Uwierz w cuda

Lekarz starał się przekazać rodzinie złe wiadomości tak delikatnie, jak było to możliwe.

– Wiedzą państwo, jak to jest, kiedy jako dziecko marzymy o kucyku, modlimy się o niego i cierpliwie czekamy, ale nigdy go nie dostajemy? To właśnie tego rodzaju sytuacja. Czasem nie dostajemy kucyka.

Ten lekarz starał się powiedzieć rodzicom Chrisa Wooda, że jego sytuacja jest beznadziejna i nie pomogą nawet modlitwy.

W czerwcu 1989 roku Chris miał 21 lat i służył w marynarce wojennej w San Diego. Wracając po zakrapianym popołudniu spędzonym na meczu drużyny Padres, wypadł z pikapa, kiedy kierowca zmieniał pas.

Chris wylądował na czteropasmowej autostradzie, wprost pod nadjeżdżającym samochodem. Odrzucony na inny pas, wpadł pod kolejne auto. Szczęśliwie dla niego była to karetka. Chris miał złamaną miednicę, szczękę, łokieć i kolano. Odniósł poważne obrażenia głowy i miał ślady opon na plecach.

Przez następne trzy miesiące lekarze nie mieli żadnych dobrych wiadomości dla bliskich Chrisa: „Nie przeżyje…”. „Zamieni się w warzywo…”. „Nigdy nie będzie chodził…”. „Nigdy nie będzie prowadził normalnego życia”.

Rodzina Chrisa zorganizowała w Akron łańcuch modlitwy. Pewnej nocy jego siostrę coś nagle wyrwało ze snu. Twierdziła, że Bóg wyszeptał jej te słowa: „On nie umrze, będzie żył i sławił łaskę Pana”.

Od tej chwili stały się one rodzinną mantrą. Dzięki nim Chris przetrwał trzydzieści dwie operacje, trzymiesięczną śpiączkę i wieloletnią terapię w Szpitalu Weteranów w Cleveland, gdzie przychodzi na rehabilitację. W wieku 29 lat Chris wciąż ma te same błękitne oczy i jasne włosy, ale cała reszta się zmieniła.

Mówi bełkotliwie, jakby był po alkoholu. Rurka intubacyjna uszkodziła mu struny głosowe, a urazy głowy spowolniły myślenie. Jego twarz jest wykrzywiona, bo szczęka nie zrosła się prawidłowo. Lewą rękę, która wisi bezwładnie u jego boku, przecina czerwona blizna. Musi się skoncentrować, żeby rozewrzeć dłoń.

Chris to chodzący sklep z narzędziami. Ma śrubę w łokciu, szynę na nodze, stabilizator na kolanie i metalową płytkę w głowie. Jego mózg nie pracuje już tak jak wcześniej. Dawniej był świetny z matematyki, teraz z trudem radzi sobie z prostymi zadaniami. Kiedy sześć lat temu zapisał się na Kent State University, zbierał kiepskie oceny albo nie zaliczał najłatwiejszych zajęć. Jeden z rehabilitantów namawiał go, żeby zrezygnował ze studiów.

Chris zastanawiał się nad tym.

– Mój rozum przekonywał mnie: „Marnujesz czas!” – tłumaczył mi.

Ale zamiast go słuchać, przywoływał z pamięci ulubiony cytat z Pisma Świętego z Księgi Przysłów, rozdział 23, wers 7: „Co człowiek myśli w swoim sercu – tym jest”.

– To znaczy, że staniesz się tym, w co wierzysz. Możesz widzieć się na drugim miejscu i czuć się przegrany, albo na pierwszym i czuć się zwycięzcą. I właśnie nim będziesz – powiedział.

Chris uważa, że swoje osiągnięcia zawdzięcza matce. Linda prowadziła go przez życie, używając Biblii jako przewodnika.

Dziś Chris jest zatrudniony w trzech miejscach: jako stażysta w Edwin Shaw Hospital, gdzie

pracuje z pacjentami po urazach głowy, jako grafik komputerowy w kościele Living Water

Fellowship Church w Akron i jako bileter na stadionie drużyny baseballowej Akron Aeros.

Trzy razy podchodził do egzaminu na prawo jazdy, aż w końcu go zdał. Rehabilitacja zajęła mu sześć lat, ale odstawił wózek inwalidzki i teraz porusza się z pomocą balkonika.

Chris wciąż z trudem dobiera słowa, składając zdania. Robi przerwy i mruży oczy, usiłując zmusić swój mózg do pracy. A on pracuje całkiem dobrze. Podczas uroczystego rozdania dyplomów Chris Wood wygłosił przemówienie z okazji ukończenia studiów, nie mówiąc ani słowa. Po prostu przeszedł przez scenę i odebrał dyplom magistra psychologii. Dostał owacje na stojąco.

Nie był tam najmądrzejszy.

Nie był tam najbardziej utalentowany.

Liczyło się to, że tam był.

Jego matka nie dożyła tej chwili. Rok wcześniej, w czerwcu, zmarła na atak serca. Ale żyła dość długo, żeby wiedzieć, iż lekarz, który stwierdził, że w ich sytuacji nawet modlitwa nie pomoże, nie miał racji.

Ów lekarz dostał kiedyś pocztówkę od ojca Chrisa z informacją, jak sobie radzi.

Były na niej tylko dwa słowa: „Dostaliśmy kucyka”.

 

Źródło: Brett Regina, God Never Blinks. 50 Lessons for Life’s Little Detours,Wydawnictwo Insignis

Sieci społecznościowe

Tagi