Wszyscy źle wyceniają dwutlenek węgla, a płaci za to społeczeństwo

Daleko nam do zrozumienia pełnych, społecznych kosztów emisji dwutlenku węgla - zwraca uwagę najnowszy raport funduszu Environmental Defense, Institute for Policy Integrity i National Resource Defense Council.

Rząd USA szacuje, że społeczne koszty emisji CO2 wynoszą 37 dol. za tonę. Raport stwierdza, że „najnowsze badania naukowe i ekonomiczne pokazują, iż owe 37 dol. powinno być postrzegane jako dolna granica kosztów emisji dwutlenku węgla”. Aktualne modele pomijają lub błędnie kalkulują wartość szkód, jakie CO2 wyrządza, jeśli chodzi o ludzkie zdrowie, rolnictwo, lasy, oceany i ekosystemy.

Nie ma, jak na razie, globalnego, płynnego rynku handlu CO2, który pozwalałby na dobre rozeznanie w kwestii rzeczywistych kosztów emisji. Zamiast tego, mamy przypadkowy zbiór różnych giełd i systemów nadzoru obrotem, przy Unii Europejskiej, ONZ, licznych organizacjach pozarządowych, w stanie Kalifornia, i przy prywatnych giełdach.

Z tego powodu, rynki obrotu CO2 nie spełniają zadania, dla którego je stworzono. Miały bowiem kreować ceny, płacone przez użytkowników paliw kopalnych, adekwatne do społecznych kosztów spalania owych paliw. Ekonomiści nazywają to kosztami zewnętrznymi. To społeczeństwa, a nie osoby kupujące galon benzyny czy tonę węgla, ponoszą dziś koszty emisji CO2, w postaci zmian klimatycznych i problemów, które tym zmianom towarzyszą.

Rynki CO2 są bardzo nierówne. Na przykład, tona dwutlenku węgla w Systemie Handlu Emisjami Unii Europejskiej kosztuje ok. 6-7 euro, czyli jakieś 8,30-9,75 dol. Cena za tonę na giełdzie Chicago Climate Exchange waha się od 2 centów do 5 dol. Dobrze przeczytaliście: od dwóch centów do pięciu dolarów za coś, co pozornie jest tym samym towarem.

Ceny za emisję CO2 w UE są tak niskie, bo rządy postarały się, aby rynek był skrajnie sterowany, właśnie w celu zapewnienia tych niskich cen. Rynek ów miał być podporządkowany programowi stopniowego podnoszenia cen i ochrony konsumentów oraz przemysłu przed ich gwałtownym wzrostem. Niestety, wzrost cen to jedyny mechanizm, który skłania ludzi do ograniczenia zużycia węgla i sprawia, że czysta energia staje się konkurencyjna.

Ceny na Chicago Climate Exchange są o wiele niższe, a ich rozpiętość dużo większa z dokładnie odwrotnej przyczyny: braku standaryzacji i regulacji.

Status quo na rynku paliw kopalnych, szacowana przez rząd USA cena 37 dol. za tonę i rynkowe wyceny emisji są dowodem na porażkę rynku, niepowodzenie polityki i klęskę partnerstwa publiczno-prywatnego. Biorąc pod uwagę to, co nauka mówi o globalnym ociepleniu, ustanowienie karnych opłat za emisję CO2 to jedyna nadzieja na jej ograniczenie.

Mamy ceny rynkowe, które są zbyt niskie. W dodatku, mało kto płaci za emisje. Mamy też wyższe, ale wciąż niepełne, rządowe szacunki kosztów. Po tej cenie nikt nie płaci za emitowanie CO2. Nikt nie skalkulował rzeczywistej ceny i nie zmusił tych, którzy emitują gazy cieplarniane do atmosfery, aby ją ponosili. To coraz bardziej szkodzi nam wszystkim.

 

Na podst. Everyone is bad at pricing carbon — and society is paying, Ben Walsh, Reuters

Sieci społecznościowe

Tagi