Seks aż do bólu

– Pierwsze małżeństwo zmarnowałem przez flirty, romanse – mówi Andrzej, lekarz, lat 45. Wybierał kobiety, które wymagały wsparcia, chorowały. – Mogłem wtedy myśleć o sobie, że jestem im potrzebny. Taki ratownik, pomocnik.

Był czas, że miał żonę, a równolegle, w tajemnicy, dwie stałe partnerki. Życie w trzech związkach równocześnie, męczyło, zabierało czas. A jeszcze dużo go potrzebował na krótkie, przelotne kontakty i onanizowanie się. – Wystarczył impuls. Wpadałem w ciągi, jak alkoholik – tłumaczy. Ledwie kończył się masturbować, znów zaczynał. Zupełne rozhamowanie, ciągła potrzeba. – W głowie włączał mi się pornograficzny film, reżyserowałem sobie różne scenariusze. Cokolwiek robiłem – w pracy czy w domu – ten film w mojej głowie leciał.

Szacuje się, że od seksu uzależniony jest co 20. człowiek. Ale to szacunki amerykańskie. W Polsce nie ma badań. W ogóle tej kategorii uzależnionych się nie dostrzega. – Są poza systemem – mówi dr Aleksandra Robacha z Poradni Zdrowia Psychicznego i Patologii Współżycia w Łodzi. Coraz więcej osób zgłasza się tu z objawami wskazującymi na seksoholizm, a system opieki w ogóle nie zakłada ich leczenia.

– NFZ refunduje jakieś kwestie dotyczące poradnictwa seksuologicznego, ale niewielką gamę. Nie finansuje się grup terapeutycznych dla osób uzależnionych od seksu – ubolewa seksuolog prof. Zbigniew Izdebski.

Niektórzy desperacko szukają pomocy w internecie, na stronach o zdrowiu, forach o masturbacji. Dzień seksoholika potrafi bowiem wyglądać tak: rano, żeby jakoś podnieść się z łóżka – masturbacja. Idzie do pracy, tam byle spięcie, stres, już wymyka się do łazienki – masturbacja. Po powrocie z pracy, żeby jakoś wyluzować – masturbacja. A wieczorem też, żeby zasnąć. Niektórzy, w ciągach, robią to przez wiele godzin, do bólu.

Andrzej, gdy dowiedział się, że w jego mieście zawiązała się grupa uzależnionych i co tydzień mają mityngi, takie, jak AA, poszedł. Musiał stanąć przed grupą, powiedzieć: Cześć, mam na imię Andrzej, jestem seksoholikiem.

To nie to, co alkoholizm, z którym wszyscy już się oswoili.

Tego się nie mówi ot tak. Seksoholik brzmi strasznie.

– To nie to, co alkoholizm, z którym wszyscy już się oswoili – Stanisław Pilewski, terapeuta uzależnień z Warszawy tłumaczy, dlaczego tak potwornie trudno powiedzieć, że ma się ten nałóg. – Ludzie pomyślą: zboczeniec. Może obnaża się w parku? Może gwałci?

Z seksoholikami, którzy próbują wyjść z uzależnienia, trudno się rozmawia o seksie. Starają się unikać tego słowa, tak strasznie źle im się kojarzy. Uciekają w slang. Zamiast powiedzieć, że nałogowo oglądali porno, chodzili na prostytutki, mieli stosunki pięć razy pod rząd, mówią: „pięć razy się uruchamiałem”. Masturbacja, to „uruchomienie samotnicze”. A „skanowanie” jest wtedy, gdy zobaczą kobietę na ulicy i już jej pożądają, już seksualizują, w wyobraźni robią z nią różne rzeczy…

Niestety, nie jest łatwo przestać skanować. I byle co wystarczy, żeby znów się uruchomić.

To tylko fragment tekstu o uzależnieniu od seksu. Całość przeczytasz w "Newsweeku".

 

Źródło: Newsweek

 

Sieci społecznościowe

Tagi