Większość inwestorów nie ma pojęcia, co robi

Przez większość swej kariery popierałem inwestorów indywidualnych. Cieszył mnie rozwój inwestycji internetowych w latach 90. Miałem nadzieję, że zdemokratyzują one rynek i przełamią monopol Wall Street. Przez ostatnie 15 lat wielu inteligentnych, zdyscyplinowanych inwestorów zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ale odkąd pękła bańka nieruchomościowa i wybuchł kryzys finansowy, zacząłem mieć wątpliwości.

Widziałem, jak ludzie popełniają na nowo te same błędy: uganiają się za „gorącymi” spółkami, kupują potrójnie lewarowane ETF-y, często handlują itd. Zacząłem się zastanawiać, czy inwestorzy indywidualni w ogóle wiedzą, co robią.

Teraz sprawą tą zajęła się poważna firma badawcza, DALBAR. Z jej raportu, „Ilościowa analiza zachowań inwestorów”, wynika, że jest gorzej, niż myślałem: inwestorzy indywidualni nie wiedzą, co robią i najwyraźniej nie są w stanie się poprawić.

W raporcie znajdziemy znajome dane, że mają wyniki gorsze od średniej z giełdy, gdyż z nędznym skutkiem próbują wyczuwać rynek. DALBAR, która prześledziła wieloletnie statystyki, zwraca uwagę na tępotę inwestorów i nieudolność branży usług finansowych, jeśli chodzi o zmienianie ich dysfunkcyjnych zachowań.:

„Po dziesięcioleciach analiz zachowania inwestorów w dobrych i złych czasach, i pomimo niebywałego wysiłku ekspertów, starających się ich wyedukować, nadal bardzo powszechne są działania sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem”.

Dane DALBAR sięgają 1984 r. i obejmują, m.in., krach z 1987 r., bańkę internetową i kryzys finansowy. To świetne laboratorium do badania zachowań inwestorów w zupełnie odmiennych warunkach. Poniższa tabela pokazuje rozziew między tym, ile mogliby oni zarobić, gdyby nie wycofywali się z inwestycji, a tym, ile faktycznie zyskali.

Nawet w tak świetnych latach, jak rok 2013, zostawali w tyle, bo rzucali się na fundusze już po tym, jak te odnotowały wielki zysk, zaś sprzedawali przy dużych stratach. Kupowali drogo, sprzedawali tanio.

DALBAR wini za to firmy z branży usług finansowych, które używają przestarzałego, niezrozumiałego żargonu. Stosują terminy „beta” czy „odchylenie standardowe”, a tymczasem, wielu nie rozumie nawet, co to znaczy „kup i trzymaj”.

Szkodliwy jest także nacisk na „pokonywanie rynku”. Osiągnięciem byłoby już dobicie do średniej.

Louis Harvey, prezes DALBAR, zauważa: „Istnieją dwie podstawowe koncepcje inwestycyjne, które zrozumie pierwszy lepszy człowiek: ochrona kapitału i okazja. Czy stracę pieniądze i ile mogę zarobić”. Zdaniem Harveya, w utrzymaniu dyscypliny pomogłoby inwestorom wyznaczanie jasnych, długoterminowych celów i mierzenie wyników w odniesieniu do nich, a nie benchmarków.

To dobry początek, ale trudno przekonać ludzi, żeby trwali na swoich pozycjach, gdy rynek tonie, bo wtedy są spanikowani. Dlatego, dla niektórych dobrym rozwiązaniem są tanie, w dużym stopniu zautomatyzowane fundusze emerytalne z datą docelową.

Z badania DALBAR płyną 3 otrzeźwiające wnioski:

Przez ostatnie 30 lat prosiliśmy ludzi, by inwestowali w swoją emeryturę, w miarę jak pracodawcy stopniowo wycofywały się z planów emerytalnych ze zdefiniowanymi świadczeniami. Niektórym się to udało, ale ogromnej większości nie i raport pokazuje, dlaczego: po prostu są kiepscy w inwestowaniu i nie uczą się na własnych błędach.

Nowoczesne teoria portfelowa opiera się na założeniu, że inwestorzy działają racjonalnie i starają się maksymalizować swoje zwroty. Niestety, dane z 30 lat dowodzą, że tak nie jest. Akademicy też powinni zrewidować swoje założenia.

Rezygnacja z żargonu to tylko pierwszy krok na długiej drodze.

 

Na podst. Most investors have no idea what they’re doing, Howard Gold, Market Watch

 

Sieci społecznościowe

Tagi