Pasywne kontra aktywne

W branży usług finansowych rozgorzała „debata” na temat tego, czy aktywne zarządzanie wnosi wartość dodaną. W gruncie rzeczy, ta dyskusja toczy się głównie między akademikami i profesjonalistami, którzy przestudiowali dane, a tymi, którym aktywne zarządzanie daje utrzymanie.

Po pierwsze, spójrzmy na dane. Jedno z pierwszych badań na temat wyników menedżerów funduszy przeprowadził Michael Jensen w 1965 r. i już ono pokazało, że aktywni menedżerowie radzą sobie gorzej, niż szeroki rynek. Fantastycznym źródłem tego rodzaju wiedzy są Standard & Poors(R) Indicies Versus Active Funds Scorecard oraz SPIVA. W oparciu o dane wolne od skrzywienia związanego z walką o przetrwanie, te półroczne raporty informują inwestorów i doradców, jaki odsetek aktywnych menedżerów funduszy pokonywał swoje benchmarki w ciągu minionego roku, dwóch lat i pięciu. Regularnie donoszą, że w konkurencji tej przegrywa ponad połowa menedżerów, praktycznie w każdej kategorii funduszy. Jednak raporty nie pokazują, że mniejszość, która góruje nad swymi benchmarkami dziś, prawdopodobnie będzie zaliczać się do tych, którzy w następnym okresie zostaną przez nie pokonani. Nie zapominajmy, że bez „hojnych" założeń, prawie niemożliwe jest skalkulowanie i porównanie prawdziwych zwrotów (po opodatkowaniu) z funduszy aktywnych i indeksowych. Ciężko ustalić przeciętny okres trzymania pieniędzy w funduszu inwestycyjnym, ale na podstawie przepływów gotówki można spekulować, ze trwa on od 3 do 5 lat. Częsta rotacja inwestorów i regularna dystrybucja zysków kapitałowych z samych funduszy prowadzą do ciągłego opodatkowywania tych zysków, przez co zostaje mniej pieniędzy do reinwestowania w nowy, aktywnie zarządzany fundusz. To z kolei zmniejsza szanse aktywnego inwestora na „pobicie rynku".
Po drugie, zastanówcie się nad tym: w badaniu z 2010 r. Morningstar stwierdziła, że najbardziej wiarygodnym prognostykiem przyszłych wyników nie są rezultaty z przeszłości czy system gwiazdek przyznawanych przez samą Morningstar, ale koszty funduszy inwestycyjnych. Podzieliwszy świat istniejących funduszy na kwantyle, w oparciu o wskaźniki kosztów, badacze odkryli, że zwroty są ściśle skorelowane z każdym kwantylem, przy czym najwyższe pochodzą z najtańszych funduszy. Było tak bez względu na analizowaną klasę aktywów czy przedział czasu.
Wreszcie, posłużmy się logiką. Po pierwsze, indeks giełdowy jest po prostu zbiorem wszystkich możliwych do nabycia spółek publicznych. A w tych spółkach muszą mieć swoje udziały indywidualni inwestorzy lub menedżerowie. Tak więc, zwrot wszystkich inwestujących, przed wszelkimi kosztami i podatkami, musi być równy zwrotowi z indeksu, bo to przecież to samo uniwersum. To logiczne, że po odjęciu opłat i podatków, łączne zwroty aktywnych menedżerów są niższe, niż wyniki indeksu o tyle, ile odliczono. Nawet najlepszy menedżer musi najpierw przeskoczyć przez płotki kosztów transakcyjnych, opłat za zarządzanie, obciążeń i podatków, zanim dostarczy rezultaty lepsze, niż indeks.
Pomimo tych danych i zwykłej logiki, niektórzy aktywni menedżerowie wybijają się z tłumu zdecydowanie na plus. Ale, statystycznie rzecz biorąc, nie są niczym więcej, niż to, czego można się spodziewać po losowym rozkładzie zwrotów. Tak naprawdę, jest ich mniej (ach te koszty)! Pasmo sukcesów menedżera-gwiazdora wydaje się mieć więcej wspólnego z szansami, niż umiejętnościami. Koniec końców, ci tytani zarządzania aktywami upadają.

 

Na podst.Passive vs. Active, Bason Asset Management

Sieci społecznościowe

Tagi