Wypaczony świat nauki równoległej

W ostatnim dziesięcioleciu Komisja Europejska wydała ponad 200 mln euro na zbadanie potencjalnych zagrożeń, związanych z genetycznie modyfikowanymi organizmami (GMO). Po wykonaniu ogromnej pracy stwierdzono, że zagrożenia te są nie większe, niż w przypadku żywności uprawianej i hodowanej w konwencjonalny sposób, zarówno, jeśli chodzi o ludzi, jak i zwierzęta.

Jednak propagatorzy nauki równoległej ignorują te wyniki. W reakcji na ogólnoświatowy konsensus, że żywność GMO jest bezpieczna, główny naukowiec równoległy brytyjskiego Greenpeace, Doug Parr, po prostu go nie uznał.

Dwa lata temu we Francji badacze przeciwni GMO, wspierani przez pozarządowe organizacje, przedstawili wyniki badań na szczurach, dowodząc, że spożywanie genetycznie modyfikowanej kukurydzy przyczyniło się u nich do rozwoju nowotworu. Pominęli jednak fakt, że nowotwór ten pojawił się również u szczurów karmionych zwykłą kukurydzą. Czasopismo, które zamieściło raport z tego badania, odcięło się potem od niego, lecz ten istotny fakt utonął w medialnej wrzawie, jaka wybuchła po pierwotnej publikacji.

Unia Europejska rozwija naukę równoległą, przyznając jej wsparcie finansowe. W ostatnich latach na organizacje ekologiczne przeznaczyła 3,4 mld euro. Niektóre, regularnie wspierane przez Unię organizacje używają tych pieniędzy, by lobbować i nastawiać unijnych decydentów przeciwko GMO.

Zeszłej jesieni ujawniliśmy, że finansowane przez rząd Szwedzkie Stowarzyszenie Ochrony Przyrody wspierało grupę przeciwników GMO na Filipinach, podejrzewaną o zniszczenie eksperymentalnych upraw tzw. złotego ryżu.

Złoty ryż jest wzbogacony witaminą A, by zmniejszyć niedobór, który sprawia, że wiele dzieci na świecie co roku traci wzrok lub umiera. Organizacje ekologiczne, takie jak Greenpeace, fundowały równoległe badania, które atakowały ów ryż jako ryzykowny i nieefektywny, mimo przygniatających dowodów, że może on co roku uratować miliony najuboższych.

Ideologia anty-GMO zaczyna być nieomal religią i jest niezdolna do zmian. Reprezentant Partii Zielonych w szwedzkiej Radzie ds. Technologii Genetycznych oświadczył np., że będzie głosował przeciwko jakimkolwiek próbom akceptacji żywności GMO, niezależnie od wszelkich dowodów na to, że jest bezpieczna.

Europejskie organizacje pozarządowe, zajmujące się środowiskiem, przystąpiły do ataku na prawdziwą naukę, zagrażającą ich politycznym postulatom. Być może najbardziej uderzającym tego przykładem jest list wysłany w lipcu do przewodniczącego-elekta Komisji Europejskiej, Jeana Claude'a Junckera. Greenpeace i 8 innych organizacji ekologicznych wezwały w nim, aby odwołał on obecną główną doradczynię naukową UE, Anne Glover, która rozwścieczyła je swoimi wypowiedziami, przychylnymi dla GMO.

Organizacje te chciały, by KE, zamiast słuchać ekspertów, korzystała z doradztwa „niezależnych źródeł”... czyli, innymi słowy - ich samych. List spotkał się ze zdecydowaną reakcją kilku poważnych organizacji naukowych, które stwierdziły, iż działania wymierzone w naukowców są atakiem na bezpieczeństwo obywateli.

Pora stanąć w obronie nauki, jako głównego źródła wiedzy. Jest to szczególnie ważne wobec problemów związanych ze środowiskiem naturalnym, które mogą być tylko wtedy dobrze zrozumiane, gdy posługujemy się prawdziwymi, empirycznymi dowodami.

 

Na podst. The Warped World of Parallel Science, Jens Sundström i Torbjörn Fagerström, The Wall Street Journal

Zdjęcie: Agence France-Presse/Getty Images

Sieci społecznościowe

Tagi