Twój spożywczak próbuje cię zabić

Oto prawdziwy powód, dla którego w większości sklepów spożywczych sprzedawane są również leki. Nie chodzi o wygodę.
To integracja pionowa. Najpierw sprzedają ci truciznę, aby później sprzedać ci lekarstwo – oba w tym samym miejscu. 
Co gorsza, ich grupą docelową są osoby niezamożne.
Niedawne badanie, przeprowadzone przez Center for Disease Control (CDC), wykazało, że większość kuponów rabatowych, oferowanych przez sklepy spożywcze, dotyczy wysokokalorycznych produktów, takich jak czipsy, desery, dania gotowe i słodzone napoje. 
I nie mówimy tu o zniżkach od producentów, ale o promocjach internetowych i kartach lojalnościowych dystrybuowanych przez sieci detalistów. 
Badacze przyjrzeli się 1056 sklepowym kuponom rabatowym, oferowanym na okres miesiąca, w kwietniu. Okazało się, że 1/4 przecen obejmowała przekąski i słodycze, 14% dania gotowe, 12% napoje słodzone a 1/10 przyprawy, jak sosy czy majonezy. Ile zniżek dotyczyło zdrowej żywności?
Cóż, w sumie 4%. Podobnie jak w przypadku papierosów – chodzi o pieniądze. Niezdrowe jedzenie przynosi więcej zysków. Jest jednak szkodliwe dla zdrowia. Stąd w sklepach obecność „aptek”.
Ceny żywności idą w gorę, co dotyka szczególnie rodziny wielodzietne i osoby starające się oszczędzać. Najbardziej poszkodowani są jednak ubodzy, zmuszeni są do kupowania produktów objętych promocjami i zniżkami. 
Bony żywnościowe zapewniają jedynie 4,50 dol. na osobę dziennie. Chcąc wyżywić się za tą kwotę, jest się wręcz skazanym na przeceny. A to oznacza przestawienie się na bardziej rakotwórczą i cukrzycogenną dietę. 
Okazuje się również, że uboższe społeczności kolorowych mają mniejszy wybór sklepów, a więc i produktów. Jakość tych ostatnich często jest dużo niższa. 
Weźmy Albany w stanie Nowy Jork. 80% niebiałych mieszkańców tego miasta nie ma w swej okolicy dostępu do niskotłuszczowego mleka czy pełnoziarnistego chleba. 
Oczywiście, trudno tu winić tylko sklepy. Żyjemy w kraju, w którym lobby spożywcze wywalczyło sobie, kosztem naszego zdrowia, utrzymanie na niskim poziomie kosztów i jakości. Wystarczy spojrzeć, jak skutecznie broni się ono przed oznaczeniem produktów GMO.
Potężny Związek Producentów Żywności, reprezentujący 300 firm, w tym sieci spożywczych detalistów, zagroził, że zaleje członków parlamentu pozwami sądowymi, jeśli będą próbować przepchnąć prawo o oznaczaniu produktów GMO. Ta sama organizacja chce teraz, by na etykietach tych wyrobów można było legalnie umieszczać opis „naturalny”. 
Co możemy zrobić?
Rzecz jasna, najlepszym rozwiązaniem byłoby hodowanie i uprawianie własnej żywności. Można też, kosztem większych wydatków i mniejszej wygody, unikać GMO, kupując organiczne produkty wytwarzane lokalnie, opatrzone certyfikatem. Łatwiej jest oczywiście unikać takiej żywności, jak napoje gazowane.
Kontrolujmy również skład. Choć może to być trudne, ze względu na „zalecane dzienne spożycie” i inne sztuczki stosowane przez producentów. Starajmy się unikać składników, których nazw nie potrafimy wymówić. 
Istnieje również bardziej perspektywiczna metoda. Wiedząc, że firmy spożywcze do spółki z rządem dążą do instytucjonalizacji chorób, możemy zacząć inwestować w przedsiębiorstwa farmaceutyczne. 
Niektóre firmy chcą walczyć z rakiem, zamiast go szerzyć. Pomagając im, możemy jednocześnie zarobić. 
Przynajmniej mniej będzie nas wtedy bolał rachunek za zakupy w sklepie ze zdrową żywnością.

 

Na podst. Your Grocery Store Is Trying to Kill You, Jason Simpkins, Outsider Club

Sieci społecznościowe

Tagi