Recesja sprawiła łomot „milenialsom”, lecz emerytura zaboli ich jeszcze bardziej

W USA Wielka Recesja nie oszczędziła nikogo, jednak najmocniej odbiła się na tzw. milenialsach (urodzeni w latach 1980 - 1995). To ich dotknęło największe bezrobocie, co, jak dowodzą naukowcy, na zawsze obniży ich płace. Jednocześnie, wysokość długu studenckiego skoczyła do rekordowych poziomów. Rezultat: najgorsze czeka milenialsów prawdopodobnie za kilka dekad – gdy przejdą na emeryturę.

Merrill Lynch opublikował niedawno raport, który naświetla to, co zachęca Amerykanów do kontynuowania pracy długo po przekroczeniu 60-tki. Okazuje się, że 78 proc. osób przed emeryturą, które skończyły 50 lat, nie planuje zakończenia pracy wraz z osiągnięciem wieku emerytalnego, przy czym dla wielu powodem wcale nie są pieniądze. Skoro zaś pokolenie powojennego wyżu demograficznego (czyli tzw. boomersi) chce tak długo pracować, to może zapaść gospodarki, związana z coraz większą liczbą emerytów, wcale nie nastąpi. Raport jednak mówi również o oczekiwaniach dotyczących emerytury, jakie mają kolejne generacje i podkreśla, że groźba tej zapaści nadal istnieje. Milenialsi nie są bowiem przygotowani na nadejście starości i liczą na mało realne źródła utrzymania.

Merill Lynch zapytał przedstawicieli czterech pokoleń o to, jakich spodziewają się źródeł dochodu na emeryturze. Kolejne generacje coraz mniej polegają na ubezpieczeniach społecznych i emeryturach oferowanych przez pracodawców. Boomersi np. oczekują, że 60% ich dochodu będzie pochodzić z tych właśnie źródeł, a milenialsi uważają, że już tylko 28%.

Ci ostatni zakładają, że 58% pieniędzy na utrzymanie będą czerpać z własnych oszczędności i pracy zarobkowej. W przypadku boomersow jest to 35%, a jeśli chodzi o jeszcze wcześniejszą, tzw. cichą generację – zaledwie 20%. Raport zauważa również, że średnia, spodziewana długość życia wzrosła z 75 lat w 1990 r. do 78 w 2010 r. Zdaniem wielu konserwatystów, należałoby w związku z tym podnieść wiek emerytalny. Ale okazuje się, że wzrost długowieczności dotyczy niemal wyłącznie ludzi zamożnych. Jeśli chodzi o uboższą połowę gospodarstw domowych, sytuacja pozostaje niemal bez zmian od 1977 r.

Innymi słowy, ci, którzy odłożą wystarczająco na emeryturę, żyć będą dłużej, a ci, którzy tego nie zrobią – nie będą. Merill Lynch nie zanalizował dochodów ankietowanych przez siebie osób, zatem nie wiemy, jak wielu ubogich milenialsów planuje żyć na emeryturze z pensji i własnych oszczędności. Niemniej, skoro cała generacja zamierza mocno polegać na pracy zarobkowej, zapewne podobnie jest z tymi, których dochody są niskie.

Co jednak, jeśli w ciągu najbliższych 30 lat nie uda im się zaoszczędzić potrzebnych pieniędzy? Raport Wells Fargo z 2013 r. wykazał, że zaledwie połowa milenialsów odkłada obecnie na emeryturę. Jeśli ten odsetek nie wzrośnie, to oznacza, że generacja ta liczy na źródła dochodu, których nie będzie. Ci, którzy nie oszczędzają, to zapewne ci sami, którzy nie zauważają wzrostu średniej długości życia i pokładają mniej wiary w ubezpieczenia społeczne. Na emeryturze nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko nadal pracować. 

Sieci społecznościowe

Tagi