Wysoka cena za ignorowanie ryzyka katastrofy

Po kryzysie finansowym ekonomiści byli krytykowani, że, oceniając wartość niezabezpieczonych kredytów hipotecznych, stosowali wadliwe modele. Podobne, ale znacznie groźniejsze wady mają modele ekonomiczne, służące do szacowania gospodarczych skutków zmian klimatu.

Powodzie w Anglii i susza w Kalifornii to kolejne argumenty za tym, że zmiany klimatyczne wywołują zniszczenia. Jednocześnie, istniejące modele zakładają, że globalne ocieplenie nie będzie miało katastrofalnego wpływu na gospodarkę.

Trzeba zrobić krok naprzód. Zamiast starać się precyzyjnie oszacować trudne do przewidzenia skutki, powinniśmy uznać, że istnieje jakieś prawdopodobieństwo katastrofy, która pochłonie przerażająco wysokie koszty, i zadać sobie pytanie, ile powinniśmy zapłacić, aby się od niej ubezpieczyć. To może być nawet lepszy sposób na zachęcanie do ograniczania emisji CO2.

Nicholas Stern zauważa, że tzw. zintegrowane modele oceny zmian klimatu stwierdzają, iż „do przyjęcia są szacunki, że skutki i koszty będą niewielkie, a bliskie wykluczenia są scenariusze skutków katastrofalnych”. Według Roberta Pindycka z Massachusetts Institute of Technology, modele te zostały opracowane bez odpowiednich podstaw, teoretycznych i praktycznych.

W oparciu o nie, administracja Obamy oszacowała społeczny koszt zużycia tony węgla na 36 dol. Lepsze to, niż nic. Lobbyści już twierdzą, że 36 dol. to za dużo.

Nauki płynące z kryzysu finansowego są oczywiste: ekonomiści powinni mówić, jak jest, niezależnie od tego, że głupcy i politycy próbują usprawiedliwić bezczynność. Historia surowo osądzi każdego, kto zaniżył cenę globalnego ocieplenia.

Modele ekonomiczne są zawsze niedoskonałe. Nie może to jednak usprawiedliwiać zbyt optymistycznego założenia, że ocieplenie klimatu będzie miało niewielki wpływ na gospodarkę.

Większość modeli zmian klimatycznych nie pokazuje istotnego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Wynika to z ich konstrukcji.

Na przykład, jeśli gospodarka światowa będzie rosła o 2 proc. rocznie przez następne stulecie, zwiększy się w tym czasie 7-krotnie. Nawet jeśli globalne ocieplenie obniży wzrost o połowę, wciąż będzie to oznaczało, że gospodarka powiększy się 3,5 raza.

Szacunki szkód wydają się skromne, ponieważ modele są tworzone dla ocieplenia wynoszącego kilka stopni. To tak, jak przed kryzysem, gdy analizowano odporność gospodarki na spadek cen domów o kilka procent. Jeżeli jednak założymy ekstremalne zmiany klimatu, które są możliwe przy obecnym trendzie emisji CO2, wyniki będą zupełnie inne.

Lepszym podejściem byłoby uwzględnienie ryzyka katastrofy i aktualizacja modeli w miarę, jak nadchodzą nowe informacje. Profesor Pindyck przywołuje analogię z zimną wojną, gdy analitycy zastanawiali się nad konsekwencjami wojny termonuklearnej i wyniki tych dociekań uwzględniali w negocjacjach rozbrojeniowych.

Po kryzysie finansowym politycy zrozumieli, że, niezależnie od modeli, regulacje, takie jak ustawa Dodda-Franka, są niewielką ceną za zabezpieczenie się przed następnym kryzysem. Takie podejście jest też konieczne przy znacznie większym problemie, jakim są zmiany klimatyczne.

 

Na podst. A high price for ignoring the risks of catastrophe, Robin Harding, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi