Tak mówi nauka, frajerzy!

To, że do badań nad zmianami klimatycznymi wykorzystuje się fizykę, nie znaczy jeszcze, że wszystkie wnioski są tak pewne, jak istnienie grawitacji.

„Grawitacja istnieje. Ziemia jest okrągła. Zmiany klimatyczne zachodzą” - taki wpis zamieściła na swoim koncie na Twitterze grupa Organizing for Action, popierająca ekologiczną politykę Baracka Obamy. Wpis został oznaczony tagiem TakMówiNauka. Gdyby zamiast tego napisano TakMówiPrezydent, nikt by tego nie kupił, ale odwoływanie się do autorytetu nauki przemawia do wielu. Ludzie nie ufają już rodzicom, księżom, politykom, jednak słowa naukowców są gotowi przyjmować na wiarę. Skoro oni mówią, że zmiany klimatyczne mają miejsce, to tak jest.

Poleganie na nauce w taki sposób, jak to sugerują Obama i jego poplecznicy, to absurd. Nie należy zapominać, jak bardzo zróżnicowane są nauki ścisłe, i jakie motywy przyświecają naukowcom, którzy potrafią przesadzać, gdy gra idzie o wiarygodność ich teorii.

Ludzie często mówią o nauce jak o jednolitym tworze, jakby istniała jakaś jedna metodologia, która sprawia, że wszystkie obserwacje naukowe są tak samo prawdopodobne. Tymczasem, weźmy fizykę cząsteczkową, biologię ewolucyjną czy ekonomię behawioralną. Każda z tych dziedzin zajmuje się zupełnie innymi zjawiskami, korzystając z innych metod i osiągając wyniki o różnym stopniu wiarygodności.

Fizykę ruchu średniej wielkości ciał przy prędkościach dalekich od prędkości światła testuje się i stosuje w technologii od tak dawna, że w jej rzetelność trudno wątpić. Każdy, kto przejeżdża samochodem przez starożytny most, ma powód, by ufać fizykom.

Ale modele, na których bazuje hipoteza, że człowiek wywołuje zmiany klimatu, nie mogą się pochwalić tym samym. Są nowe, a badanie klimatu wymaga dziesięcioleci. Zmiany w krótszych okresach to po prostu kaprysy pogody. Model, który prognozuje wzorce pogodowe na 50 lat do przodu, zostanie rzetelnie przetestowany dopiero, gdy minie te 50 lat.

Dlaczego zatem ktokolwiek miałby ufać modelom klimatycznym?

Jedna z popularnych odpowiedzi jest taka, że bazują one na tym, czego dotychczas dowiedzieliśmy się o fizyce. Niestety, teoria może się składać z samych sprawdzonych twierdzeń fizyki i nadal być błędna. Gdybym powiedział, że czas, przez jaki papierowy samolot utrzymuje się w powietrzu, to prosta funkcja grawitacji, to moja teoria opierałaby się na fizyce pewnej, jak istnienie ziemskiego przyciągania. A jednak nie byłaby prawdziwa, gdyż na lot wpływa wiele czynników innych, niż grawitacja.

Podobnie jest z modelami klimatycznymi. Twierdzenia fizyczne, na których bazują, mogą być niewystarczające do tego, aby wyjaśniać i/lub prognozować wzorce pogodowe.

Niektórych ludzi przekonują testy wsteczne, polegające na tym, że przy wykorzystaniu danych z, powiedzmy lat 60. XIX w. modele mogą „przewidzieć” dane klimatyczne np. z lat 20. XX w. Ale przy obecnych możliwościach komputerów, stworzenie modelu, który będzie pasował do wszystkich historycznych danych, to żaden problem. Odpowiednie dopasowanie informacji z przeszłości nie świadczy jeszcze o prognostycznej przydatności.

Generalnie, środowiska naukowe wyznają tezę, że człowiek powoduje zmiany klimatyczne. Należy jednak oddzielić naukowców zajmujących się klimatem od tych z innych dziedzin. Ci ostatni wcale nie są lepiej przygotowani do oceniania wartości modeli klimatycznych, niż „zwykli” zjadacze chleba. Ale dają wyraz solidarności z „braćmi w nauce”.

A ci, którzy zajmują się badaniem klimatu? Byłoby dziwne, gdyby nie wyolbrzymiali wiarygodności swoich teorii. Ostatecznie, są tylko ludźmi, więc mają naturalną skłonność do działania w taki sposób, który zapewnia im korzyści. A naukowcom zajmującym się klimatem przynosi korzyść to, że ludzie przeceniają wiarygodność ich modeli.

Pomińmy już kwestię finansowania badań. Który naukowiec nie chciałby uwierzyć, że dokonał przełomowego odkrycia? A jeszcze dochodzi fantazjowanie o ratowaniu świata.

Każe się nam wierzyć w to, że „zachodzą zmiany klimatyczne”, w oparciu o niesprawdzone modele, stworzone przez naukowców, którzy z oczywistych przyczyn mogą mieć skłonność do przecenienia własnych odkryć. A jeśli ktoś, mimo to, pozostaje sceptykiem, nazywa się go antynaukowym głupcem.

 

Zabawne.

Sieci społecznościowe

Tagi