UWIKŁANIE W KULTURĘ Anthony de Mello

Są takie słowa, które nie odnoszą się do niczego. Na przykład: "Jestem Hindusem".
Przypuśćmy, że jestem jeńcem wojennym w Pakistanie i mówią mi:
– Zamierzamy cię dzisiaj zabrać za granicę, abyś mógł rzucić okiem na swój kraj.
Przewożą mnie więc za granicę, patrzę poprzez nią i myślę: "Och, mój kraj, mój piękny
kraj. Widzę wioski, drzewa i wzgórza. To mój rodzinny kraj". Po chwili jednak jeden ze
strażników mówi:
– Przepraszam, ale pomyliliśmy się. Musimy pojechać jeszcze z dziesięć mil.
Czego dotyczyła moja reakcja? Niczego. Miałem w umyśle słowo "Indie". Ale drzewa to
nie Indie. Drzewa to drzewa. W rzeczywistości nie istnieją granice pomiędzy krajami. To
ludzki umysł je stworzył. Zazwyczaj należący do głupich, ograniczonych polityków. Kiedyś
mój kraj był jednym krajem, teraz są już z niego cztery. Gdybyśmy byli mniej czujni, byłoby
ich sześć. Mielibyśmy wówczas sześć flag, sześć armii. Dlatego jeszcze nikt nie złapał mnie
na tym, bym oddawał honory fladze. Wszystkie flagi narodowe napawają mnie odrazą, gdyż
są fałszywymi bogami. Komu mam oddawać honor? Mogę oddać honor ludzkości, ale nie
fladze otoczonej armią.
Flagi istnieją jedynie w głowach ludzi. W każdym razie słownik nasz zawiera tysiące słów,
które nie mają żadnego odniesienia do rzeczywistości. Ale wyzwalają w nas wielkie emocje!
Zaczynamy więc widzieć coś, czego nie ma. Naprawdę widzimy indyjskie góry, podczas gdy
ich nie ma i naprawdę widzimy Hindusów, którzy nie istnieją. Istnieją jedynie wasze
amerykańskie uwarunkowania. Ale to nie jest coś specjalnie godnego podziwu. W krajach
Trzeciego Świata wiele się dziś mówi o "inkulturacji". Czym jest to, co zwiemy "kulturą"?
Nie jestem tym słowem zachwycony. Czy oznacza ono, że masz chęć zrobić coś, ponieważ
uwarunkowano ciebie tak, abyś to zrobił? Że chciałbyś czuć coś, ponieważ tak cię
uwarunkowano? Czy oznacza to mechanicznie podejmowane reakcje? Wyobraźmy sobie
amerykańskie dziecko zaadoptowane przez rosyjską parę i wychowywane w Rosji. Nie ma
pojęcia, że urodziło się w Ameryce. Wychowywane jest w kulturze rosyjskiej i umiera dla
Matki Rosji. Nienawidzi Amerykanów. Dziecko to zostaje wpisane w określoną kulturę,
nasycone literaturą. Patrzy na świat oczyma nabytej kultury. Możesz nawet powiedzieć, że
nosi swą kulturę ze sobą, tak jak ubranie. Kobieta hinduska nosi sari, amerykańska coś
innego. Japonka nosiłaby kimono. Nikt nie identyfikuje się z ubiorem. A wy chcecie nosić
swą kulturę z większym zaangażowaniem niż ubranie. Szczycicie się swą kulturą. Uczy się
was, że macie być z niej dumni. Pozwólcie mi wyrazić to najdosadniej, jak umiem. Mam
przyjaciela, jezuitę, który powiedział mi kiedyś: "Zawsze gdy widzę żebraka lub biedaka, nie
mogę nie dać mu jałmużny. Nauczyła mnie tego matka." Jego matka częstowała posiłkiem
każdego biednego, który stanął na jej drodze. Powiedziałem mu: "Joe, to co robisz, to nie
cnota. To jest jedynie przymus, całkiem miły z punktu widzenia żebraka, niemniej jednak
przymus." Przypominam sobie też innego jezuitę, który zwierzył się na spotkaniu swego
zgromadzenia w Bombaju: "Mam osiemdziesiąt lat, jestem jezuitą od lat sześćdziesięciu
pięciu. Ani razu nie zaniedbałem swej godzinnej medytacji, ani razu." Może to być bardzo
chwalebne, ale też może to być jedynie przymus. Nie ma nic wspaniałego w tym, że
pozostajemy jedynie mechanizmem. Piękno czynu nie polega na tym, że stał się on
nawykiem, ale na jego wrażliwości, świadomości, jasności spostrzegania i celowości reakcji.
Mogę powiedzieć "tak" jednemu żebrakowi, a innemu "nie". Nie jestem zniewolony przez
żadne uwarunkowania ani zaprogramowanie ze strony dotychczasowych doświadczeń lub
mojej kultury. Nikt niczego mi nie wdrukował, a jeśli nawet – nie może to być podstawa
moich reakcji. Jeśli ktoś miał złe doświadczenie z Amerykanami, albo pogryzł go pies, albo
zatruł się jakimś pokarmem, to do końca życia te zdarzenia mają wywierać na niego wpływ? I
to jest złe! Trzeba się od tego uwolnić. Nie dźwigajcie brzemienia wszystkich swych
przeszłych doświadczeń. Nauczcie się, co to znaczy w pełni czegoś doświadczać, następnie
zostawcie to i przejdźcie do następnej chwili nie skażonej chwilą poprzednią. Będziecie
podróżować z bagażem tak lekkim, że zdołacie przejść przez ucho igielne. Poznacie, czym
jest życie wieczne, ponieważ życie wieczne jest teraz, w bezczasowym "teraz". Tylko tak
osiągniecie życie wieczne. A ileż to rzeczy dźwigamy! Nigdy nie przystępujmy do zadania
polegającego na uwolnieniu siebie bez porzucenia tego bagażu. Wówczas będziecie sobą.
Przykro to stwierdzić, gdziekolwiek jestem, spotykam mahometan, którzy posługują się swą
religią, modłami, Koranem, aby uniemożliwić sobie spełnienie tego zadania. To samo dotyczy
Hindusów i chrześcijan.
Czy potraficie sobie wyobrazić człowieka, który nie znajduje się już dłużej pod wpływem
słów? Można zarzucić go dowolną ilością słów, a on nadal będzie traktować cię tak, jak na to
zasłużyłeś. Możesz mu powiedzieć: Jestem kardynałem, arcybiskupem takim a takim – a on
nadal będzie cię traktować jak zwyczajnego człowieka, będzie cię widzieć takim, jakim jesteś.
Jego patrzenie na świat nie jest skażone etykietkami.

Sieci społecznościowe

Tagi