Zmiany klimatyczne schodzą pod wodę

Kiedy mowa o zmianach klimatycznych, prawie cała uwaga skupia się na atmosferze Ziemi. Tymczasem to, co dzieje się z wodą, jest równie niepokojące, ale może być łatwiejsze do opanowania.

Ponieważ oceany pochłaniają około 1/4 CO2, uwalnianego podczas spalania paliw kopalnych, poziom pH w podwodnym świecie spada i tym samym, tworzy się morska odmiana zmian klimatu. Według naukowców, zakwaszenie oceanów rośnie w najszybszym tempie od 300 mln lat.

Najbardziej zmiany te odczuwają ostrygi, małże, koralowce i inne morskie skorupiaki: bardziej kwaśna woda zawiera mniej węglanu wapnia, niezbędnego do budowy skorupek, muszli i szkieletów. Lecz zachodzące pod wodą zmiany niosą też konsekwencje dla ludzi.

I nie chodzi tylko o hodowców ostryg na Pacyfiku, czy nawet o 123 mln Amerykanów, mieszkających na wybrzeżach. Oceany pokrywają ponad 2/3 naszej planety i zmiany w morskim ekosystemie wywrą na nas ogromny wpływ.

Zastopowanie zakwaszenia, tak jak zatrzymanie zmian klimatycznych, wymaga, w pierwszym rzędzie, ogólnoświatowej redukcji emisji gazów cieplarnianych. I to jest zła wiadomość, bo najlepszym sposobem wydaje się być umowa międzynarodowa, a bardzo trudno do niej doprowadzić.

Jednak, w przeciwieństwie do zmian klimatycznych, na zmniejszenie zakwaszenia oceanów mogą też wpływać lokalne działania. W wielu przybrzeżnych regionach, gdzie skorupiaki i rafy koralowe są zagrożone, sytuację dodatkowo pogarszają miejscowe zanieczyszczenia, takie jak kwaśne deszcze, ścieki z dużych gospodarstw, celulozowni, kanalizacyjne czy to, co po burzy spływa z miejskich chodników. Przestrzeganie istniejących przepisów, ograniczających emisję, może rozwiązać część problemu.

Na mocy amerykańskiej Ustawy o czystej wodzie, władze stanowe mogą np. ustalić zakres norm jakości wody i wykorzystać to do wzmocnienia lokalnych ograniczeń, dotyczących najbardziej zakwaszających zanieczyszczeń. Stany i nadbrzeżne miasta mogą zwiększyć ilość roślinności pokrywającej nabrzeża (zamiast asfaltu i betonu). Takie naturalne filtry utrudniają miejskim zanieczyszczeniom dostanie się do morza. Poszczególne stany mogą też współfinansować badania nad zakwaszeniem ujść rzek.

Ale takie badania nie dają wyników wystarczająco szybko. Nie wiemy np., w jakim dokładnie stopniu zakwaszenie mórz jest winne niszczeniu raf koralowych. Czy, jeśli zmiany chemiczne w oceanie zagrożą przetrwaniu ślimaków i innych organizmów, odbije się to w podobny sposób na dzikich łososiach i innych dużych rybach, które je jedzą?

Lepsza kontrola zakwaszenia pomoże naukowcom dowiedzieć się, na ile inne jest ono w różnych miejscach i od czego to zależy. Wymaga to stałych pomiarów, ponieważ wartość pH waha się w zależności od pory dnia i z sezonu na sezon. Inżynierowie projektują nowe urządzenia, które można będzie pozostawić w wodzie, i wygląda na to, że wreszcie da się dokonywać pomiarów wedle jednego standardu na całym świecie.

Jednocześnie, naukowcy wymyślają drobne sposoby, aby ułatwić lokalnym skorupiakom przetrwanie: wrzucanie pokruszonych muszli do bagien, gdzie żyją małże, by zneutralizować osady, sadzenie trawy morskiej w siedliskach skorupiaków, żeby absorbować CO2 itp. Takie strategie, jak kontrola zanieczyszczeń, mają jednak sens tylko, jeśli utrzymają populację skorupiaków na poziomie, przy którym, w drodze ewolucji, lepiej dostosują się do świata z niższym pH.

Działania te kupią też czas dla naukowców, aby mogli dowiedzieć się więcej o zakwaszeniu oceanów. I może oni pomogą przywódcom politycznym lepiej zrozumieć pilną potrzebę międzynarodowej współpracy w sprawie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

 

Na podst. Climate Change Goes Underwater, Bloomberg

Sieci społecznościowe

Tagi