszłości, na Zachodzie przeżyliśmy rewolucję protestancką (I poł. XVI w.) przeciwko tyranii Kościoła Katolickiego oraz rewolucje w USA i we Francji (koniec XVIII w.).

Teraz przyszedł czas na kolejną.

Myślę, że nierówności osiągnęły już taki poziom, iż zaczną się buntować nie poddani dyktatur w krajach rozwijających się, tylko obywatele państw rozwiniętych. „Zachodnia rewolucja” nie będzie przyjemna, ale za to umożliwi wielki powrót klasy średniej w gospodarkach zaawansowanych, a we wschodzących - przyspieszy jej rozwój. W miarę, jak nowe technologie będą przechodzić do głównego nurtu, przestając być ekskluzywne, powstanie będzie nabierać rozpędu.

Jeśli jesteś bogaty, lepiej zacznij zabezpieczać swoje zyski. A jeżeli jesteś średniakiem, czekaj na swój dzień. Kiedy nadejdzie, zobaczysz, że było warto.

 

Na podst. A Revolution is Coming, Harry Dent, Economy and Markets

Sieci społecznościowe

Tagi