Samotność lidera Włodzimierz Zatorski OSB

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Podstawą samotności lidera jest jego osobista odpowiedzialność. Lider jest odpowiedzialny za podejmowanie decyzji i nikt nie jest w stanie tej odpowiedzialności z niego zdjąć. Co prawda jest wiele osób, które chętnie zostaną liderami po to, by korzystać z przywilejów lidera, między innymi z dobrych wynagrodzeń, jednak nie podejmują odpowiedzialności za stanowisko, jakie zajmują. Dzieje się tak np. w przypadku mianowania prezesa spółki państwowej przez polityków, po to, by mieć kontrolę nad firmą i jej przychodami, podobnie także w przypadku układów personalnych, rodzinnych czy koleżeńskich. Czasem są to transakcje mieszane. Jednak o takiej sytuacji patologicznej nie będziemy mówili, bo szkoda na to czasu. Są to chore układy. Nas natomiast interesuje układ właściwy, czyli lider, który autentycznie podejmuje swoje zadanie i jest za nie odpowiedzialny.

Odpowiedzialność powoduje, że lider musi sam podejmować decyzję. Ponieważ on jest odpowiedzialny i tylko on, dlatego w samym podejmowaniu decyzji jest samotny. Nikt go z odpowiedzialności nie zwolni. Oczywiście przy podejmowaniu decyzji musi opierać się na określonych informacjach, danych zgromadzonych przez innych, musi skonsultować decyzję, poradzić się, uwzględnić procedury itd. Niemniej u ludzi, którzy informują lub są doradcami lidera, pojawia się pokusa sterowania nim tak, aby podjął dla nich korzystną decyzję. Lider musi o tym wiedzieć. Ta świadomość jeszcze bardziej go dystansuje do innych. Sam musi być bardzo trzeźwy.

Sprawa o tyle nie jest prosta, że nie chodzi tylko o świadomy zamiar manipulowania liderem ze względu na własny interes. Niezależnie bowiem od interesu istnieje jeszcze u ludzi stojących obok zupełnie inna perspektywa patrzenia i związana z tym inna ocena sytuacji. Słyszy się czasem bardzo trafne, choć w zamyśle dowcipne powiedzenie: „Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia”. I jest to prawda, nie tylko w kontekście interesu, jaki człowiek ma i do tego interesu naciąga rzeczywistość, ale w przypadku lidera jego sposób patrzenia na rzeczywistość jest zupełnie inny niż zwykłego pracownika. Wpierw musi on patrzeć z perspektywy całości. Dla niego całość jest najważniejsza, natomiast pracownicy zazwyczaj patrzą z perspektywy swojego zaangażowania, zwykle uważając swoją pracę za ważniejszą od pracy innych, co jest naturalne choćby ze względu na to, że najwięcej wiedzą o tym, co sami robią, a czasem wręcz nie znają całego trudu i wysiłku, jaki muszą wkładać w swoją pracę inni. Charakterystyczne jest np. spojrzenie pracowników fizycznych, którzy myślą najczęściej, że ludzie pracujący w biurze mają lekką pracę, a nawet powątpiewają o samej wartości tej pracy, uważając, że to oni, zajmując się produkcją, pracują, a inni jedynie korzystają z ich „ciężkiej” pracy. Natomiast lider musi widzieć wszystko w całości we wzajemnym powiązaniu i współzależności.

Lider musi widzieć całość nie tylko funkcjonalnie, ale także w sensie perspektywy rozwojowej. Nie może ograniczyć się do bieżących zadań i problemów, musi patrzeć w przyszłość, umieć ją przewidzieć i podjąć działania, które przyniosą dobry skutek w przyszłości. Czasem musi podjąć decyzje, które chwilowo przyniosą straty, po to, by w przyszłości osiągnąć lepsze wyniki i większą konkurencyjność i stabilność. Typowym przykładem są inwestycje czy to materialne, czy np. personalne, takie jak szkolenie pracowników. Podejmuje się takie działania, właśnie myśląc o przyszłości. W ten sposób jego myślenie musi być inne niż pozostałych pracowników. Zawsze musi uwzględniać cel w dalszej perspektywie, musi widzieć właściwy sens działalności firmy oraz planować strategię. To jest inna perspektywa i w związku z tym inne myślenie, które może być niezrozumiałe dla tych, którzy patrzą doraźnie.

Ogromne zagrożenie, wynikające z próby sterowania liderem przez jego współpracowników lub partnerów czy zwierzchników według swojego interesu, albo niekoniecznie w związku z własnym interesem, ale ze względu na inny sposób myślenia i wartościowania, stanowi poważny problem dla lidera. Niestety doświadczenie uczy, że koło liderów kręcą się częściej nie ludzie szlachetni, ale raczej tacy, którzy starają się przy okazji załatwić własny interes. Człowiek, który chce rzetelnie pracować, nie ma czasu na kręcenie się koło szefa i robienie dobrego wrażenia. I dlatego ci, którzy mają parcie na władzę, często ją zdobywają, choć brak im rzeczywistych kwalifikacji zawodowych i osobowych do pełnienia takiej służby. Często powtarzam, że „aby być dobrym liderem, trzeba umieć nim nie być”. Jest to warunek konieczny, ale oczywiście nie wystarczający. Jeżeli bowiem nie stać kogoś, by nie być liderem, by być zwykłym szarym pracownikiem, to samo myślenie o utrzymaniu władzy zbyt mocno go zaabsorbuje i straci on przez to zbyt dużo energii potrzebnej do podejmowania zadań związanych z samą funkcją i odpowiedzialnością. Ma to oczywiście fatalne konsekwencje w jego działaniu.

Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że u podstaw myślenia leżą wartości. Człowiek, chcąc nie chcąc, będąc tego świadomy lub nie, wybiera jakieś wartości, które potem rozstrzygają o jego sposobie myślenia. Jeżeli np. w biznesie liczy się tylko zysk, co niestety jest bardzo częstym przypadkiem, to wówczas myślenie przyjmuje bardzo określony charakter. Jeżeli natomiast dla kogoś ważniejsza jest dobra marka i stabilność na rynku, to jego myślenie będzie inne, nastawione na solidność i stabilność, co pociągnie za sobą określone działania. W tym momencie przypomina mi się prawdziwa anegdota o ks. Józefie Tischnerze. Kiedyś jego sąsiad z Łopusznej poprosił go, żeby pobłogosławił ślub jego córki. Ksiądz Tischner oczywiście się zgodził. Potem jednak przypomniał sobie, że w tym samym dniu w Warszawie odbywa się ważny międzynarodowy zjazd filozoficzny, na którym ma wygłosić referat. Wynajął zatem prywatny samolot, aby zaraz po ślubie polecieć do Warszawy. Kiedy go spytano potem: Ile to Księdza kosztowało? Odpowiedział: Na pewno taniej niż honor!

Jeżeli komuś chodzi o to, żeby firma przetrwała, bo jest w kryzysie, to także jego myślenie będzie inne i odpowiednio podejmowane decyzje będą inne. Jeżeli np. będzie chciał wyeliminować konkurencję, to także jego myślenie i podejmowane decyzje będą inne. Jeżeli chce realizować siebie, to także jego logika będzie inna. Takich perspektyw w oparciu o wartości, jakie chce zrealizować, jest bardzo wiele. Wybór wartości wyznacza sposób myślenia i sposób podejmowania decyzji. Dlatego dla lidera jest bardzo ważny świadomy wybór celu i wartości, jakim chce służyć. Wydaje się jednak, że bardzo często liderzy kierują się wartościami takimi, jakie im podsuwa aktualna moda czy mentalność panująca w środowisku, bez głębszej refleksji nad ich prawdziwą wartością.

JAK RADZIMY SOBIE Z NAPIĘCIEM

Wobec napięcia istniejącego w myśleniu lidera, które wynika z jednej strony ze świadomości ciążącej na nim odpowiedzialności a z drugiej z poczucia zagrożenia manipulacją, pojawiają się różne postawy jako sposoby rozwiązania tego problemu.

Niektórzy mówią: „Muszę sobie sam poradzić. Mogę liczyć tylko na siebie”. Jest to typ lidera, który uważa, że jeżeli sam czegoś nie zrobi, to nie będzie zrobione. Niestety dosyć często tak bywa. Stare powiedzenie: „Pańskie oko konia tuczy”, nie pojawiło się bez przyczyny. Jest ono aktualne do dzisiaj. Wszystko musi być doglądane, aby było sprawnie wykonywane. Jednak istnieje typ lidera całkowicie nieufnego, który zbyt mocno przeżywa swoją odpowiedzialność i uważa, że sam najlepiej wszystko umie i najlepiej wszystko wie i dlatego sam musi wszystko zrobić. Najczęściej przyjmuje to formę sterowania wszystkimi jak maszyną. To jest fatalny model zarządzania, ciężki i niezdrowy dla wszystkich.

Czasami lider stara się zbudować własną grupę ludzi zaufanych, na których opiera całą władzę. Obejmuje to bezpośrednich współpracowników, doradców, ale bywa i tak, że ma siatkę donosicieli. Powstaje wówczas „grupa trzymająca władzę”, czyli to, co potocznie nazywamy kliką,  powodując fatalny układ wyrażający się opozycją: „my – oni”. Taki układ niszczy życzliwą atmosferę współdziałania w zespole. Wszystko to wynika z poczucia osamotnienia i związanego z tym poczucia niepewności, co pobudza do szukania wsparcia w układzie. Przy czym warto pamiętać, że koło lidera najczęściej kręcą się ludzie chcący coś skorzystać osobiście ze znajomości  z nim. Zazwyczaj ludzie rzetelni i pracujący nie mają czasu i nawet potrzeby szukania przychylności szefa. Natomiast ludzie interesowni zasadniczy swój wysiłek ku temu kierują. Jednocześnie ci ludzie najczęściej nie mają odpowiednich kompetencji moralnych, fachowych, żeby podejmować dobre decyzje. Dlatego bardzo często „grupa trzymająca władzę” jeszcze i od strony kompetencji jest słaba.

Jeszcze gorszym skutkiem niepewności wyrastającej z poczucia osamotnienia jest typ człowieka całkowicie nieufnego. Często przejawia się to chorobliwą podejrzliwością wobec wszystkich, posądzaniem o nieuczciwość i śledzeniem innych. Wówczas zasadniczą energię pochłania kontrola wszystkich i kombinowanie, kogo należy zmienić na stanowiskach. Takim typem lidera był Stalin, który nikomu nie wierzył. Jak wiemy z historii, kilkukrotnie wymieniał członków biura politycznego, czyli swoich najbliższych współpracowników, zsyłając kolejne ekipy do obozów pracy. Kiedy przychodziła kolej na następną ekipę na przełomie 1952 i 1953 roku, to jej członkowie się zmówili i Beria, ówczesny szef NKWD, podsunął Stalinowi lekarkę, która go stopniowo podtruwała aż do skutku. Okazuje się, że nie da się nie wierzyć nikomu. Zawsze jednak trzeba komuś w życiu zawierzyć, bo inaczej można popaść w chorobę psychologiczną. Dlatego ludzie chorobliwie nieufni okazują się skrajnie naiwni wobec prawdziwych oszustów.

Wydaje się, że św. Benedykt bardzo dobrze rozstrzyga problem napięcia pomiędzy zaufaniem ludziom a własną odpowiedzialnością. W rozdziale 64. Reguły pisze on o opacie: „Niech wie, że ma raczej pomagać niż przewodzić” (RegBen 64,8). W tym krótkim zdaniu pojawiają się dwa kluczowe słowa, pomiędzy którymi ustanowiona jest opozycja: pomagać, a nie przewodzić. Po łacinie mamy odpowiednio: prodesse i præesse. Præesse znaczy dosłownie: zarządzać. Natomiast słowo prodesse oznacza: być pomocnym, być użytecznym, pomagać, służyć. Ta wypowiedź św. Benedykta harmonizuje z wypowiedzią Pana Jezusa z Ewangelii i wydaje się w zamyśle św. Benedykta jest jej konkretnym zastosowaniem:

Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. 43 Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. 44 A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. 45 Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mk 10,42−45)

Czyli ten, który rządzi, powinien stać się niewolnikiem, sługą (diakonos – służący) wszystkich. Lider zatem ma służyć wszystkim, a nie być kimś, kto zarządza, włada, dając odczuć swoją władzę i wyższość. Inaczej mówiąc: lider powinien być człowiekiem, który dynamizuje cały zespół, a nie steruje nim według własnego pomysłu.

Wydaje się, że bardzo dobrą ilustracją zasady rządzenia we wspólnocie, czyli relacji lidera do pracowników, jest trzeci rozdział Reguły św. Benedykta. Na początku czytamy w nim:

1 Ilekroć trzeba w klasztorze podjąć jakąś ważną decyzję, niechaj opat zwoła całą wspólnotę i przedstawi jej, o co chodzi. 2 Wysłuchawszy opinii braci, niech ją sam rozważy, a następnie zrobi to, co uzna za bardziej wskazane. 3 Powiedzieliśmy zaś, że wszystkich należy wzywać na radę, gdyż Pan często właśnie komuś młodszemu objawia to, co jest lepsze (RegBen 3,1−3).

A na końcu tego rozdziału czytamy:

12 Jeśli zaś chodzi o jakieś mniej ważne sprawy klasztoru,  niech opat wzywa na radę jedynie starszych, 13 bo napisane jest: Nic nie czyń bez rady, a po uczynku nie będziesz żałował (Prz 31,3 Wlg; Syr 32,24 Wlg) (RegBen 3,12n).

Pierwszą najważniejszą sprawą dla opata/lidera, a jednocześnie jego charyzmatem, jest umiejętność zadania właściwego pytania. Jest to możliwe jedynie wtedy, gdy patrzy on strategicznie i globalnie. Tylko wtedy można problem postawić we właściwej perspektywie. Jak wiadomo, właściwe postawienie pytania jest połową odpowiedzi na nie. Niestety często u nas źle stawia się pytania, czyli źle podchodzi się do problemów. I tutaj najczęściej cała sprawa się rozsypuje. Klasyczny przykład mamy w przypadku różnych wywiadów robionych przez dziennikarzy. Są oni mistrzami w pokrętnym stawianiu pytań. Wygląda to często na bombardowanie ludzi głupimi pytaniami. Jest to żenujące, gdy np. zaprasza się do telewizji jakiegoś specjalistę czy artystę, a zadaje się mu pytania „ni z gruszki, ni z pietruszki” i to w ten sposób, żeby doprowadzić do słownego zażenowania. A szkoda, bo można by się od tych ludzi dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy.

Często mówi się, że „nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi”. Z tej tezy robi się wręcz swoisty dogmat. W oparciu o nią, wydaje się, działają dziennikarze. Ale prawda jest inna: istnieją głupie pytania, które powodują, że każda odpowiedź traci jakikolwiek sens. Pytanie jest kluczem do rozumienia, do właściwej komunikacji itd. Jeżeli ktoś tego nie wie, to powoduje duże zamieszanie, uniemożliwiając prawdziwy dialog. Lider powinien dobrze zdawać sobie sprawę z ważności  właściwego postawienia pytania, czyli właściwego podejścia do problemu. Taka zdolność jest pierwszą, niezmiernie ważną sprawą w jego działaniu.

Drugim ważnym zagadnieniem jest to, że opat po postawieniu pytania nie bierze udziału w dyskusji, nie polemizuje, ale jedynie skupia się w słuchaniu wypowiedzi wszystkich. Musi się nauczyć dystansu do zagadnienia, nie wiązać się z góry z jakimś stanowiskiem, perspektywą, interesem, ale z pewnej perspektywy patrzeć i rozważać wszystkie punkty widzenia. I dopiero na podstawie tego, co usłyszy, powinien podjąć właściwą decyzję. I to on ją podejmuje, a nie np. kolegium, nie powinna też być decyzja wynikiem głosowania. Zarówno kolegium, jak i głosowanie całej wspólnoty mogą być dla niego pomocnicze, jednak nie może się ze swoją odpowiedzialnością chować za te gremia, ale sam decyzję podejmować. Warunkiem dobrej decyzji jest wysłuchanie wszystkich, co św. Benedykt mocno podkreśla: „wszystkich należy wzywać na radę, gdyż Pan często właśnie komuś młodszemu objawia to, co jest lepsze”. Opat/lider powinien umieć odczytywać to, co jest wolą Bożą i ją wprowadzić w życie. Na tym polega jego drugi, chyba najważniejszy charyzmat. Opat słucha, aby usłyszeć, co pochodzi od Ducha Świętego. Ujmując to dla lidera w języku świeckim, trzeba powiedzieć, że powinien on słuchać, aby usłyszeć wszystkie racje, aby wybrać to, co jest najtrafniejsze, to, co da właściwą korzyść firmie, działalności, czyli to, co się sprawdzi w życiu, dając dobre wyniki pracy, dobrą atmosferę wśród załogi, nadzieję, optymizm, zapał itd. Dlatego zasadniczą sprawą jest otwarcie lidera na różne możliwości i na różnych ludzi z ich myślami.

WNIOSKI ODNOŚNIE DUCHOWEJ POSTAWY LIDERA

Wydaje się, że firmę czy grupę współpracujących ludzi można przyrównać do organizmu, który musi jakoś żyć w środowisku. Aby dobrze żyć, muszą wszystkie komórki w nim dobrze współdziałać. 

Każdy organizm, poczynając od komórki, posiada wnętrze i środowisko (zewnętrze), w którym żyje. Aby dobrze funkcjonować, musi istnieć dobra organizacja wewnętrzna i odpowiednia interakcja ze środowiskiem. Taki schemat dotyczy także każdego organizmu i zespołu, który robi coś na zewnątrz. Zatem trzeba zadbać o to, by organizm (firma) był wewnątrz zdrowy, czyli musi istnieć w nim dobre współdziałanie. Jednocześnie musi się dobrze odnaleźć w środowisku, co w odniesieniu do firmy oznacza, że musi znaleźć dla siebie odpowiedni rynek zbytu, czyli znaleźć dla siebie odpowiednią niszę, w której jej działalność będzie potrzebna i będzie dawała zysk konieczny dla jej funkcjonowania. Przy czym środowisko należy do większego organizmu, jakim jest np. całe społeczeństwo, państwo, a nawet cały świat.

Jednocześnie musimy sobie uświadomić, że życiem społeczeństwa rządzą bardzo konkretne prawa. Nie można sobie ustawić dowolny sposób zachowania czy reagowania, według własnego pomysłu. Jednocześnie współżyciem między ludźmi we wspólnocie rządzą także ścisłe prawa. Jeżeli ich nie przestrzegamy, to się to na nas zemści. W organizmie zaburzenia prowadzą do choroby i analogicznie w firmie czy innej grupie wspólnie pracującej zaburzenia w relacjach wewnętrznych prowadzą to do dysfunkcji. To powoduje, że ta grupa ludzi nie jest w stanie dobrze realizować swojej misji w odniesieniu do społeczeństwa, a to grozi śmiercią, czyli upadkiem firmy.

W tym kontekście zasadniczym zadaniem lidera jest uchwycenie tych praw i mechanizmów rządzących działaniem zespołów ludzkich wspólnie pracujących dla jakiegoś celu. Odnosi się to zarówno do zdrowych mechanizmów wewnętrznych, jak i do życiodajnych relacji z otoczeniem. W życiu istnieje wiele mechanizmów niszczących zarówno wewnątrz organizmu, jak na zewnątrz takich, jak: grupy nacisku, lobby, wzajemne niechęci i niezdrowa konkurencja wśród załogi, korupcja, kumoterstwo, łapówkarstwo itd. U nas niestety jest sporo takich niezdrowych mechanizmów, z których trzeba sobie zdawać sprawę. Czasem prowadzą one do zupełnie innych zasad działania niż by należało.

Dlatego lider powinien przede wszystkim patrzeć i słuchać, i reflektować nad tym, co w określonych warunkach jest możliwe do zrobienia. Najważniejsza zasada jego działania jest taka sama jak u lekarzy: wpierw i przede wszystkim nie szkodzić, nie przeszkadzać! Dopiero w oparciu o to wspierać i pomagać w rozwoju.

Zasada słuchania i otwartości jest przeciwna do postawy narzucania z góry na zasadzie mniemania, że sami wiemy, co lepsze. Czyli postawy tego, kto uważa, że sam musi wszystko zrobić lub przynajmniej musi wszystko kontrolować.

Warto sobie zdać sprawę z podstawowych relacji, w jakich człowiek jest wobec świata i innych, o których mówiliśmy już w poprzednim  rozdziale.

ja ↔ to

ja ↔ on

ja ↔ ty

Relację „ja – to” pozostawimy, bo jest to relacja używania czegoś. Dalsze relacje dotyczą osób. Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że pomiędzy relacjami: ja – on (też ja – ona/oni), a relacją ja – ty (także ja – wy), jak już było mówione, istnieje dramatyczna różnica. Jest to różnica metafizyczna. W relacji ja – on/ona/oni inni są obcy, są na zewnątrz, z jednej strony mogą nam zagrażać, z drugiej jednak strony można ich wykorzystać do jakichś celów. „Ja” w tej relacji w istocie to nasze ego, czyli to „ja” w nas, które jest skoncentrowane na sobie i troszczy się jedynie o swoje dobro, jest nastawione na realizowanie „swojego”. Dla niego inni są zagrożeniem albo można ich wykorzystać do zrealizowania „swojego”. Relację ego do on/ona/oni jest „polityczna”, czyli wyrachowana, nastawiona na obronę i utwierdzenie siebie, czyli własnego ego. Ego wydaje się być wcześniej, zanim pojawia się relacja, która może być zagrożeniem lub okazją do osiągnięcia czegoś. Jednak ego się nie zmienia.

ja + ty = my

W tej relacji „ja” jest odpowiedzią na wezwanie „ty”. To jest zasadnicza prawda odnosząca się do człowieka i jego osobowego życia. Jednak taka odpowiedź jest możliwa jedynie wówczas, gdy „ja” jest kimś wolnym, a tym samym podmiotem własnych działań. Spotkanie „ty”, czyli drugiego „ja” we wspólnym człowieczeństwie, spotkanie partnera, pozwala jednocześnie doświadczyć wolności i własnej odrębności, która nie musi się kryć lub bronić przed czymś, ale staje w otwartości swojego istnienia w relacji miłości, czyli w relacji ofiarowania się drugiemu jako dar. Taki dar może dać jedynie ten, który jest sobą. Okazuje się jednak, że te dwa czynniki: bycie sobą i dar w wolności są wzajemnie ze sobą powiązane i pojawiają się jednocześnie.

Taką relację widzimy w Biblii od samego początku. Zasadniczo wyraża się ona przymierzem pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Przymierze jest relacją partnerską, wzajemną, której fundamentem jest wzajemna więź oparta na wierności. Już samo stworzenie człowieka na obraz i podobieństwo Boga powoduje, że jest on ze swojej natury istotą relacyjną i jedynie w relacji z innymi może sam siebie odnaleźć. Odnosi się to także do wszystkiego, co w nas najcenniejsze. I tak np. w swoim liście św. Jan pisze, że

10 W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. 11 Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować (1 J 4,10−11)

Nasza miłość jest w istocie odpowiedzią na miłość Boga. Podobnie wszystko, co autentyczne w nas, jest odpowiedzią na Boże wezwanie. To dotyczy także nas samych, naszego „ja”. „Ja” jest odpowiedzią, nawet więcej: „ja” się rodzi jako odpowiedź. Świadomość tego dynamizmu życia osobowego jest niezmiernie ważna. Posiada on bardzo konkretne przeniesienie na życie. Jeżeli weźmiemy sytuację lidera czy to w przedsiębiorstwie, czy w zespołach np. samorządowych, fundacyjnych, czy np. w szkole, to postawa słuchania i otwartość na to, co i jak się dzieje, rodzi w nas słuchacza. Dzięki niej nasze działanie jest odpowiedzią, która wynika z dobrego usłyszenia tego, co się wydarza. Podobnie właściwe postawienie problemu, co jest podstawowym charyzmatem lidera, także wynika ze słuchania, skupienia się, otwartości i uczciwego podjęcia tego, co dostrzegamy w świecie. Pytanie samo się wówczas rodzi i budzi się już jako zalążek odpowiedzi. Przy czym odpowiedź prawdziwa rodzi się jako coś, co buduje życie, a nie jako próba narzucenia czegoś.

Dlatego postawa słuchania pojawia się jako coś podstawowego w postawie lidera. Jednocześnie postawa słuchania jest fundamentem życia duchowego. Święty Paweł pisze, że wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa (Rz 10,17). Zatem trzeba się wsłuchać w słowo Boże, w Boże natchnienia tak, aby je usłyszeć i podjąć w życiu. I tak np. św. Benedykt wypowiedział genialne streszczenie odnoszące się do postawy w czasie liturgii: „tak śpiewajmy psalmy, 7 aby nasze serce było w zgodzie z tym, co głoszą nasze usta” (RegBen 19,6n). Zatem powinniśmy mieć postawę słuchającego, czyli postawę ucznia.

Często mamy postawę odwrotną: lęk, w którym staramy się zabezpieczyć i następnie przejąć władzę nad czymś, co nam zagraża. To jest postawa ego, które nie jest odpowiedzią, ale w swoim zalęknieniu stara się bronić przed czymś lub zdobywać coś dla siebie. Tym samym jednak ego nie jest prawdziwym podmiotem działania, nie jest w stanie stać się wolnym podmiotem, który może się oddać drugiemu. Lęk powoduje, że jest osamotnione, to znaczy odcięte od innych. Jest to sytuacja inna niż w przepadku prawdziwego „ja”, które, będąc sobą, uświadamiając sobie, że jest samo sobą, realizuje się poprzez wolny dar z siebie. Jest samotne po to, by być z i dla innych, by się spotkać.

Lider powinien koncentrować się na właściwym budowaniu życia zespołu w oparciu o sytuację i prawdziwe dynamizmy rozwojowe, a nie starać się zrealizować z góry powzięty plan według noszonej w sobie idei, czyli interweniować z zewnątrz. Czasami taka interwencja jest konieczna, jak np. w medycynie jest czasem potrzebna operacja, czyli właśnie interwencja z zewnątrz. Są to jednak sytuacje wyjątkowe wynikające z choroby organizmu. Zasadniczo jednak troska powinna się koncentrować na tym, aby wszystko dobrze funkcjonowało we wzajemnej harmonii. Zatem nasze myślenie powinno skupiać się na wspieraniu. Zupełnie tak, jak w medycynie holistycznej, która uznając, że organizm ma w sobie właściwe zasoby do dobrego funkcjonowania, do samoregulacji i zdolności obronne, stara się tylko te zdolności organizmu umiejętnie wykorzystać, a nie sztucznie zastępować zewnętrznymi środkami.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ważne zagadnienie, o którym zaczyna się obecnie mówić, mianowicie to, co w chrześcijaństwie nazywa się Bożym błogosławieństwem lub opatrznością Bożą. A w języku świeckim trzeba mówić o szczęściu lub jego braku. Okazuje się, że są ludzie, którzy mają szczęście i są tacy, którzy nie mają szczęścia. Jest to czynnik irracjonalny. W Biblii często mówi się o tym, że Bóg coś pobłogosławił lub że czegoś nie pobłogosławił i dlatego się powiodło lub nie. Świadomość tego, że powodzenie zależy od szczęścia czy błogosławieństwa, powoduje, że lider staje się pokorny. Ktoś, kto pracuje przy maszynie lub wykonuje wiele prawie mechanicznych czynności, nie dostrzega tego czynnika. Lider natomiast świadomy ryzyka, widzący wiele elementów, którymi nie może sam sterować, zdaje sobie sprawę z konieczności błogosławieństwa, aby się wszystko udało. Przypomina w tym względzie rolnika, który, obrabiając pole, ma świadomość, że choćby wszystko zrobił najlepiej, nie jest w stanie zapewnić, że będzie pogoda, że nie będzie powodzi, suszy lub jakiejś niespodziewanej zarazy. On wie, że potrzeba do wszystkiego Bożego błogosławieństwa. W życiu lider podobnie jak rolnik powinien się przykładać do swojej pracy tak, jak gdyby wszystko zależało od niego, jednocześnie musi być świadomy, że wszystko zależy od Boga. To jest jednocześnie fundamentalna zasada życia duchowego, w którym najważniejsze jest współdziałanie z łaską Bożą. Wtedy nasze działanie będzie uczciwe. Jeżeli ktoś uczciwie podchodzi do posługi bycia liderem, odkryje tę prawdę w swoim życiu.

Osobiście uważam, że samotność lidera jest dla niego ogromną szansą. Nawet bez podejmowania jakichś specjalnych pobożnych ćwiczeń samo poważne podjęcie odpowiedzialności z pełną świadomością tego, jakie są jej konsekwencje, prowadzi lidera do postawy skromności i pokory, czyli najważniejszych postaw duchowych. Musi to być podejście słuchającego i otwartego człowieka, który szuka możliwości dalszego rozwoju własnego i firmy. Jeżeli natomiast ktoś ma postawę roszczeniową, jeżeli nosi w sobie pretensje do innych i do świata, że mu coś się nie udaje, to nigdy nie osiągnie duchowego rozwoju i nie doświadczy harmonii wewnętrznej, bo nie szuka prawdy. Lider otwarty na poznanie prawdy w życiu odkrywa potrzebę modlitwy. Znając swoje ułomności, lider wie, że potrzebuje Bożego błogosławieństwa. Podjęta przez niego świadomie samotność poprzez doświadczenie prowadzi go do szukania Boga, do głębszej refleksji, refleksji duchowej, która nie pozwala mu ograniczyć się jedynie do poziomu samego działania.

 

Samotność lidera [w:] Duchowość lidera − wybrane tematy, Włodzimierz  Zatorski OSB, Wydawnictwo Tyniec, 2015.

Foto: Jacek Olszewski

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi