PANIE – KIM JEST CZŁOWIEK? Jan Luter OSB

Oto człowiek jest sam dla siebie wielką zagadką i tajemnicą.

Istota duchowo-cielesna, marna i słaba, przeznaczona do prawdziwej świętości i zdolna do wielkiej podłości.

Stoi pomiędzy potęgą dobra i prawdziwej miłości, którą jest Bóg zabiegający każdego dnia o nasze zbawienie, czyli szczęście wieczne w Niebie, a złem, które działa do czasu. Reprezentuje je szatan, który chce naszej zguby i naszego nieszczęścia na całą wieczność.

O Panie, my tak słabi i nędzni, jakże igramy z Twą dobrocią i miłością, wystawiając ciągle na próbę, cierpliwość Twą, który zawsze jesteś wierny.

To znów wpadamy w szpony szatana, czasem ludzie chcą mieć spokój od Boga i od szatana, a iść własną drogą i stają się letni, ale koniec tej drogi to zwycięstwo szatana.

Jedynie bezpieczna i konieczna droga to całkowite zdanie się na Boga, tak do końca przez Maryję.

Trzeba Bogu zaufać i zawierzyć jako Ojcu, gdyż jedynie w Nim znajdziemy zaspokojenie wszystkich naszych pragnień, teraz i w wieczności.

Bez Boga nikt naprawdę nie może kochać bliźniego.

Jeśli się potknie, kto go podźwignie? Drugi człowiek obok nas jest często osaczony w zaroślach, jak tonący w bagnie lub jak schwytany w sieci. Chciałby się wyzwolić, ale nie wie jak i dlatego często jego wołanie objawia się agresją, żeby zwrócić na siebie uwagę.

Dla takiego człowieka trzeba być jak samarytanin, a nie jak sęp, który czeka na zdobycz pokonanego wroga.

Próbując pomóc człowiekowi poza Chrystusem można być poranionym. Zamiast pomocy w powstaniu, stać się jego sępem, z czego skorzystałby tylko szatan.

Dlatego jedyna bezpieczna droga, aby pomóc bliźniemu ku Jego zbawieniu, to własne zakotwiczenie w Jezusie Chrystusie.

Trzeba dać się porwać, otworzyć drzwi swego serca, zawierzyć Bogu Miłosiernemu i dać się napełnić Jego miłością, która porywa i wyzwala.

On daje światło by widzieć siebie w prawdzie, czyli ujrzeć swą nędzę, małość i bezradność małego dziecka.

Jezus Chrystus, jako Dobry Pasterz, woła: Kto jest spragniony i biedny, mały i ubogi duchem, niech do Mnie przyjdzie, a znajdzie ukojenie i obfitą paszę na rozległych pastwiskach Mej hojności.

O Jezu jedyna ma miłości, Tobie się zawierzam i oddaję Twej Boskiej Miłości Miłosiernej, wypełnij me serce sobą, abym był zdolny ukochać Cię bez granic.

O Boże, spraw aby Twoje Ojcowskie ramiona podźwignęły mnie z mej nędzy, aby raz ukochawszy, mógł Cię kochać zawsze.

I pędzić ku wyznaczonej mecie, ku wieczności, coraz głębiej i wyżej, aż do kresu ziemskich dni, który jest przez Boga naznaczony.

A po przekroczeniu progu, spełniła się wreszcie moja ufna nadzieja, ujrzenia Cię Panie, twarzą w twarz w Niebie, gdzie już zmysły nie będą więziły miłości.

I dopiero będąc tak zakotwiczony w Tobie o Boże, pragnę być samarytaninem dla bliźniego czerpiąc z Bożej miłości.

 

 

 

Br. Jan Luter OSB

Autor

Br. Jan Luter OSB, w latach 1966-69 pracował w kopalni i uprawiał boks. Górnikom pomagał charytatywnie wyjść z nałogu alkoholowego.
Od roku 1969 jest mnichem benedyktyńskim w Tyńcu.
W latach 1985-2002 był szafarzem Opactwa. W 2010 przeżył swoistą przemianę duchową.

Owocem trwania przy Jezusie na wzgórzu Tynieckim jest obecna seria zamyśleń mnicha.


 

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi