Zmorą młodych jest pech, a nie polityka

Pokolenie powojennego wyżu demograficznego miało wyjątkowe szczęście żyć w błogostanie, który już się nigdy nie powtórzy. Konflikt pokoleń zamienia się w Wielkiej Brytanii w realny problem. Starsza generacja postrzegana jest jako ta, która wypracowała cały ten dobrobyt, a młoda staje się ofiarą swoich czasów. Tę niesprawiedliwość pogłębiają jeszcze proponowane oszczędności budżetowe, które zwykle realizowane są z wyłączeniem tej pierwszej, starszej grupy. Niedawno premier David Cameron oświadczył, że państwowe emerytury, do roku 2020, będą rosły o co najmniej 2,5% rocznie. Jednocześnie, kanclerz George Osborne stwierdził, że zasiłki mieszkaniowe dla osób poniżej 25 lat to dobry kandydat do kolejnej rundy cięcia wydatków. Typowy członek brytyjskiego społeczeństwa urodził się w latach 50. i nie pamięta powojennej biedy. Dorastał pod kuratelą świeżo upieczonego państwa opiekuńczego. Jeśli chciał się uczyć, to szedł na bezpłatne studia, jeśli nie, to bramy zakładów przemysłowych stały przed nim otworem. Tak, czy inaczej, historia tej generacji to opowieść o awansie i ciągłej poprawie standardu życia. Teraz mamy problem, bo ta usłana różami droga, którą przebyło pokolenie wyżu demograficznego, uważana jest za naturalny stan rzeczy. Tak było i tak musi być wiecznie. Wszystko, czego chcemy - mówią przedstawiciele młodych - to mieć tak samo, jak nasi rodzice. Okazuje się jednak, że ten styl życia nie jest naturalną koleją rzeczy, a raczej aberracją. Produktem swoich czasów, które się nie powtórzą. Podczas zimnej wojny Wielka Brytania należała, wraz z Ameryką Północną, Europą Zachodnią i kilkoma jeszcze wybrańcami, do elitarnego klubu bogaczy. Cała reszta świata była zamknięta pod względem rynkowym. Nie było więc trudno zapewnić stale rosnące płace, gdy najbardziej ludne państwa świata nie były częścią globalnej podaży pracy. Okoliczności jednak się zmieniły, swoje też dołożyła automatyzacja procesów produkcyjnych. Utrwalanie na siłę tego starego systemu to prosta recepta na bankructwo kraju. Skądinąd, badania postaw społecznych dowodzą, że młodzi wiedzą o tym lepiej, niż ci, którzy protestują w ich imieniu. Urodzeni po 1979 r. są wrogo nastawiani do płacenia wyższych podatków, w zamian z bezpieczeństwo socjalne. Są oni również skłonni bardziej wspierać redukcję deficytu budżetowego i mniej są zakochani w darmowym systemie opieki zdrowotnej. Rząd może złagodzić problemy ludzi młodych: polityka mieszkaniowa, inaczej sprofilowane priorytety, jeżeli chodzi o szukanie oszczędności (mniej pieniędzy dla emerytów, więcej na edukację i inwestycje). Jednak żaden zdrowo myślący człowiek nie uwierzy, że dobre czasy powrócą, jeśli tylko młodzi zorganizują się i odpowiednio zagłosują. Warunki strukturalne, które doprowadziły do powojennego dobrobytu, nie są możliwe do powtórzenia. Nie ma takiego prawa, że każde nowe pokolenie musi być bardziej zamożne, niż poprzednie. Historia to wstrząsy, upadki i wzloty. Kłopoty obecnej generacji, nie są więc wyjątkowe, jak komfort poprzedniego pokolenia. Obowiązkiem polityków jest szczerość wobec młodych i pomoc, o ile to możliwe. Ale na pewno nie zaciąganie nowych długów, które później będzie ono musiało spłacać.

 

 

Na podst. Bad luck, not policy, is the scourge of the young, Janan Ganesh, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi