Praca nad czystością serca o. Włodzimierz Zatorski OSB

Dosyć łatwo można zaobserwować, że większość ludzi myśli w kategoriach swoich pragnień. Nazywamy to myśleniem życzeniowym. I np. nadopiekuńcza matka ma zafałszowane myślenie przez swoje życzenia. Człowiek zamiast budować siebie i innych, niszczy zarówno siebie, jak i innych. To jest przypadek wielu rozpadających się małżeństw. Ludzie zawierają małżeństwo z zamiarem budowania czegoś dobrego. Jeżeli jednak małżeństwo się rozsypuje, to albo oszukiwali siebie, albo ich dobra intencja nie była do końca oczyszczona. Było w niej za dużo swoich własnych pragnień i chęci. Ojciec Karol Meissner OSB, specjalista od spraw małżeńskich, zawsze mówi: „Pamiętajcie, że największym wrogiem waszego małżeństwa są wasze pragnienia sterowane wyobraźnią”. One mogą być w przeżywaniu najszczersze, najwspanialsze, ale ostatecznie rozbijają wzajemną więź i niszczą życie, czyli są złe.

Myślenie życzeniowe potrafi nawet zafałszować owoce, co prowadzi do utraty punktu odniesienia w poszukiwaniu prawdy. Jest to fatalne i bez przemiany serca nie do naprawienia.

Najważniejsze jest oczyszczenie serca. Wpierw jednak trzeba rozpoznać, co jest prawdziwie dobre. Tego nie da się zrobić tylko intelektualnie, czy według kategorii praw, lecz poznaje się w życiu po owocach. Z czasem wyrabia się w nas intuicja i z góry wiemy, co prowadzi do życia, a co je niszczy. Naszym zasadniczym duchowym zadaniem jest czujność polegająca na straży serca – jak to nazywali mnisi. Oznacza to pilnowanie tego, co do nas przychodzi. Wpierw trzeba rozpoznać wartość przychodzącej myśli, uczucia, czy wyobrażenia, a potem, jeżeli pojawia się coś złego, umieć to odrzucić i się od  niego odciąć. Jako praktykę monastyczną wyraża to np. piąty stopień pokory w Regule św. Benedykta:

44 Piąty stopień pokory: jeśli w pokornym wyznaniu wyjawiamy swojemu opatowi wszystkie złe myśli przychodzące do serca, lub złe czyny w ukryciu popełnione. 45 Zachęca nas do tego Pismo mówiąc: Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu (Ps 37[36],5) 46 oraz Wyznawajcie Panu, bo dobry, bo na wieki Jego miłosierdzie (Ps 106[105],1 Wlg). 47 A Prorok dodaje jeszcze: Grzech mój Tobie wyznałem i nie ukryłem mej winy. 48 Rzekłem: Wyznaję nieprawość moją Panu, a Tyś darował winę mego grzechu (Ps 32[31],5).

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że siła złych myśli polega na tym pozorze. Gdybyśmy poznali całą prawdę o nich, nie byłyby dla nas atrakcyjne. One działają zazwyczaj w podświadomości albo, jeżeli w świadomości, to w mroku albo w półmroku. Wydobyte na światło tzn. zracjonalizowane, doprowadzone do refleksji i wyznane tracą swoją moc. Trzeba najpierw rozpoznać, co się w nas dzieje, co do nas „przychodzi”, a potem wybierać to, co dobre i to przyjmować, a to co złe odrzucać. Zdecydowane odrzucanie polega przede wszystkim na niedopuszczaniu tego do serca. Skutecznym narzędziem takiego odrzucenia jest wyznawanie tych myśli komuś, np. opatowi czy ojcu duchownemu. Święty Paweł w liście do Rzymian mówi zdecydowanie: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rz 12,21). Pierwsza część tego zdania jest warunkiem spełnienia drugiej. Jeżeli np. człowiek da sobie zaszczepić nienawiść, to może sobie tylko wmawiać, że działa szlachetnie. Nie daj dopuścić do swego serca czegoś, co cię niszczy. Trzeba to wyrzucić najlepiej przez pokorne wyznanie.

Można to usuwać również inaczej, np. jeżeli człowiek jako oręż przeciw złej myśli zaczyna myśleć o czymś dobrym. Jest to zasada „klin klinem”. Tak można postępować w przypadku rozproszeń. Jeżeli przychodzą nam do głowy głupie myśli, to zacznijmy się zajmować czymś, co jest naprawdę dobre. Jeżeli są namiętne pokusy, to dobrze jest skorzystać ze swoich dobrych pasji, np. muzyki, kiedy zaczniemy się tym zajmować, to nas to wciąga i wypycha złe myśli.

Częsta spowiedź, jeżeli nie jest jedynie praktyką dewocyjną dającą nam poczucie porządności, może posiadać głęboki sens, gdyż wpisuje się w wewnętrzną walkę, która się rzeczywiście w nas toczy, a z której zdecydowana większość ludzi w ogóle nie zdaje sobie sprawy. Wielu ludzi ma fałszywe wyobrażenie o sobie, myśli, że są panami siebie i dobrze rozpoznają swoje intencje. Mnisi dobrze wiedzieli, że nie można sobie wierzyć. Uważali, że człowiek, który wierzy sobie, jest naprawdę głupi.

Jeżeli żyjemy wystarczająco długo, to z naszego doświadczenia życiowego, o ile żyjemy przytomnie, potrafimy z góry przewidzieć, co wyniknie z naszego postępowania. Ważną rolę odgrywa tu intuicja. Dlatego w starożytności uważano, że w trudnych sytuacjach trzeba spytać starca, bo to starzec, a nie młody człowiek, miał doświadczenie i dlatego mógł wiedzieć. Dzisiaj niestety na decydentów wybiera się młodych, inteligentnych, ale w gruncie rzeczy niedoświadczonych ludzi, którzy są niewątpliwie sprawni, jednak nie działają mądrze. Natomiast w życiu liczy się mądrość, a nie sama inteligencja i spryt organizacyjny. Mamy całe życie, żeby się uczyć mądrości, ale zdarza się, że mając nawet dużo lat, można być głupim i tak do końca życia. Tak się dzieje, gdy ktoś nie żyje przytomnie, ale hoduje w sobie „słuszne” pretensje do innych, czy to swoich bliskich, żony, rodziców, sąsiadów, czy np. do rządu. Tacy ludzie niczego się nie uczą od życia, nie poznają po owocach, ale trzymają się uparcie swoich wyobrażeń i przekonań i dlatego pozostają głupi, dopóki się nie obudzą i nie spojrzą krytycznie na siebie. Dopóki nie odkryją w sobie prawdy o tajemnicy nieprawości mieszkającej w nich, pozostaną w fałszywym mniemaniu o sobie. Można natomiast być mądrym już w młodości. Przykładem jest biblijny Daniel, który rozsądził starców pałających żądzą do Zuzanny (zob. Dn 13). Drogą do osiągnięcia mądrości jest refleksja na wzór tej, jaką przeprowadzała Maryja: słuchała Ona i rozważała w swoim sercu wszystkie wydarzenia, jakie się działy (zob. Łk 2,19). „Rozważanie w sercu” odróżnia się od rozważania w głowie, która jest ośrodkiem racjonalnej myśli w nas. Serce jest naszym centrum i obejmuje sobą głębię egzystencjalną. Dopiero z tej perspektywy można szerzej zobaczyć i zobaczyć prawdę. I dlatego najczęściej osiąga się to w starszym wieku.

Największą mądrością jest uczenie się na cudzych błędach i w ogóle cudzych doświadczeniach. Ludzie chcą się dzielić swoim doświadczeniem, wystarczy ich posłuchać i umieć się wczuć w ich doświadczenie. Ale to wymaga pokory. Niemniej „złoto leży na ulicy”, trzeba je tylko podnieść.

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi