W OBJĘCIACH WSPOMNIEŃ Anthony de Mello

Mamy tu następny problem, kolejny temat. Wiąże się on bardzo ściśle z tym, co mówiłem
już wcześniej na temat konieczności uświadomienia sobie tego wszystkiego, co dorzucamy do
rzeczywistości. Zróbmy zatem ten następny krok.
Pewien jezuita opowiadał mi kiedyś, jak to przed laty przemawiał do mieszkańców
Nowego Jorku – w czasie, gdy Portorykańczycy nie byli tam, z jakichś powodów, zbyt
popularni. Stawiano im rozmaite zarzuty. Na to ów jezuita powiedział:
– Pozwólcie, że wam przeczytam rożne opinie, które ludzie z Nowego Jorku wypowiadają
o poszczególnych grupach etnicznych.
To, co im faktycznie przeczytał, dotyczyło Irlandczyków, Niemców i innych imigrantów.
Ale były to opinie sprzed wielu lat! Ujął rzecz bardzo dobrze, mówiąc:
– Ludzie ci nie niosą ze sobą przestępczości, stają się przestępcami tutaj, w określonych
sytuacjach. Musimy ich zrozumieć. Jeśli chcecie uzdrowić tę sytuacje, nie ma sensu
podejmować działań, u podstaw których leżą przesądy. Powinniście rozumieć, a nie potępiać.
I to jest sprytny sposób na przeprowadzanie zmian wewnątrz siebie. Nie przez potępienie, nie
przez obrzucanie samego siebie wyzwiskami, ale przez zrozumienie tego, co się dzieje. Nie
przez uznanie siebie za starego, brudnego grzesznika. Nie, nie, raz jeszcze nie!
Aby uzyskać świadomość, musisz zobaczyć, a nie zobaczysz, jeśli jesteś uprzedzony.
Prawie na wszystko i na wszystkich patrzymy poprzez okulary uprzedzeń. Już to samo w
zasadzie wystarczy, aby zniechęcić każdego. Jest z tym tak, jak ze spotkaniem dawno
utraconego przyjaciela.
– Cześć, Tom – mówię – fajnie, że cię widzę. – I obejmuję go serdecznie.
Kogo obejmuję? Toma czy swoje wspomnienia o nim? Żyjącego człowieka czy ciało?
Zakładam, że nadal jest tym atrakcyjnym facetem, za którego go uważałem. Zakładam, że
nadal odpowiada moim wyobrażeniom o nim, moim wspomnieniom i skojarzeniom. A więc
obejmuję go. Po pięciu minutach stwierdzam, że zmienił się i tracę zainteresowanie jego
osobą. Obejmowałem tym serdecznym gestem niewłaściwą osobę.
Jeśli chcecie wiedzieć, jak bardzo to jest prawdziwe, posłuchajcie. Pewna siostra zakonna
z Indii udaje się na rekolekcje. W zakonie wszyscy mówią:
– Wiemy, że to część jej charyzmatu, zawsze bierze udział w rekolekcjach, ale nigdy się
nie zmieni.
Zdarzyło się jednak, że siostra zmieniła się pod wpływem udziału w jakiejś grupie
terapeutycznej lub pod wpływem czegoś innego. Zmieniła się i wszyscy tę różnice
dostrzegają. Mówią:
– Och, chyba naprawdę zajrzałaś w głąb siebie.
To prawda. Tę zmianę widać w jej zachowaniu, w jej ciele, na twarzy. Jeśli dokonuje się
istotna wewnętrzna przemiana, zawsze jest widoczna. Odbija się na twarzy, w oczach, na
całym ciele. Dobrze, siostra wraca do zakonu, a ponieważ wszyscy tam mają pewien jej
wizerunek, nadal patrzą na nią przez pryzmat wcześniejszego nastawienia. Są jedynymi
osobami, które nie widzą żadnych zmian. Mówią:
– No tak, wydaje się nieco żwawsza, ale poczekajcie, znowu ulegnie depresji.
I po kilku tygodniach siostra rzeczywiście wpada w depresję. Spełnia ich nastawienie.
A one wszystkie mówią:
– Widzicie, jest tak jak mówiłyśmy, nie zmieniła się wcale.
Tragedia polega na tym, że ona jednak się zmieniła, natomiast siostry tego nie dostrzegły.
Percepcja może mieć bardzo niszczące konsekwencje w miłości i stosunkach międzyludzkich.
Jakiekolwiek by te stosunki nie były, wymagają one spełnienia dwóch warunków:
obiektywnej percepcji (oczywiście na tyle, na ile jesteśmy do niej zdolni – wiele osób
kwestionowałoby możliwość pełnej, obiektywnej percepcji; sądzę jednak, iż wszyscy zgodzą
się co do tego, że jest rzeczą pożądaną dążenie do obiektywizmu postrzegania) i adekwatności
reakcji. Adekwatna reakcja jest znacznie bardziej prawdopodobna w sytuacji właściwej
percepcji. Jeśli spostrzeganie ulega zaburzeniu, najprawdopodobniej nie zareagujesz
właściwie. Jak możesz kochać kogoś, kogo nawet nie widzisz? Czy naprawdę widzisz osobę,
do której jesteś przywiązany? Czy naprawdę widzisz osobę, której się obawiasz, której z tego
powodu nie lubisz? Nigdy nie widzimy tego, czego się boimy!
– Bojaźń przed Panem jest początkiem mądrości – mówią mi czasami ludzie.
Poczekajcie chwilę. Mam nadzieję, że wiedzą, co mówią, bo zawsze mamy w nienawiści
to, czego się boimy. Zawsze chcemy zniszczyć i pozbyć się, uniknąć tego, czego się boimy.
Nie lubisz osób, których się boisz. I nie widzisz tej osoby, bo emocje stają na przeszkodzie.
Ta sama prawda odnosi się do sytuacji, kiedy ktoś cię pociąga. Kiedy wchodzi w grę
prawdziwa miłość, nie czujesz już antypatii wobec ludzi w zwykłym znaczeniu tego słowa.
Widzisz ich takimi, jakimi są i reagujesz na nich adekwatne. Ale na tym poziomie twoje
sympatie, antypatie, preferencje nadal wchodzą ci w drogę. Musisz więc być świadom swych
sympatii i antypatii, swych upodobań. Wszystko to jest w tobie, wszystko jest skutkiem
uwarunkowań, w jakich się znajdujesz. Jak to się dzieje, że lubisz rzeczy, których ja nie
lubię? Ponieważ twoja kultura jest inna niż moja. Twoje wychowanie było inne niż moje.
Gdybym poczęstował cię którymś z moich przysmaków, odwróciłbyś się z niesmakiem.
W pewnym regionie Indii mieszkają ludzie, którzy uwielbiają spożywanie psiego mięsa.
Gdybyście się dowiedzieli, że właśnie podano wam do zjedzenia stek z psa, na pewno by was
zemdliło. Dlaczego? Inaczej was uwarunkowano, inaczej zaprogramowano. Hindusów
zemdliłoby na samą wiadomość, że właśnie zjedli befsztyk, który tak bardzo uwielbiają
Amerykanie. Pytacie: "Dlaczego nie chcą jeść befsztyków?" – Z tego samego powodu, dla
którego wy nie jecie mięsa z rodzimego psa. Powód jest ten sam. Krowa dla hinduskiego
wieśniaka jest tym samym, czym pies dla was. Nie chce jeść jej mięsa. Istnieją kulturowe
nastawienia, które chronią te zwierzęta, tak bardzo przydatne w gospodarstwie itd.
Dlaczego więc tak naprawdę zakochuję się w jakiejś osobie? Dlaczego zakochuję się w
pewnym typie osób, a w innym nie? Ponieważ jestem uwarunkowany. Mam w umyśle pewne
nieuświadomione wyobrażenie powodujące, że określony typ osób pociąga mnie bardziej.
Kiedy więc spotykam taką osobę, zakochuję się w niej bez pamięci. Ale czy tak naprawdę
ujrzałem tę osobę? Nie! Zobaczę ja dopiero wtedy, gdy się z nią ożenię. Dopiero wówczas
przyjdzie przebudzenie! A wtedy dopiero... powinna się zacząć miłość. Ale zakochanie nie
ma nic wspólnego z miłością. To nie jest miłość, ale pożądanie, palące pożądanie. Całym
sercem pragniesz, aby ukochana istota powiedziała ci, że jesteś dla niej atrakcyjny. Jest to dla
ciebie doznanie niezwykle. A w międzyczasie wszyscy dookoła mówią: "Co on u diabla w
niej widzi?" Ale to jest jego uwarunkowanie: on po prostu nie widzi. Mówi się, że miłość jest
ślepa. Wierzcie mi, to zupełne kłamstwo – nie ma niczego bardziej widzącego niż prawdziwa
miłość. Niczego. Jest ona czymś najwyraźniej widzącym pod słońcem. Poświęcenie jest ślepe,
przywiązanie jest ślepe, pożądanie jest ślepe – ale nie prawdziwa miłość. Nie popełnij błędu i
nie nazywaj tych uczuć miłością. Ale oczywiście w większości współczesnych języków
słowo to zostało sprofanowane. Ludzie mówią o uprawianiu miłości, o zakochaniu się.
Postępują jak ten mały chłopczyk, który bawiąc się z dziewczynką pyta ją:
– Czy byłaś kiedyś zakochana?
A ona odpowiada:
– Nie. Ja tylko lubiłam.
Przede wszystkim potrzebna jest nam jasność widzenia. Jedna przyczyna nieadekwatnego
postrzegania ludzi jest ewidentna. Winne są temu emocje, nasze uwarunkowania, nasze
sympatie i antypatie. Musimy z tym walczyć. Ale musimy walczyć z czymś jeszcze bardziej
podstawowym – z naszymi ideami, przekonaniami, pojęciami. Wierzcie lub nie, ale każde
pojęcie, które miało dopomóc nam w zacieśnieniu kontaktu z rzeczywistością, staje się w
końcu barierą w tym kontakcie, gdyż wcześniej lub później zapominamy, że słowa nie są tym
samym, co nazywają. Pojęcia nie są tożsame z rzeczywistością. Różnią się od siebie, i to
bardzo. Dlatego właśnie powiedziałem wam wcześniej, że ostateczną przeszkodą w
odnalezieniu Boga jest samo słowo "Bóg" i nasze pojęcie Boga. Może ono znacząco
zaszkodzić, jeśli nie zachowamy ostrożności w posługiwaniu się nim. W założeniu słowo to
miało być pomocne – i być może jest – ale może też stać się przeszkodą.

Sieci społecznościowe

Tagi