Zdaniem miłośników liczb, giełdy są przewartościowane

Niewielu próbuje przewidywać ruchy cen akcji dłużej, niż Andrew Smithers (jego ostatni raport ma numer 434). Niektórzy robią to w dość logiczny sposób, przyjmując długookresowy punkt widzenia. Według Smithersa, perspektywa długofalowa to 30 lat, gdyż „przyjmowanie krótszych okresów może wprowadzić w błąd". Wobec tego, przeanalizował on dane od 1899 r. do 1983 r. (ostatniego, w który zamyka pełny 30-letni okres), by zobaczyć, który z obecnych wskaźników naprawdę pomaga przepowiadać przyszłość. Okazało się, że „całkowicie bezpodstawne" są wskaźniki cena/zysk, a także dochodowości dywidend, rentowności obligacji i dochodowości gotówki, czyli standardowe miary, tak uwielbiane przez analityków. Smithers stwierdza: „Każdy, kto korzysta z którejkolwiek z nich, by wyrażać opinie na temat wartości ryku akcji, powinien się wstydzić, a do tych osób należy, niestety, nowa prezes Rezerwy Federalnej, Janet Yellen". Jedyne miary, które przetrwały próbę czasu, to dostosowywany cyklicznie P/E (CAPE) oraz q Tobina, czyli stosunek między ceną rynkową spółek, a ich wartością księgową. Oba wskaźniki mówią to samo: amerykańskie akcje są rażąco zawyżone. Podobnie zresztą, jak brytyjskie. CAPE i q wskazywały na to samo już rok temu, kiedy akcje były o 30% tańsze. Mechanizm poluzowania ilościowego, który sprawia, że właściciele aktywów jeszcze bardziej się bogacą, wstrząsnął statystykami Smithersa. Zaś inny permanentny niedźwiedź, Albert Edwards z SocGen, stwierdził: „Nikt nie słyszy moich nawoływań w tym hałasie prasy drukarskiej". Wygląda na to, że Yellen z przyjemnością wsłuchuje się w ten huk, przekonana, że nie zamieni się on w ryk inflacji, bo w przeszłości drukowanie pieniędzy przed nią chroniło. Jednak, na dłuższą metę, okaże się, że to Smithers i Edwards mieli rację.

 

 

 

Na podst.All market forecasts come right in the end, Neil Collins, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi