Suplementy diety? Nie łykaj bez sensu!

Jeszcze do niedawna były uważane za rewelacyjne środki chroniące przed chorobami. Dziś okazuje się, że niektóre witaminy i minerały mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.

Łykamy witaminy i minerały, pijemy zioła, wierząc, że wzmocnią organizm, uzupełnią dietę zdrowymi składnikami, zapewnią ładne włosy i paznokcie. Okazuje się jednak, że wiara w ich ozdrowieńczą moc jest całkowicie nieuzasadniona. Gorzej – witaminy i suplementy mogą zwiększyć ryzyko poważnych chorób. Przynajmniej niektóre.

Wapno na cenzurowanym
Taki niepokojący wniosek przyniosły najnowsze badania. Wyniki opublikował kardiologiczny miesięcznik „Heart”. Ich autorzy, naukowcy z niemieckiego Centrum Badań nad Rakiem w Heidelbergu, ostrzegają przed łykaniem preparatów zawierających wapno, bo minerał ten sprzyja chorobom układu krążenia. U osób, które go zażywały, ryzyko zawału serca było aż o prawie 90 proc. wyższe niż u ludzi, którzy nie przyjmowali tego typu preparatów. Szczególnie powinni mieć się na baczności ci, którzy zażywają wapno miesiącami w przekonaniu, że wzmocni ono kości i ochroni przed złamaniem.

Badanie przeszłoby zapewne bez echa, gdyby nie to, że ukazało się w cenionym czasopiśmie medycznym i objęło ogromną, bo liczącą prawie 24 tys. osób grupę ludzi w pełni sił – ochotnicy mieli od 35 do 64 lat. Ponadto naukowcy obserwowali tę grupę bardzo długo – przez ponad 10 lat.

Nie jest to pierwsza praca naukowa, której autorzy zalecają ostrożność w stosowaniu wapna w celu wzmocnienia kości. Już dwa lata temu międzynarodowy zespół naukowców z uniwersytetów w Auckland (Nowa Zelandia) i Aberdeen (Wielka Brytania) oraz amerykańskiego Dartmouth Medical School przeanalizował wyniki 11 dużych badań (łącznie objęły 12 tys. pacjentów) dotyczących spożycia preparatów z tym minerałem. I wykazał, że terapia tylko nieznacznie zmniejszyła ryzyko złamań, za to poważnie, bo aż o 30 proc., zwiększyła zagrożenie zawałem serca. Autorzy badania wykazali jednocześnie, że osoby, których dieta była bogata w wapń, czyli jadły dużo m.in. produktów mlecznych, nie były szczególnie zagrożone chorobami układu krążenia. Naukowcy uważają więc, że wzrost ryzyka zawału należy wiązać wyłącznie ze stosowaniem tabletek.

Mit witamin
Równie groźne dla zdrowia może być zażywanie przeciwutleniaczy, powszechnie uważanych za cudowny środek chroniący przed chorobami i starzeniem się organizmu. Taką tezę postawili autorzy artykułu, który ukazał się pod koniec lutego 2007 roku w prestiżowym czasopiśmie medycznym „Journal of the American Medical Association”.

Duńscy uczeni ze szpitala uniwersyteckiego w Kopenhadze po przeanalizowaniu 68 programów badawczych z udziałem 232 tys. osób doszli do wniosku, że stosowanie przeciwutleniaczy – czyli m.in. witamin A, C i E – zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci o kilka procent w porównaniu z osobami, które niczego nie łykały. Eksperci przypuszczają, że dzieje się tak dlatego, iż usuwanie wolnych rodników z organizmu może zakłócać jego naturalne mechanizmy obronne.Nie wszyscy naukowcy zgadzali się wówczas z tą zaskakującą tezą. Zarzucali Duńczykom błędy metodologiczne i twierdzili, że hipoteza mówiąca o tym, że witaminy i minerały mogą prowadzić do śmierci, jest zbyt daleko idąca. Większość jednak zgadzała się co do jednego: na wszelki wypadek rozsądniej jest porzucić syntetyczne preparaty na rzecz naturalnych witamin zawartych w warzywach i owocach. Opinię tę potwierdza rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego: – Osoba, która normalnie się odżywia i prowadzi w miarę aktywny tryb życia, nie potrzebuje żadnych suplementów diety – mówi Jan Bondar.

Kolejne badania pokazały, że duńscy uczeni zbytnio się nie mylili. W roku 2009 naukowcy z Fred Hutchinson Cancer Research Center w Seattle na łamach „Archives of Internal Medicine” ogłosili, że przyjmowanie minerałów i witamin w tabletkach nie uchroni przed rakiem ani chorobami serca. Przebadali wtedy aż 160 tys. Amerykanek w wieku 50 lat i starszych (pod względem liczby uczestników były to największe badania poświęcone skuteczności preparatów multiwitaminowych, jakie kiedykolwiek przeprowadzono). Połowa uczestniczek regularnie łykała wspomagacze w tabletkach, druga połowa dostawała placebo. Po ośmiu latach okazało się, że te, które łykały witaminy i minerały, zapadały na nowotwory jajnika, płuc, piersi czy miały udar mózgu lub zawał serca równie często jak kobiety, które dostawały placebo.

