USA: „Luka kwalifikacyjna”, wskazywana przez pracodawców, nie znajduje potwierdzenia w danych o płacach

Pytani, dlaczego od czasu najgłębszej recesji zatrudnili jedynie 646 tys. pracowników, szefowie amerykańskich firm produkcyjnych powtarzają, że istnieje przepaść między ich zapotrzebowaniem, a kwalifikacjami dostępnej siły roboczej.

Badanie, przeprowadzone w maju przez Krajowe Stowarzyszenie Wytwórców (NAM), wykazało, że 80% menedżerów skarży się na niedobór tzw. talentów. „Każda firma, z którą rozmawiamy, twierdzi, że trudno jest znaleźć ludzi na stanowiska [wymagające kwalifikacji]” – mówi Gardner Carrick z NAM.

Teza o „luce kwalifikacyjnej” nie znajduje jednak odzwierciedlenia w płacach. Według Heidi Shierholz z Instytutu Polityki Gospodarczej, „jeśli brakuje pracowników danego typu, ich płace powinny rosnąć w miarę, jak pracodawcy podbijają cenę”. Tymczasem, „liczba bezrobotnych przewyższa możliwości zatrudnienia w każdym sektorze”. W przypadku pracowników przemysłu wytwórczego, stawka za godzinę wzrosła do maja zeszłego roku zaledwie o 1,5%, z trudem rekompensując inflację. Nic więc nie wskazuje, by pracodawcy walczyli o talenty.

Większość ekonomistów zgadza się, że w niektórych regionach, sektorach gospodarki i specjalnościach faktycznie brakuje wykwalifikowanych pracowników. Np. spawacze i elektrycy starzeją się i powoli wypadają z rynku pracy. Jednak dowody na to, że mamy do czynienia z szeroko zakrojonym zjawiskiem, są marne. W raporcie Boston Consulting Group z 2012 r. czytamy, że brakuje 80 tys. - 100 tys. pracowników, co stanowi mniej niż 1% całej siły roboczej w przemyśle wytwórczym i niecałe 8% pracowników wykwalifikowanych. Z kolei badanie przeprowadzone przez Paula Ostermana i Andrew Weavera z MIT wykazało, że 2/3 firm produkcyjnych deklaruje brak wolnych miejsc pracy. Tylko 16% twierdzi, że niedobór  wykwalifikowanej siły roboczej stoi na drodze do poprawy ich wyników finansowych .

Być może przyczyną tej zagadkowej sytuacji jest fakt, że praca w przemyśle wytwórczym coraz bardziej wymaga obeznania z zaawansowaną techniką. Mniej istotne stają się prace manualne, a większego znaczenia nabiera konfigurowanie skomplikowanych automatów. Jednocześnie, USA pozostają w tyle za takimi państwami, jak Niemcy, Japonia czy Korea, jeśli chodzi o wyniki uczniów oraz dostęp do praktyk i szkoleń.

Krytycy twierdzą, że firmy produkcyjne, które przez ostatnie 25 lat likwidowały miejsca pracy i szkolenia, korzystały z usług pracowników sezonowych i przenosiły fabryki za granicę, nie powinny teraz narzekać na brak wykwalifikowanej siły roboczej. Według historyczki Toni Gilpin, przemysł chce mieć „świetnie wyszkolonych pracowników po obniżonej cenie i woli poczekać, aż się tacy znajdą, niż przejąć jakiekolwiek koszty szkolenia”. Firmy chętnie przerzucają te ostanie na pracowników i podatników, zawierając umowy ze szkołami i rządem. Większość stanów się w to włącza, ponieważ walczą o zapewnienie miejsc pracy.

Brad Markell z centrali związkowej AFL-CIO otwarcie zaprzecza tezie o „luce kwalifikacyjnej”: „Dopóki nie dowiemy się, na czym stoimy (…), w oparciu o dane, a nie anegdoty na temat kwalifikacji [siły roboczej] w przemyśle wytwórczym, dopóty trudno będzie rozmawiać o właściwych rozwiązaniach systemowych”.


 

Sieci społecznościowe

Tagi