Prawdziwy problem z nierównością

Ameryka ma problem z nierównością ekonomiczną, ale nie rozwiąże go napiętnowanie „1%” lub obwinianie bankierów, Republikanów i zbyt niskich stawek podatkowych. Problemu nie rozwiążą też bezsensowne wywody na temat sztucznej luki w wynagrodzeniach między płciami lub wzywanie do podnoszenia płacy minimalnej, co tylko zmniejszy liczbę miejsc pracy.

Mamy problem z nierównością ekonomiczną nie dlatego, że nikły odsetek naszej populacji – artyści, sportowcy, prezesi korporacji, pionierzy internetu i inni – są bogatsi od przeciętnego Amerykanina. Młodzi absolwenci na słabym rynku pracy z coraz większym trudem dźwigają ciężar kredytów studenckich, rodziny borykają się z bezrobociem lub niskimi płacami, a samotni rodzice z wychowaniem dzieci nie dlatego, że niektórzy w naszym kraju są bogaci.

Liberałowie widzą to inaczej i to ich różni od konserwatystów. Chcą zmniejszać nierówności, ściągając w dół tych ze szczytu drabiny społecznej. Konserwatyści chcą wypychać tych z samego dołu do góry. Lewica skupia się na walce klas, a prawica na wzroście gospodarczym, na fali, która unosi wszystkie łodzie.

Jeśli chcemy zmniejszyć nierówności ekonomiczne, jedynym logicznym rozwiązaniem jest podniesienie poziomu życia klasy średniej i ludzi ubogich. Historia, ekonomia i socjologia pokazują, że optymalnym rozwiązaniem nie jest twarda, nakazowa polityka rządu, lecz realizacji polityki, która prowadziła do wzrostu gospodarki w przeszłości.

Musimy wprowadzić prostszą, bardziej sprawiedliwą i płaską strukturę podatkową oraz usunąć większość przepisów wprowadzonych, być może, w dobrej wierze, ale hamujących wzrost gospodarczy. Prezydent Reagan uchwalił obniżkę stawek fiskusa i uprościł system podatkowy, co zapoczątkowało ćwierć wieku wzrostu gospodarki USA. Cięcia stawek podatkowych, przy jednoczesnym ograniczaniu nieefektywności podatkowej, naprawdę działają.

Firmy potrzebują poluzowania regulacji, by mogły konkurować w dzisiejszej globalnej gospodarce. Choć lewica nienawidzi tego przyznawać, miejsca pracy tworzone są w przedsiębiorstwach. Nie możemy mieć pracowników bez pracodawców. Ale zamiast ulg, biznes napotyka przepisy, jak Obamacare, ustawa Dodda-Franka i wiele innych, które na miejsca pracy oddziałują hamująco lub wręcz niszczycielsko.

Heritage Foundation zwraca uwagę, że w pierwszych 5 latach swego funkcjonowania, administracja Obamy wprowadziła 157 nowych, kluczowych przepisów. Koszty regulacji nałożonych na Amerykanów przekraczają 70 mld dol. rocznie. Niektóre rozporządzenia są konieczne dla ochrony pracowników, konsumentów, inwestorów i środowiska. Ale gdzieś musi być kompromis. Przepisów jest zbyt wiele i często są bezsensowne.

Dzisiejszy świat funkcjonuje dzięki energii. Musimy mieć bardziej dostępną i przystępną cenowo energię dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Zamiast tego, nakładamy obciążenia finansowe na produkcję prądu z węgla i zniechęcamy do wydobywania gazu łupkowego. Należy przestać dotować technologie, które faworyzują prezydent i jego zwolennicy z lewej strony. Trzeba kontrolować deficyt (co wymaga wzrostu gospodarki) i rozwijać wolny handel. Programy aktywizacji zawodowej muszą być skuteczne, a wszystkie dzieci powinny mieć dostęp do dobrej edukacji.

 

Na podst. The Real Inequality Problem, Pete du Pont, The Wall Street Journal

Sieci społecznościowe

Tagi