Energia dla raka
W tym samym 2009 r. w prestiżowym tygodniku „Nature” przedstawiono wyniki jeszcze jednego badania poświęconego przeciwutleniaczom. Ono również pokazało, że lepiej, by źródłem składników odżywczych była naturalna żywność niż syntetyczne substancje w tabletkach. Zespół ekspertów pracujący pod kierunkiem dr Joan Brugge z Harvard Medical School w Bostonie dowiódł, że przeciwutleniacze zawarte w pigułkach działają niczym miecz obosieczny. Z jednej strony chronią przed wolnymi rodnikami, ale z drugiej – mogą sprzyjać nowotworom. Prawdopodobnie dostarczają komórkom rakowym solidną porcję energii, która je wzmacnia oraz ułatwia im wędrówkę po organizmie, zakotwiczanie się w innych miejscach i rozwój przerzutów. Naukowcy przypuszczają, że przeciwutleniacze wchodzą w interakcje z układem odpornościowym i zaburzają jego pracę.

Skoro zestaw przeciwutleniaczy może wyrządzić tyle złego, to może ozdrowieńcze efekty przyniesie podawanie pojedynczych witamin czy minerałów – zastanawiali się eksperci. Postanowili zatem sprawdzić, czy sama witamina E, nazywana witaminą młodości, rzeczywiście ochroni – jak powszechnie sądzono – przed rakiem. Jakież było ich zdziwienie, gdy się okazało, że nie dość, że nie zapobiega nowotworom, to, co gorsza, sprzyja ich powstawaniu. Szczególnie zwiększa ryzyko raka prostaty u mężczyzn w średnim wieku. Ochotnicy, którzy codziennie zażywali preparaty z witaminą E w dawkach, jakie zazwyczaj są dostępne w aptekach i sklepach ze zdrową żywnością, byli o 17 proc. bardziej narażeni na rozwój raka prostaty niż osoby, które niczego nie łykały. Badanie prowadzone było przez prawie 10 lat i objęło ponad 35 tys. zdrowych mężczyzn. Wyniki opublikowano w „Journal of the American Medical Association”.

Ostatnio obalono także mit witaminy A jako cudownego środka chroniącego przed rakiem płuc. Badanie przeprowadzone w Finlandii na bardzo dużej grupie ochotników (ponad 29 tys.) wykazało, że u większości osób nie zapobiega ona nowotworom.

Jeszcze gorzej mieli palacze. Ci, którzy zażywali witaminę A, chorowali na raka płuc częściej (różnica wyniosła 18 proc.) od tych, którzy jej nie łykali.

Skuteczne i bezpieczne miały być też zioła. Dziś okazuje się, że w reakcji z lekami wiele może być groźnych dla zdrowia. Beztroskie stosowanie ziółek razem z popularnymi lekami zmniejsza skuteczność leczenia i nasila działania uboczne. Na przykład wyciąg z dziurawca stosowany z lekami przeciwdepresyjnymi, między innymi prozakiem, wywołuje nadciśnienie, halucynacje, wysoką gorączkę, drżenie i skurcze mięśni, niepokój oraz bezsenność. Z kolei żeń-szeń może nasilać działania niepożądane zażywanych leków, takie jak senność, znużenie, zawroty głowy, zaburzenia koordynacji ruchowej, tycie. Wywołuje też bóle brzucha, nudności i wymioty.

– Dlatego pacjent, który codziennie zażywa leki przepisane przez lekarza, nie powinien bez konsultacji stosować ziół ani żadnych preparatów i suplementów diety – radzi dr Jarosław Woroń z Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie.

Groźne zioła
Szczególnie niebezpieczne może być zażywanie ziół przed operacją. Lekarze z uniwersytetu w Chicago na łamach „Journal of the American Medical Association” ostrzegali, że nawet usunięcie pęcherzyka żółciowego (jeden z najprostszych zabiegów chirurgicznych) może się zakończyć trudnym do opanowania krwawieniem. Przytoczyli historie kilku pacjentów, u których doszło do takich powikłań po zażywaniu miłorzębu japońskiego i żeń-szenia. Natomiast kozłek lekarski, który wchodzi w skład popularnych preparatów uspokajających, nasila działanie leków usypiających stosowanych podczas operacji.

Od tego czasu American Society of Anesthesiologists zaleca, by pacjenci odstawili wszelkie preparaty roślinne (także te, którym na razie nie poświęcono wnikliwych badań) przynajmniej na dwa, trzy tygodnie przed operacją. Tylko w ten sposób unikną wywoływanych przez nie komplikacji.

 

Sieci społecznościowe

Tagi