Przewrót technologiczny w podstawówce

Jako inżynier pracujący dla Google, Max Ventilla projektował produkty używane dziś przez miliony ludzi. Teraz postanowił wykorzystać swoje doświadczenie, by zrewolucjonizować jeden z niewielu obszarów, w których technologia nie narobiła jeszcze zamieszania – szkołę podstawową.

Powołał więc do życia startup, AltSchool, w którym zespół nauczycieli i specjalistów od technologii poddaje próbom nowe teorie dotyczące wykorzystania w szkole nowoczesnych technologii. Ich placówka rozpoczęła działalność w dzielnicy Dogpatch w San Francisco, w kilka miesięcy po założeniu firmy. Ławki zastępuje w niej dywan, a tablicę i kredę – iPady, wykorzystywane np. do przygotowywania i prezentowania filmów czy obsługiwania aplikacji do nauki języków obcych. Obecnie w zajęciach uczestniczy 20 uczniów, ale w planach jest otwarcie kilku nowych sal lekcyjnych, dzięki czemu, do końca tego roku będzie można przyjąć kilkaset dzieci. Czesne w wysokości 19 tys. dol. jest wygórowane, ale mniejsze, niż w niektórych szkołach prywatnych. Dla części uczniów dostępne są stypendia. AltSchool stara się obecnie o certyfikat B Corp, wydawany społecznie odpowiedzialnym przedsięwzięciom, które dążą też do zysku ze swojej działalności. Ten ambitny projekt napędzają potężne środki venture capital (33 mln dol.), zebrane, między innymi, wśród inwestorów zrzeszonych w Founders Fund.

AltSchool wyróżnia się wśród startupów z Doliny Krzemowej tym, że otworzyła własną szkołę podstawową, ale nie jest odosobniona, jeśli chodzi o ideę polepszenia edukacji dzięki technologii. Według firmy badawczej CB Insights, środki zainwestowane w technologie edukacyjne sięgnęły w I kwartale 2014 r. rekordowego poziomu 559 mln dol. (zawarto 103 umowy). To niewielka suma w porównaniu z inwestycjami w inne gałęzie technologii, jednak przewiduje się, że do końca 2014 r. wzrośnie ona do 1,25 mld dol., włożonych w ok. 400 firm. Te ostatnie mają nadzieję, że nie tylko zarobią, ale także, iż uda się podważyć funkcjonującą od dawna teorię, że w edukacji nie da się zwiększyć produktywności za pomocą technologii, tak jak w różnych gałęziach przemysłu. „Edukacja to nauczyciel, tablica, kreda i dialog odbywający się w klasie” – twierdzi Thomas Dee, profesor pedagogiki z Uniwersytetu Stanforda. Według niego, jak dotąd nie udało się ulepszyć tych podstawowych elementów przy pomocy technologii. Skutki wprowadzenia do szkół komputerów i programów edukacyjnych ocenia on jako rozczarowujące, z punktu widzenia ogólnego kształcenia uczniów, wyłączając umiejętność obsługi komputera.

AltSchool i inne szkoły eksperymentalne rozwijają projekty nastawione na wykorzystanie nowego oprogramowania i sprzętu, pozwalających na personalizację procesu nauczania, poprzez umożliwienie nauczycielom śledzenia prac każdego ucznia nad konkretnymi lekcjami lub zadaniami dodatkowymi, odwołującymi się do jego zainteresowań i talentów. Technologia wprowadzana przez Maxa Ventillę pozwala szkole uzyskiwać informacje na temat skuteczności danej metody nauczania w czasie rzeczywistym. Dzięki temu, nauczyciele poszczególnych klas mogą dostosowywać sposób pracy z uczniami, bazując na wiedzy dostępnej w całym systemie i projektach lekcji stworzonych przez innych. Slade Maurer, dyrektor AltSchool ds. technologii w szkole, ma nadzieję, że z czasem inżynierowie stworzą systemy umożliwiające lepsze wykorzystanie czasu nauczyciela. Wśród opracowywanych przez niego rozwiązań eksperymentalnych są różne urządzenia przeznaczone do noszenia przy sobie i monitoringu wideo. Za zgodą rodziców i uczniów, można będzie zastosować specjalne kamery, rejestrujące zachowania tych ostatnich w obrębie klasy i aktualnie opracowywane przez nich tematy. Zbieranie tych danych i ich inteligentne przetwarzanie może znacznie poszerzyć wiedzę nauczycieli. „Co, jeśli chcemy np. przeanalizować rozwój słownictwa? Nie byłoby fajnie móc po prostu zarejestrować każde wypowiadane słowo?” - uściśla Maurer. „Jednym z możliwych podejść jest zbieranie wszystkich [informacji] i ich zestawianie z innymi danymi”.

Technologie te są obiecujące – z dotychczasowych doświadczeń wynika, że wydają się stymulować dzieci do twórczej pracy i samorozwoju. Na razie są jednak jeszcze w fazie prób. 

 

Na podst. Disruptive influences in class, Sarah Mishkin, The Financial Times.

Sieci społecznościowe

Tagi