Siła ze słabości O. Włodzimierz Zatorski OSB

Jesteśmy słabi jak gliniane naczynia. Powstaliśmy z prochu. Ale tchnienie w nas Bożego Ducha, czyni nas mocnymi. Ojcze .Włodzimierzu. Jak jest prawda o nas samych? Czym jest ta prawdziwa siła w nas? Czym jest prawdziwa wiara?

Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4,7).

„Gliniane naczynia” – znamy to określenie z tytułu książki Gabriela Bungego. Tymi naczyniami jesteśmy my sami, słabi i łatwo podlegający zniszczeniu. Święty Paweł w tym określeniu nawiązuje zapewne do starego obrazu z drugiego opisu stworzenia człowieka: Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi [dosłownie: prochem ziemi] i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia (Rdz 2,7). Ten werset ze Starego Testamentu wyrażał z jednej strony ogromną znikomość człowieka samego w sobie, z drugiej jednak jego wielką godność wynikającą stąd, że otrzymał on tchnienie, co jest tożsame z duchem, od Boga. Człowiek ma w sobie jakąś Bożą tajemnicę.

Święty Paweł natomiast nawiązując do tego obrazu widzi w niej uzasadnienie swoich udręk i tego zdumiewającego zjawiska, że to, co słabe, co w poprzednim liście do adresatów nazwał wręcz: głupstwem głoszenia słowa (zob. 1 Kor 1,21), że przez to, Bóg zechciał zbawić świat (zob. 1 Kor 1,21)! Słabość i kruchość człowieka otrzymuje tutaj pozytywne znaczenie, staje się znakiem uwidaczniającym, że działanie Apostoła nie może pochodzić od niego samego, z jego ludzkich pragnień, a przez to nosić na sobie znamię egocentryzmu, skończoności i przemijalności. „Z Boga ma być owa przeogromna moc, a nie z niego”! To co słabe, owa glina, całkowicie przynależy do tego świata i zrazem z nim przemija, ulegnie zniszczeniu. Przetrwa jedynie to, co jest przepełnione Duchem od Boga. Dlatego, paradoksalnie, trzeba Bogu podziękować za naszą słabość, bo ona stała się narzędziem Bożego działania w nas i poprzez nas w innych.

Za św. Pawłem trzeba nam wyciągnąć praktyczny wniosek z tajemnicy znikomości człowieka: Trzeba całkowicie skoncentrować się na Bożym darze, przechować go w jak najczystszej postaci i przekazywać nie według własnych wyobrażeń, ale zupełnie zgodnie z Bożą wolą. To nie siebie głosimy, ale Chrystusa zmartwychwstałego, rzeczywistość, która nas całkowicie przerasta, a którą jest w istocie Duch Święty.

Święty Paweł pisząc ten tekst czuje, że jest na widowni obserwowany jak aktor. Nie wystarczy samo słowo, ale wszystko, co robi, kim jest, jego dzieje, udręki i sposób ich znoszenia stają się orędziem ewangelii: Ciągle bowiem my, którzy żyjemy, jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym śmiertelnym ciele (4,11). Nie chodzi jednak o aktorstwo, grę dla wyrażenia czegoś, ale o świadectwo. Życie Apostoła staje się takim żywym świadectwem. Przez nieustanny dramat ocierania się o śmierć i doświadczenia wybawienia chrześcijanie mają możność widzieć rzeczywiste działanie Ducha Świętego w życiu. Przypomina w ten sposób sakrament: znak ukazujący i realizujący to, co oznacza – w tym przypadku życie w Duchu. I tak samo jest z nami, chrześcijanie winni być dla świata takimi żywymi znakami działającego Ducha Świętego. Wtedy dopiero możemy przemawiać w imieniu Chrystusa: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem, my także wierzymy i dlatego mówimy (2 Kor 4,13). Ale czy my wierzymy rzeczywiście?

Prawdziwa wiara oznacza właściwe nastawienie serca. Dlatego wyjaśniając przykazania Boże Pan Jezus wskazuje na to, co się dzieje w sercu: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa (Mt 5,28). Podobny sposób podejścia widzimy przy innych przykazaniach. Na przykład w przypadku przykazania „nie zabijaj”. Już złe słowo, złe życzenie jest rodzajem zabójstwa. Istotna walka wewnętrzna dotyczy serca, tego co w nim się dzieje. Walka ta wymaga całkowitej determinacji: Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła (5,29). Podobnie odnośnie ręki.

Oczywiście nie chodzi o rękę czy oko w sensie organu ciała. Przecież nie one są przyczyną grzechu, bo z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa (Mk 7,21). Obraz determinacji przy odcinaniu ręki, czy wyłupieniu oka ilustruje konieczne zdecydowanie się na walkę ze złem w swoim własnym sercu. Pisze o tym św. Benedykt:

A gdy diabeł mu coś doradza, odtrąca go razem z jego podszeptami daleko od swego serca i od razu wniwecz obraca, a rodzące się pokusy  rozbija o Chrystusa jak o skałę (RB Prol 28).

Dramat człowieka – szczególnie nas, Polaków, dziś żyjących – polega na tym, że tak naprawdę nie chcemy wcale się zmieniać, chcemy, aby realizowały się nasze pragnienia. Jeżeli one zawierają w sobie jakieś zło, to staramy się je przed sobą usprawiedliwić, wyjaśnić. Bardzo często robimy to przed innymi, wyznając im swoje czyny, ale w ten sposób, aby uzyskać jednocześnie usprawiedliwienie, swoiste rozgrzeszenie. Dlatego wybieramy sobie takiego rozmówcę, który nie jest nam w stanie powiedzieć słowa prawdy. Bywa, że takie „usługi” wysłuchania i pocieszania są wzajemne.

Pan Jezus mówi nam jednak jednoznacznie: trzeba zło w sobie, w swoim sercu zdecydowanie odrzucić, trzeba mieć w sobie determinację taką jak ktoś, kto dla ratowania życia odcina sobie rękę, czy daje wyłupić oko! W życiu zdarzają się takie sytuacje. Na przykład gdy gangrena idzie od ręki, w pewnym momencie jeżeli ręka nie zostanie odcięta, gangrena dojdzie do serca i zabije człowieka. Wtedy odcięcie ręki staje się ratunkiem. Oko jeżeli będzie ośrodkiem raka, to się je usuwa. Właśnie taka determinacja jest obrazem determinacji potrzebnej w naszym sercu.

 „Człowiek jest jedyną istotą, którą Bóg stworzył ze względu na niego samego, ale nie zrealizuje się on w pełni inaczej, jak tylko jako bezinteresowny dar z siebie” (KDK). Realizuje się to w relacji do drugiego człowieka, ale swoje zakorzenienie posiada w naszym wnętrzu. Nasz oportunizm wewnętrzny jest największą przeszkodą w dojściu do pełni życia. Stąd potrzeba tak wielkiego radykalizmu.

Pan Jezus domaga się od nas radykalizmu, sam dając przykład jeszcze większego zdeterminowania: ze względu na miłość dla nas stał się jednym z nas przyjąwszy postać sługi, aż do wydania się na śmierć krzyżową! Nasz radykalizm staje się odpowiedzią na Jego miłość do końca.

O. W.Z.

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi