Pytanie, które każdy klient powinien zadać potencjalnemu doradcy

Rozmowa z potencjalnym doradcą przypomina trochę negocjacje przy zakupie samochodu. Tu też niekoniecznie wiesz, czego potrzebujesz, nie wspominając już o tym, że nie wiadomo, czy twój rozmówca może ci to zapewnić. A nuż chce ci wcisnąć jakieś badziewie, za które dostanie wysoką prowizję? Albo chwali się portfelem, którego wyniki są zbyt piękne, aby były prawdziwe?

Takie wątpliwości to ludzka rzecz. W ogromnej większości przypadków, sceptycyzm jest uzasadniony. W internecie można znaleźć różne kryteria doboru doradców, niektóre nawet w miarę sensowne. Niezłe źródło informacji mogą stanowić strony internetowe CFP (Certyfikowanych Doradców Finansowych) i CFA (Dyplomowanych Analityków Finansowych) – to dwie związane z branżą organizacje, które cieszą się największym autorytetem i wiarygodnością.

Ale bądźmy szczerzy: nie chciałbyś, aby twoje pierwsze spotkanie z doradcą wyglądało jak rozmowa o pracę. Zamiast zadawać kolejne pytania, wolałbyś jak najszybciej przejść do konkretów: porozmawiać o twoich celach finansowych, omówić obawy, zastanowić się, czy i jak można osiągnąć to, do czego dążysz. Istnieje jedno pytanie, które właściwie daje to samo, co wszystkie rozbudowane listy kryteriów, i pozwala dotrzeć do istoty tego, co chcesz wiedzieć:

JAKIE INWESTYCJE TRZYMASZ WE WŁASNYM PORTFELU?

Dlaczego to ma znaczenie? To proste: chodzi o to, czy doradca wierzy w swoje porady na tyle, że sam się do nich stosuje, ryzykując własnymi pieniędzmi.

Gdy już stworzycie portfel, głównym zadaniem doradcy jest pomóc ci utrzymać się na kursie. To oznacza powstrzymanie zmian w ogólnym planie, chyba że coś istotnego wydarzy się w twoim życiu. Całkiem często wiąże się to z nieporzucaniem bezpiecznych obligacji, gdy hossa na giełdzie długo się utrzymuje. Albo niesprzedawaniem akcji po długiej bessie. Albo nieuganianiem się za najnowszym, gorącym produktem inwestycyjnym. Zazwyczaj rebalansowanie portfela po 5% (absolutnym) albo 25% (relatywnym) odchyleniu to jedyna niezbędna zmiana. Brak konsekwencji w rebalansowaniu albo jego niepoprawne wykonywanie to jeden z najkosztowniejszych błędów inwestorów.

Jeśli zatrudniony przez ciebie doradca nie wierzy w twoją filozofię na tyle, aby samemu inwestować podobnie, jaka jest szansa, że znajdzie w sobie odwagę, aby kazać ci trzymać się planu, kiedy zrobi się ciężko? Raczej marna, skoro sam nie musi słuchać tej rady.

Czy oznacza to, że powinieneś żądać okazania wyciągu z rachunku inwestycyjnego albo kwartalnego raportu o wynikach? Raczej nie. Ostatecznie, jeśli nie czujesz, że możesz zaufać doradcy w kwestii jego własnych finansów, to raczej też nie będziesz chciał słuchać jego rad. A taki związek jest z góry skazany na niepowodzenie.

Gdy następnym razem będziesz rozmawiał z potencjalnym doradcą finansowym, śmiało pytaj: jakie inwestycje trzymasz we własnym portfelu? Jeśli rozmówca się zawaha albo, co gorsza, odmówi odpowiedzi czy też przyzna się, że inwestuje zupełnie inaczej, niż ci radzi, to nie odchodź, tylko UCIEKAJ jak najdalej. Jest wielu doświadczonych i uczciwych doradców, którzy odpowiedzą pewnie i poprawnie.

 

Na podst. The One Question Every Prospective Client Should Ask Their Advisor, Eric D. Nelson, Servo Wealth Management

Sieci społecznościowe

Tagi