Przedsiębiorczość: tu porażka jest częścią recepty na sukces

Z Doliny Krzemowej co i rusz płyną opowieści o innowacjach i zarabianiu dużych pieniędzy, nic więc dziwnego, że wielu chciałoby te sukcesy naśladować. Zwłaszcza młodzi, którzy, po opuszczeniu szkół i uczelni, próbują się jakoś odnaleźć w dzisiejszej trudnej sytuacji ekonomicznej.

Również władze mają nadzieję, że raczkujące firmy sobie poradzą, co sprawi, że spadnie bezrobocie wśród młodych, a gospodarka bardziej wyrwie do przodu. 

W grudniu kanclerz Wielkiej Brytanii, George Osborne, ogłosił uruchomienie przez rząd programu Pożyczka na Start.  

Jednak wiele organizacji oferujących fundusze i szkolenia uświadamia sobie, że podejście do wspierania początkujących przedsiębiorców trzeba będzie zmienić, ponieważ bardzo często brakuje im odpowiednich umiejętności.

Richard Branson, założyciel Virgin Group, wymienia kilka rzeczy, których młodzi ludzie potrzebują, aby ich przedsięwzięcie mogło się udać: „W szkołach średnich powinno się kłaść większy nacisk na krytyczne rozumowanie, rozwiązywanie problemów i inteligencję emocjonalną – czyli na kluczowe cechy skutecznego przedsiębiorcy i, w sumie, ludzi sukcesu”.  

Skądinąd, tego typu umiejętności niełatwo zmierzyć i trudno ich nauczyć. Niektóre organizacje rozwiązują ten problem, stwarzając młodym ludziom okazję do uczestniczenia w programach rozwijających przedsiębiorczość, w których najpierw mogą oni zdobyć doświadczenie.

Osoby objęte programem charytatywnym księcia Karola otrzymują mentora i niewielki grant, aby mogły przetestować swój plan, np. zorganizowania jednodniowego stoiska na targu. Wielu młodych ludzi nie rozumie, jak prowadzić raczkujący biznes, mają zatem okazję czegoś się nauczyć, zanim zaczną ubiegać się o większe finansowe wsparcie dla swych pomysłów. 

Ashoka, sieć przedsiębiorstw z misją społeczną, także przewiduje na wczesnym etapie więcej możliwości sprawdzenia się i nauki poprzez porażki. 

Marina Mansilla Hermann, dyrektor kampanii na rzecz Youth Venture, globalnego projektu Ashoki, porównuje to podejście do piłki nożnej pięcioosobowych drużyn, gdzie młodzi gracze rozwijają swoje umiejętności.  

Tego typu „wdrażanie” nie tylko pomaga przygotować się do ubiegania się o fundusze czy uruchomienia nowego przedsięwzięcia, ale także przełamuje napiętnowanie porażki w niektórych społeczeństwach, takich, jak np. japońskie.

„Jesteśmy zwolennikami porażki, jako części naszego procesu – wyjaśnia Hermann. „Oczywiście, to nie ona jest naszym celem, ale jeśli się zdarzy, wiele się można na jej podstawie nauczyć”.

Rob Wilson, współdyrektor brytyjskiego Youth Venture, zauważa, że „Wyzwaniem jest to, iż system edukacji wpaja, że porażka jest czymś złym”, a absolwenci szkół w Europie nie mieli okazji spróbować „zmierzyć się ze światem”.

„Dużo chętniej zatrudniłbym kogoś, kto próbował wystartować z własnym przedsięwzięciem  i przegrał. Kto starał się znaleźć pracowników, coś sprzedawać, produkować, zorganizować logistykę, poradzić sobie ze wszystkim” – mówi Wilson.

Badanie Overseas Development Institute pokazuje, iż dobrze, aby także organizacje, które chcą pomagać początkującym, młodym przedsiębiorcom, śledziły własne sukcesy i porażki. Claudia Pompa z ODI zwraca uwagę, że programy rozwoju przedsiębiorczości mają tu niekompletne dane, które ciężko porównywać, zatem wiele organizacji nie wie, co działa, a co nie.   

 

Na podst. Entrepreneurship: Where failure is part of recipe for success, Amie Tsang, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi