ZMIENIONA OSOBA Anthony de Mello

Nie formułuj żadnych żądań na swej drodze do świadomości. Twoje zachowanie powinno
przypominać raczej przestrzeganie zasad obowiązujących na przykład w ruchu drogowym.
Jeśli nie respektujesz znaków drogowych, płacisz mandat. Tu, w Stanach Zjednoczonych,
jeździ się prawą stroną jezdni, w Anglii lewą, w Indiach także lewą stroną jezdni.
Nieprzestrzeganie przyjętych w danym kraju zasad kwalifikuje się do ukarania mandatem. I
nie ma tu miejsca na zranione uczucia, żądania, oczekiwania. Po prostu trzeba się stosować do
wymogów określanych przez kodeksy ruchu drogowego.
Pytacie, gdzie tu jest miejsce na współczucie, na winę. Będziecie wiedzieć, skoro tylko się
przebudzicie. Jeśli masz poczucie winy właśnie teraz, to jakim sposobem mogę ci to
wyjaśnić? Skąd wiedziałbyś, czym jest współczucie? Czasem ludzie chcą naśladować
Chrystusa, ale kiedy małpa gra na saksofonie, nie oznacza to, że stała się muzykiem. Nie
możecie naśladować Chrystusa przez powtarzanie jego zewnętrznych zachowań. Trzeba stać
się Chrystusem. Wówczas będziecie mieć rzetelne rozeznanie, co w konkretnej sytuacji
należy zrobić, biorąc pod uwagę swój temperament i charakter, oraz temperament i charakter
osoby, z którą się zetknięcie. Nikt wówczas nie musi wam tego mówić. Aby tak czynić, trzeba
być tym, kim był Chrystus. Zewnętrzne naśladownictwo wiedzie donikąd. Jeśli myślicie, że
współczucie oznacza miękkość, to nie ma sposobu, bym mógł wam opisać, czym jest
współczucie. Absolutnie żadnej możliwości, ponieważ współczucie może być czymś bardzo
twardym. Współczucie zawierać może sporą dawkę surowości, może ono solidnie tobą
wstrząsnąć, może też "zakasać rękawy" i dokonać na tobie operacji. Współczucie może mieć
bardzo różne oblicza, może być bardzo delikatne, ale skądże już teraz mógłbyś o tym
wiedzieć? Dopiero gdy staniesz się miłością – innymi słowy, gdy odrzucisz swe iluzje i
przywiązania – dopiero wtedy będziesz wiedział.
W miarę jak coraz mniej i mniej będziesz identyfikował się ze swoim "ja", zapewnisz
sobie coraz lepszy kontakt ze wszystkim i ze wszystkimi. A wiesz dlaczego? Ponieważ
przestajesz się bać, że ktoś cię zrani, że nie będzie cię lubił. Nie będziesz pragnął wywierać na
nikim dobrego wrażenia. Czy potrafisz wyobrazić sobie ulgę polegającą na tym, że poczujesz
się uwolniony od tego wewnętrznego przymusu? Cóż za ulga! Wreszcie szczęście! Nie
odczuwasz już koniecznej potrzeby wyjaśniania wszystkiego. I dobrze. Bo też co tu jest do
wyjaśniania? A nadto nie ma w tobie przymusu ani potrzeby przepraszania. O wiele bardziej
wołałbym usłyszeć, że mówicie: "Obudziłem się" niż "przepraszam". Wołałbym usłyszeć, jak
mówisz do mnie: "Obudziłem się po naszym ostatnim spotkaniu, to, co ci uczyniłem, już
więcej się nie powtórzy" niż: "Tak mi przykro z powodu tego, co zrobiłem". Dlaczego ktoś
miałby wymagać przeprosin? Musisz zbadać tę kwestię. Nawet jeśli ktoś zrobiłby ci jakieś
świństwo, to nie ma tam miejsca na przepraszanie.
Nikt ci nie zrobił świństwa. Zrobił świństwo komuś, kim – jak sądził – jesteś, ale nie tobie.
Nikt nie odrzuca ciebie, odrzuca tylko to, kim jesteś według jego mniemania. Zresztą jest to
broń obusieczna, nikt też nie akceptuje ciebie. Dopóki ludzie się nie obudzą, po prostu
akceptują lub odrzucają posiadane przez siebie wyobrażenie o tobie. Stworzyli sobie twój
wizerunek i albo go odrzucają, albo akceptują. Widzisz, jak głęboko to sięga. Jest to nieco
zbyt daleko idące wyzwolenie. Ale też zobacz, jak łatwo kochać wszystkich, kiedy nie
identyfikujesz się z tym, co oni wyobrażają sobie na twój lub też na swój temat. Wówczas
łatwo jest ich kochać – wszystkich.
Obserwuję "mnie", ale nie myślę o "mnie", ponieważ myślące "mnie" czyni tak wiele
złego. I kiedy "mnie" poddaję własnej obserwacji, ciągle jestem świadom, że jest to jedynie
refleksja. W rzeczywistości nie myśli się o "ja" i "mnie". Jesteś jak kierowca samochodu,
który ani na moment nie chce ze swej świadomości wyeliminować obecności tego pojazdu.
Można sobie przez chwilę pomarzyć, ale zarazem nie można tracić świadomości tego, co nas
otacza. Musisz być zawsze czujny, ale tak, jak czuwa matka. Nie zbudzi jej ryk samolotów
przelatujących nad domem, ale usłyszy przez sen kwilenie swego dziecka. Jest czujna i w tym
sensie – przebudzona. O przebudzeniu nic nie można powiedzieć, można jedynie mówić o
śnie. Na przebudzenie można jedynie wskazać. Nie można niczego powiedzieć o szczęściu.
Szczęście nie da się zdefiniować, opisać można jedynie nieszczęście. Przestań być
nieszczęśliwy, to zrozumiesz. Miłości nie można zdefiniować, brak miłości można. Kiedy
pozbędziesz się braku miłości – zrozumiesz. Chcecie wiedzieć, kto jest przebudzony?
Dowiecie się tego jedynie wtedy, gdy się przebudzicie.
Czy zakładam, na przykład, że nie powinniśmy formułować żadnych żądań wobec dzieci?
Powiedziałem: "Nie macie prawa formułować żadnych żądań". Prędzej czy później dziecko
będzie musiało od was odejść, zgodnie z nakazem Pana. I wówczas nie będziecie mieli do
niego żadnego prawa. W gruncie rzeczy nie jest to twoje dziecko i nigdy nim nie było. Należy
do życia, nie do ciebie. Nikt nie należy do ciebie. To, o czym mówisz, to wychowanie
dziecka. Jeśli chcesz dostać obiad, przyjdź między dwunastą a pierwszą, bo później obiadu
nie dostaniesz. Czas. W ten sposób świat funkcjonuje. Nie przyjdziesz na czas, nie dostaniesz
obiadu. Jesteś wolny, to prawda, ale i ponosisz konsekwencje swej wolności.
Kiedy mówię o tym, że nie należy mieć żadnych oczekiwań wobec innych, mam na myśli
oczekiwania i wymagania służące własnemu dobremu samopoczuciu. Prezydent Stanów
Zjednoczonych musi oczywiście stawiać obywatelom pewne wymagania. Policjant także. Ale
są to wymagania dotyczące ich zachowania – zasady ruchu drogowego, funkcjonowania
organizacji, właściwych reguł społecznego współistnienia. Nie są one formułowane jedynie
po to, by prezydenta czy policjanta wprowadzić w dobry nastrój.

Sieci społecznościowe

Tagi