Twoja alokacja aktywów jest zła (i wszystkich innych też)

Uważa się, że ustalenie, jak podzielić aktywa w portfelu, to jedna z najważniejszych decyzji inwestora. Badania pokazują, że z alokacją aktywów można powiązać ok. 90% długoterminowych zwrotów z inwestycji.

Patrząc z lotu ptaka, alokacja aktywów jest prosta. Dotyczy tego, jaką część portfela ulokuje się w akcjach, a jaką – w bardziej konserwatywnych inwestycjach, jak gotówka, certyfikaty depozytowe czy obligacje. Zwyczajowa reguła mówi: 100 (albo 110 czy 120) minus twój wiek i otrzymujesz wielkość odsetka, jaki stanowić powinny akcje itd. Osobiście uważam, że ta początkowa decyzja, dotycząca alokacji, powinna być rezultatem długoterminowego planowania finansowego i indywidualnej analizy tego, jakie dana osoba potrzebuje podjąć ryzyko, jakie jest podjąć zdolna i jakiego ryzyka pragnie.

Ale poza tym początkowym wykresem podziału portfela są już schody. Po pierwsze, inwestorzy muszą zdecydować, jak definiują klasy aktywów (czy to zasoby naturalne, czy sektor? Co z technologią?), a potem postanowić, które klasy należy włączyć do portfela. I wreszcie - jak duża ma być ekspozycja na posiadane klasy aktywów?
Dla zabawy, spróbujcie odpowiedzieć na te trzy pytania, w odniesieniu do poniższej listy:

  • amerykańskie akcje
  • wzrost i wartość
  • średnie spółki
  • małe spółki
  • zagraniczne
  • małe, zagraniczne spółki
  • rynki wschodzące
  • rynki pogranicza
  • nieruchomości
  • surowce/bogactwa naturalne
  • technologia
  • inwestycje alternatywne, by uwzględnić:
  • rotację sektorową
  • alokację taktyczną
  • opcje terminowe jako element szerszej strategii
  • długo/krótko
  • fundusze hedgingowe
  • private equity
  • spółki z limitowanym akcjonariatem i trusty inwestycyjne

A to jest tylko akcyjna część portfela. Nawet nie będę wchodzić w bezlik opcji, jakie mają inwestujący w obligacje.
Jeszcze i to: jest wiele dowodów, że pewne przeważenie (w porównaniu do portfela rynkowego) spółkami o małej kapitalizacji i strategiami nastawionymi na wartość zwiększa długoterminowe stopy zwrotu (chociaż takie alokacje zwiększają też ryzyko). I mamy terabajty danych historycznych do wykorzystania, gdy szukamy wskazówek na przyszłość. Choć, jeśli nawet, to dalej nie będziemy wiedzieć, co i kiedy się wydarzy.
Jest mnóstwo profesjonalnych doradców oraz programów obiecujących „optymalizację" i idealną alokację portfeli. Robią to, używając 1. historycznych danych na temat tego, jak klasy aktywów zachowywały się w przeszłości lub 2. prognozując (czytaj: wróżąc), jak te klasy będą się zachowywać w przyszłości. Aby zrobić to prawidłowo, muszą mieć precyzyjne informacje odnoszące się do przyszłych zwrotów, zmienności (ryzyka) i korelacji pomiędzy wszystkimi uwzględnionymi klasami aktywów.
Czy wyczuwacie, co jest nie tak z tym podejściem? Przyszłość z całą pewnością będzie inna od przeszłości i niemożliwe jest, by jakaś osoba czy firma przewidziała dokładnie, co się szykuje.
O wiele ważniejsze jest, by inwestorzy opracowywali długoterminową politykę inwestycyjną i się jej trzymali, zamiast dzielić włos na czworo i zastanawiać się, czy 10% albo 15% alokacja w małe spółki czy też 20% lub 30% alokacja w firmy zagraniczne okaże się w przyszłości „najlepsza". Nie sposób przewidzieć, która dokładnie alokacja zapewni najlepsze zwroty skorygowane o ryzyko w tym roku czy w następnej dekadzie. Ale zawsze możemy coś powiedzieć o własnym zachowaniu. Opieranie swoich decyzji w sprawie alokacji na tym, że „nie pracuje" w tym roku, będzie was kosztować znacznie więcej, niż to, co kiedykolwiek zdołacie uzyskać, dodając tu i tam po 2%.

 

Na podst. Your asset allocation is wrong (and so is everyone else's. ), James Osborne, CFP

Sieci społecznościowe

Tagi