Nadzieja na przyszłość

Niemal każdy szkolny chór regularnie przygotowuje utwór nawiązujący do panujących, choć czasem nieco już nieaktualnych, trendów muzycznych (za moich czasów, były to elementy „hardrockowe”). Słowa, z kolei, to zwykle poważna i miałka oda do młodych, zdolnych stworzyć świetlane jutro. Ta z moich szkolnych lat nosiła tytuł „Nadzieja na przyszłość”.

Niestety, obietnice zawsze wyglądają lepiej, niż ich realizacja.

Wpływ (najczęściej negatywny), jaki na nasze myślenie i podejmowanie decyzji wywierają nasze błędy poznawcze i behawioralne skłonności, jest ogromny. Przeważa jednak opinia, że niewiele możemy z tym zrobić. W 1974 r. wielki fizyk, Richard Feynman, w swej słynnej przemowie do absolwentów Politechniki Kalifornijskiej podkreślił, jak ważne są realistyczne informacje i zarazem ubolewał nad tym, jak trudno je uzyskać. „Najważniejsze, by z samego siebie nie robić głupca – a o to jest najłatwiej”. Nawet Daniel Kahneman, noblista i wiodący autorytet, jeśli chodzi o nasze psychiczne uwarunkowania, przyznaje, że nie możemy tu sobie za bardzo pomóc.

Możliwe jednak, że jest malutki promyk nadziei.

Pojęcie „bańki filtrów” pojawiło się w 2011 r., kiedy aktywista polityczny i internetowy, Eli Pariser, użył go w odniesieniu internetowych wyszukiwarek rekomendujących, które zamykają nam w sieci dostęp do niektórych rzeczy. Dla wielu jest zaskoczeniem, że wyniki w wyszukiwarkach są dostosowywane do indywidualnych zainteresowań i skłonności internauty, w oparciu o dane o jego preferencjach. To zrozumiałe, że twórcy tych filtrów chcą dać użytkownikom to, czego ci chcą, lecz jednocześnie, jest to utwierdzanie nas w naszych schematach. Wszyscy bowiem oczekujemy potwierdzeń, mamy tendencję do zauważania i akceptowania przede wszystkim tego, co zgadza się z naszymi poglądami, i do ignorowania całej reszty.

Jednak nowe badania, przeprowadzone wspólnie przez pracowników Yahoo Labs i naukowców z Uniwersytetu Pompeu Fabry w Barcelonie, pokazują, że istnieją sposoby, by przeciwdziałać bańkom filtrów. Badacze stworzyli specjalny program, który, bazując na naszych preferencjach, poleca nam osoby mające odmienne poglądy na drażliwe tematy, a zarazem – podobne zainteresowania. Jego autorzy wyjaśniają, że podsuwają internautom „treści tworzone przez ludzi o innych przekonaniach, lecz nadal odpowiadających zapisanym preferencjom”. Daje nam to dostęp do większej liczby punktów widzenia, z którymi normalnie nie mielibyśmy styczności. Ponieważ algorytm oparty jest na zainteresowaniach, użytkownicy mogą być zadowoleni z wyświetlanych wyników.

Z badań wynika, że potrafimy być bardziej otwarci na odmienne poglądy, niż się powszechnie uważa. „Doszliśmy do wniosku, że zapośredniczone łączenie ze sobą ludzi o przeciwstawnych opiniach ma ogromny potencjał”.

Jeśli mamy przezwyciężyć swoje uprzedzenia i skłonności, musimy zapoznawać się z różnymi informacjami i punktami widzenia – na własną rękę albo dzięki programowi rekomendującemu. To pozwoli nam skorzystać na tym, co Kahneman nazywa „współpracą przeciwieństw”.

Te badania to tylko drobna naprawa dużego problemu, związanego z naszym dążeniem do ogłupiania się. Ale daje jakąś, może i niewielką, nadzieję na przyszłość. 

 

Na podst. Hope for the Future, Above the Market

Sieci społecznościowe

Tagi