Nowa maksyma dla inwestorów na emeryturze

Jest pewna rada, którą osoby zbliżające się do emerytury powinny usłyszeć: może lepiej nie trzymaj w akcjach aż takiej części swych ciężko zarobionych oszczędności.

Tradycyjnie, emerytom mówiono, że powinni trzymać duży kawał portfela, jakieś 50-60 proc., w ryzykownych aktywach. I wielu tak robi, a potem modlą się, by akcje nie zanurkowały. 

Dlatego tak intrygujące są wyniki nowego badania, przeprowadzonego przez Michaela Kitcesa, dyrektora ds. badań w Pinnacle Advisory Group i Wade’a Pfau’a, profesora American College of Financial Services, specjalizującego się w dochodach emerytalnych. Otóż okazuje się, że trzymanie zaledwie 20 proc. oszczędności w akcjach, a reszty w obligacjach, sprawi, że uda się płynniej przejść przez burzliwe okresy na rynku, a pieniędzy wystarczy na kilka lat dłużej. 

Jest jednak mały haczyk. Emeryci muszą stopniowo zwiększać udział akcji, aż z poziomu 20 proc. dojdą do tradycyjnie zalecanych 50-60 proc. 

„Wielu emerytów wpadło w poważne kłopoty, gdy całkowicie pozbyli się akcji pod koniec 2008 r. lub na początku 2009 r., kiedy źle się czuli ze zmiennością tradycyjnego portfela” - przypomina Michael Kitces. 

Gdy giełda nurkuje, generalnie opłaca się nic nie robić, ale emerytów, którzy nie wytrzymują tego rodzaju zmienności, można zrozumieć. Pozbywają się swoich akcji w najgorszym do sprzedaży momencie, bo się boją lub dlatego, że potrzebują pieniędzy na życie. W ten sposób, realizują stratę. Gdyby w akcjach trzymali mniejszą część oszczędności, łatwiej byłoby im się powstrzymać od ich wyprzedaży. 

Wnioski z badania są przeciwieństwem tradycyjnego podejścia, czyli utrzymywania w portfelu, przez całą emeryturę, stałego stosunku akcji do obligacji lub powolnego obniżania udziału tych pierwszych. Okazuje się, że portfele, które zaraz po przejściu na emeryturę zawierały 20-40 proc. akcji, a następnie zwiększały ich odsetek do 50-60 proc., wystarczały na dłużej, niż te „tradycyjne”. (Według Morningstar, fundusze dla osób tuż przed emeryturą i na emeryturze, w akcjach trzymają średnio 48,3 proc. aktywów.) 

Ważnym elementem strategii zalecanej przez Kitcesa i Pfau’a, jest stopniowe, powolne zwiększanie ekspozycji na akcje. Uzasadnienie tego jest takie: jeśli w pierwszych latach po przejściu na emeryturę giełda się załamie, będziesz kupować akcje, kiedy są tanie. Kiedy rynek odbije – tylko na tym zyskasz. To sytuacja, w której „głowa zyskuje, a ogon nie traci” – mówi Kitces.

W badaniu oceniono też, jak różne proporcje akcji i obligacji w portfelu przekładają się na długość okresu, w którym emerytowi wystarczy pieniędzy. Założono, że każdego roku wypłaca on 4 proc. swoich oszczędności (korygując tę kwotę o poziom inflacji). Osoby z aktywami wartymi 1 mln dol. wypłacają 40 tys. dol. w pierwszym roku. Ktoś, kto odłożył 500 tys. dol. – pobiera 20 tys. dol. itd. 

Symulacja pokazała, że nawet w najgorszym przypadku, kiedy akcje stanowiłyby na starcie 30 proc. portfela i ich udział zwiększano by o 1 proc. rocznie, pieniędzy starczyłoby na 30 lat. Ktoś, kto zaczynałby z 60 proc akcji i 40 proc. obligacji, wyczerpałby swoje oszczędności ponad dwa lata wcześniej. Wyliczenia te zakładają, że akcje rosłyby średnio o 6,5 proc. rocznie (po skorygowaniu o inflację), a obligacje o 2,4 proc. 

Pieniądze skończyłyby się szybciej, gdyby akcje rosły średnio o 3,4 proc. rocznie, a obligacje o 1,4 proc. Przy takim założeniu, portfel z wyjściową proporcją 60/40 wysechłby po jakichś 23 latach, a z podziałem 20/80 wystarczyłby na dwa lata dłużej. 

Najtrudniejszą częścią nowej strategii jest konsekwentne trzymanie się planu. Jeśli giełda idzie w dół, trzeba nadal kupować akcje, nawet jeśli ktoś nie czuje się z tym dobrze. Pomóc może przyjęcie sztywnej reguły, że co roku zwiększamy udział akcji o 1 proc. To może być trudne, bo apetyt na ryzyko z wiekiem słabnie.

 

 

Na podst. An Adage Adjustment for Investors at Retirement, Tara Siegel Bernard, The New York Times

 

Sieci społecznościowe

Tagi