Pytanie o naszą godność w Biblii o. Włodzimierz Zatorski OSB

W Księdze Rodzaju po grzechu pierworodnym w raju Bóg szukał człowieka, który się ukrył przed nim, i wołał: „Adamie, gdzie jesteś?” To pytanie nieustannie odnosi się do każdego z nas. Gdzie jesteś? Kim jesteś? Przytoczone wcześniej odpowiedzi nie są w istocie próbą u­prosz­czone­go załatwienia problemu i zagłuszenia tego pytania. Sprowadzenie siebie do jakiegoś jednego wymiaru życia może chwilowo dać nam poczucie sensu, jasności i nawet wyzwolić energię do działania. „Wiem kim jestem i wiem o co mi w życiu chodzi, zatem mogę się temu całkowicie oddać”.  Tak jest w przypadku typów psychopatycznych, które posiadają ogromną energię i siłę do sterowania innymi. Ale wcześniej, czy później ten częściowy sens rozbije się o prawdziwe problemy jakie w życiu spotkamy.

W istocie jednak nikt z nas nie wie kim jest. Kiedyś Sokrates mówił: „Wiem, że nic nie wiem”. Ta refleksja stała się inspiracją do powstającej filozofii, czyli miłości mądrości. Kim jestem i co jest ważne w moim życiu, pozostaje dla mnie pytaniem, na które stale szukam odpowiedzi. Oznacza to, że jestem dla siebie misterium, które przerasta moje pojmowanie. Mówiąc nieco inaczej: jestem kimś większym, niż sobie z tego zdaję sprawę. To stwierdzenie jednocześnie wskazuje na misterium jeszcze większe, z którego wyrastam i wobec którego nieustannie stoję. Odkrycie tej prawdy jest w naszym życiu czymś absolutnie fundamentalnym. Nie sprowadza się to do przyjęcia jakiejś filozofii przez kogoś głoszonej, czy przyjęcia jakiejś religii, wyznawania wiary w Boga niejako dziedziczonej po przodkach. Odkrycie, o jakim mówimy, staje się prawdą jedynie wówczas, gdy dokona się w sercu i stanie się zasadniczym motywem życia. Czy tak się stało, można zobaczyć w życiu po sposobie podejmowania decyzji, autentycz­nych motywach działania i kryteriach wyboru. Póki pozostajemy na po­zio­mie deklaracji ideowej czy tradycyjnej wiary, istnieje w nas rozdwojenie: idee sobie, życie sobie. Życiem bardzo często będziemy zaprzeczać naszym ideowym deklaracjom.

To, co dotychczas powiedzieliśmy, odnosi się do każdego człowieka niezależnie od jego wiary lub jej braku. Chrystus przez swoje przyjście, nauczanie i dzieło, jakiego dokonał, odsłonił rąbek tego misterium: Bóg tak nas umiłował, że Syna swojego Jednorodzonego dał, abyśmy otrzymali w Nim życie wieczne (zob. J 3,16). Wpierw i przede wszystkim stoimy wobec Kogoś, a nie czegoś. Wobec Boga, który nas kocha i to miłością bezwarunkową i nieodwołalną! Nie jesteśmy w stanie  sobie nawet wyobrazić wielkości tej miłości. Jest ona wręcz porażająca. Boimy się jej bo można ją przyjąć jedynie oddając się jej całkowicie i bezwzględnie, a to w naszym pojęciu jest równoważne ze śmiercią, bo rzeczywiście musi umrzeć zasklepione w sobie nasze fałszywe „ja”.

Jezus wprowadza nas stopniowo w tajemnicę dziecięctwa Bożego. Nie tyle głosi je jako doktrynę, ale praktycznie uczy nas postawy dziecka Bożego. Podczas modlitwy poleca nam zwracać się do Boga słowem: „Ojcze”. Nieustannie poucza nas o potrzebie zawierzenia dając nam za wzór dziecko:

Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18,3).

Musimy dać się kształtować. W rozmowie z Nikodemem Pan Jezus idzie jeszcze dalej mówiąc wprost o konieczności „ponownego narodzenia” (J 3,3). Jest to bardzo głęboka prawda odnosząca się do życia duchowego. Wzrost duchowy nie dokonuje się przez zdobywanie nowych zdolności, umiejętności, sprawności…, nie przez zmianę czy polepszanie swoich zachowań, ćwiczeniu się w cnotach według określonego ideału, doskonaleniu się w cierpliwości, wyrozumiałości, posłuszeństwie itd. Prawdziwy wzrost następuje przez rodzenie się do nowego życia, przez zmianę nas samych. Dopiero zmiana w sercu daje prawdziwy postęp duchowy. Najlepiej doświadczają tego ludzie, którzy mają problemy z jakimś nałogiem. Na początku starają się go zwalczyć, robią sobie postanowienia, narzucają ograniczenia, ale w końcu i tak wracają do swojego nałogu. Prawdziwe uwolnienie następuje dopiero przy głębokim nawróceniu wewnętrznym, jakimś zde­ter­mi­no­wa­niu, które prowadzi do całkowitej przemiany osobowości. Jeżeli ktoś się nie zdecyduje na zmianę siebie, niczego istotnego nie osiągnie w swoim życiu wewnętrznym.

W tym miejscu dotykamy bardzo trudnego doświadczenia utraty własnej godności. Zgoda na przemianę siebie domaga się uznania zła, jakie w nas istnieje. Często oznacza to przyznania się do kompromitującego upadku. Tak np. w przypadku alkoholika wiąże się z uznaniem, że jest alkoholikiem. Wydaje się, że jest to zgoda na całkowitą klęskę, odarcie z godności. Wcześniej stale starał się on udowodnić sobie i innym, że nie jest alkoholikiem, że jest człowiekiem wolnym, odpowiedzialnym, a pije jedynie z określonych powodów. Jednak im bardziej stara się usprawiedliwić, tym bardziej pogrąża się w alkoholizm. W tym przypadku sprawdza się najlepiej powiedzenie Pana Jezusa: kto chce zachować swoje życie – w tym przypadku poczucia własnej godności według wyobrażeń, jakie posiada, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu – czyli powierzy się prawdzie wierząc w jej miłosierdzie, znajdzie je (Mt 16,25).

Prawdziwa nasza godność ma swoje źródło zupełnie gdzie indziej. Wpierw i przede wszystkim jest ona darem całkowicie niezasłużonym. Wynika z powołania do bycia dzieckiem, a nawet przyjacielem i partnerem Boga. Nie jest czymś, co sami możemy osiągnąć, zdobyć, jak np. tytuł mistrza świata w sporcie albo uznanie za dokonania artystyczne lub naukowe. Wielkość tej godności jest tak ogromna, że nawet nie jesteśmy sobie w stanie jej uświadomić, mimo umiejętności jej nazwania. Tę godność możemy jedynie przyjąć w pokorze czyli przez otwarcie się na pełną prawdę. Zasadniczy nasz wysiłek duchowy powinien koncentrować się wokół rozpoznania godności, którą nam nadał Bóg, na dbałości o jej autentyczne przyjęcie. Jako czysty dar nie jest ona powodem do wynoszenia się nad kogokolwiek. Raczej wzbudza w nas głęboką wdzięczność, a jednocześnie pragnienie, aby inni także sobie zdali sprawę z godności, jaką posiadają. Godność uczestnika Bożego życia zobowiązuje do właściwej postawy moralnej w życiu, a w szczególności do głębokiego szacunku do innych, którzy także posiadają taką samą godność.

Nasz dramat polega na tym, że nie jesteśmy w pełni świadomi posiadania tej ogromnej godności. Niektórzy wcale sobie z niej nie zdają sprawy, a inni wiedząc o niej załamują się widząc własną słabość. Uważają, że popadając nieustannie w grzechy, nie są godni posiadać takiej godności. I trzeba powiedzieć, że nikt z nas, nawet najbardziej doskonali, nie są godni posiadać takiej godności. Ona jest prawdziwie absolutnym darem i może zostać przyjęta tylko jako dar. Zostaliśmy nią obdarowani przy naszym urodzeniu, a potem przez chrzest wprowadzeni w jej misterium w Chrystusie. Święty Jan w swoim liści pisze:

Obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest (1 J 3,2).

Nasze chrześcijańskie życie charakteryzuje się owym „już jesteśmy, ale jeszcze nie”. Nasza godność dzieci Bożych już jest w nas faktem, ale „jeszcze nie” stała się pełnią. Już ją w jakiś sposób rozpoznajemy, ale jeszcze widzimy, że nie potrafimy nią w pełni żyć. Już będąc dziećmi Bożymi, musimy nieustannie starać się nimi być. Nasze życie jest walką, która w istocie jest walką o godność. Wydaje się, że Szatanowi chodzi o pozbawienie nas godności dziecka Bożego. Największa pokusa, jaka nas spotyka, polega na zwątpieniu w tę godność. Szatan podsuwając nam rozmaite namiętności stara się doprowadzić nas do całkowitego załamania. Człowiek pozbawiony godności staje się bezwolnym narzędziem w jego rękach. Dlatego nigdy nie możemy sobie dać odebrać godności dzieci Bożych, którymi jesteśmy nie przez osobiste zasługi, ale przez Boże upodobanie. To On przez swoją ogromną miłość do nas dał nam przystęp do siebie i uczynił swoimi dziećmi. Wiara w tę godność jest wiarą nie w siebie i swoją siłę, ale w Jego miłość. Choćby załamało się w nas wszystko, załamała się wiara w siebie samego, to jednak nigdy nie możemy sobie odebrać wiary w Jego miłość i wybór nas na Jego dzieci. Rozpoznanie tej godności i jej niepodważalności jest naszą ostoją.

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi