Wzrost gospodarczy: czy jest nam potrzebny i czy możemy nauczyć się żyć bez niego?

Odzyskanie zrównoważonego środowiska naturalnego może wymagać od nas, na dłuższą metę, całkowitej rezygnacji ze wzrostu gospodarczego.

Jak wybiec myślami poza wzrost? Przede wszystkim, musimy się zastanowić, czy odpowiedzialny wzrost, z punktu widzenia środowiska, jest w ogóle możliwy. Pytanie to jest zmorą progresywnej ekonomii politycznej, która chciałaby być jednocześnie ekologiczna i prowzrostowa. Podejrzewam jednak, że nie jestem osamotniony w przekonaniu, iż zwrot „ekologicznie odpowiedzialny wzrost” to oksymoron.

Opracowania niewiele nam tu mogą pomóc. Nawet Serge Letouche, ojciec décroissance („przeciwieństwa wzrostu”) nie całkiem potrafi zdecydować, czy przeciwieństwo wzrostu oznacza jego brak, awzrostowość, antywzrost, zielony wzrost czy postwzrost. Choć może skłania się ku temu ostatniemu, nawołując do defetyszyzacji wzrostu, niezależnie od skutków. Jednak to i tak nie jest bardzo pomocne. Musimy zdecydować, czy osiągnięcie ekologicznie odpowiedzialnego wzrostu jest możliwe, czy też odpowiedzialność ekologiczna pociąga za sobą permanentną recesję.

W takim kontekście, przeciwieństwo wzrostu jawi się dość strasznie. Czy potrafilibyśmy nauczyć się żyć w wiecznej recesji? Należy zaznaczyć, że wcale nie gwarantowałaby ona zrównoważonego środowiska, a zatem – nie powinna być celem samym w sobie.

Niemniej, od czasu kryzysu finansowego mamy do czynienia z przeciwieństwem wzrostu, a okres ten bynajmniej nie był obojętny ekologicznie. Wzrost zostawia węglowy ślad i to bardzo znaczący. Można się wręcz pokusić o stwierdzenie, że kryzys miał większy wpływ na spowolnienie degradacji środowiska, niż jakakolwiek innowacja polityczna, stworzona w tym samym celu. Nie ma się jednak z czego cieszyć. Nie jest to też dobry powód, aby życzyć sobie permanentnej recesji. Zmierzam do tego, że z czasem możemy być zmuszeni odzwyczaić się od wzrostu, ale nie znaczy to, że każdy rodzaj jego przeciwieństwa jest dobry.

Jakie mamy opcje? Jeśli przyjmiemy, że wszelki wzrost zostawia węglowy ślad, to możemy: 1) próbować jakoś zrównoważyć ślad węglowy, 2) próbować zmniejszyć ślad węglowy i 3) dążyć do zmniejszenia uzależnienia od wzrostu i promować inne formy ekonomicznego sukcesu.

Najbardziej obiecująco wygląda trzecie rozwiązanie. Wzrost to swego rodzaju konwencjonalny miernik gospodarczego sukcesu. Nie musi tak być, a nawet nie powinno, biorąc pod uwagę silne argumenty moralne i ekologiczne. Możemy sobie obrać inny cel, jednak z całą pewnością nie należy za jednym zamachem wymieniać PKB na jakiś inny miernik ekonomicznego powodzenia. Zmiana musiałaby być przeprowadzona ostrożnie i stopniowo. Wymagałaby też globalnej koordynacji.

Nietrudno sobie wyobrazić, z czym by się to wiązało. Obok PKB, musielibyśmy stworzyć nowy indeks ekonomicznego sukcesu – złożony, rzecz jasna, który uwzględniałby takie mierniki, jak współczynnik Giniego, zmiany w zużyciu energii na głowę, zmiany w emisji CO2 na głowę i, być może, wachlarz innych wskaźników rozwoju, takich jak stopa piśmienności itp.

Taki alternatywny indeks społeczny, środowiskowy i rozwojowy (SSR) byłby publikowany wraz z PKB, co z czasem pozwoliłoby stworzyć hybrydę PKB-SSR. Proporcje między obydwoma elementami tego indeksu zmieniałyby się, według globalnego harmonogramu, od 100:0 dziś do 0:100 kiedyś, w przyszłości.

W tym czasie, w naszym sposobie życia zaszłyby ogromne przeobrażenia. Ale jest to konieczne, jeśli mamy wyjść poza kontekst czystego wzrostu.

Tego typu działania należało podjąć już dawno.

 

Na podst. Growth – Do We Need It And Can We Learn To Live Without It?, Colin Hay, Social Europe

 

 

Sieci społecznościowe

Tagi