Równość szans

Z niezliczonych statystyk wynika, że przepaść między bogatymi i biednymi wciąż się poszerza. Pewien profesor z Uniwersytetu George’a Masona posunął się nawet do stwierdzenia, że w przyszłości społeczeństwo podzieli się na tych, którzy potrafią pracować z inteligentnymi maszynami, i tych, których te maszyny zastąpią. Przerażająca perspektywa, ale czy nie skupiamy się na niewłaściwej rzeczy?

Nie rodzimy się jednakowi. Każdy posiada unikalne talenty i zdolności. Ta różnorodność sprawia, że świat jest wspaniały. Pewien stopień nierówności jest korzystny dla społeczeństwa. Pragnienie polepszenia swej sytuacji poprzez pracę i innowacje prowadzi do wzrostu ekonomicznego. Lecz jaki poziom nierówności jest akceptowalny albo pożądany? Interesujące pytanie, możliwe, że bez odpowiedzi.

Większość polityków, ekonomistów i dziennikarzy skupia się na równości wyników. Moim zdaniem, powinniśmy się skupić na równości szans.

Kluczowa jest tu edukacja, a w naszym systemie można dostrzec dwa niepokojące trendy. Po pierwsze, amerykańscy uczniowie są niekonkurencyjni względem uczniów z innych krajów. Po drugie, rosną różnice w wynikach testów między dziećmi z biednych i bogatych rodzin. Jak wykazali w swych badaniach Paul Peterson i Eric Hanushek, wzrost gospodarczy danego kraju jest bezpośrednio związany z umiejętnościami poznawczymi jego obywateli. Różnice w wykształceniu tłumaczą też nierówności w ramach samej gospodarki USA. Obecna stopa bezrobocia wynosi 7,2%, ale w przypadku osób bez średniego wykształcenia jest to 11,3%, podczas gdy wśród absolwentów wyższych uczelni spada do 3,5%.

Poprawa systemu edukacji pobudzi wzrost gospodarczy i ułatwi jednostkom wspinanie się po ekonomicznej drabinie. Tylko jak przeprowadzić reformę? Same duże pieniądze nie wystarczą. Hanushek i Peterson stwierdzili, że USA wydają na edukację dzieci więcej, niż większość innych krajów, ale nie daje to pożądanych rezultatów. Ważne jest zatem to, jak wydajemy. Moim zdaniem, najlepsze są wydatki bezpośrednio wpływające na uczniów i nauczycieli. Najskuteczniejsi nauczyciele powinni być za to nagradzani, ale ocena wyników nauczania nie jest łatwa.

The Economist ustalił, że kontakt z dobrymi nauczycielami zwiększa szanse, że uczeń będzie kontynuował edukację na szczeblu akademickim, a także to, że trafi na lepszą uczelnię. Ponadto, wydaje się, że kontakt ten przekłada się na zmniejszenie odsetka nieplanowanych ciąż i zwiększenie uczestnictwa w programach emerytalnych.

Zdaniem Charlesa Murraya, autora książki „Coming Apart”, nowa wyższa klasa oddzieliła się od reszty społeczeństwa. Jej przedstawiciele łączą się w związki w ramach swojej grupy. Ich dzieci są inteligentne i mają dobrą motywację, a status majątkowy rodziców zapewnia im dostęp do dobrej edukacji. Ekonomiści społeczni boją się, że powstaje samonapędzający się cykl. Chodzi jednak nie tyle o to, aby ten cykl wyhamować, ile o to, by podnieść standardy edukacyjne dla tych, którzy, ze względu na pochodzenie, nie mają dostępu do takich samych środków.

Wyrównanie szans wymaga potrójnego działania: 1. najlepsi nauczyciele muszą być lepiej opłacani, 2. trzeba pozwolić okręgom szkolnym na zwalnianie nauczycieli, którzy mają gorsze wyniki, 3. trzeba umożliwić rodzicom wybór szkoły dla dzieci.

Zanim zobaczymy, skutki tych działań, minie trochę czasu. Powinniśmy jednak skupić się na tym, na co mamy wpływ. Zapewnijmy wszystkim szansę, by coś osiągnęli. Wyniki same się pojawią.

Sieci społecznościowe

Tagi