Zniewolić roboty i uwolnić biednych

Perspektywa dużo lepszego życia zależy od tego, jak zyski będą wytwarzane i dystrybuowane,

W 1955 r. Walter Reuther, szef związku zawodowego pracowników przemysłu motoryzacyjnego w USA wizytował zautomatyzowane zakłady Forda. Gospodarz, wskazując na roboty, spytał: „Jak będziecie od nich pobierać składki związkowe?”. Reuther odparł: „A jak pan ich skłoni, żeby kupili Fordy?”.

Automatyzacja to nie taki świeży problem.

Niedawno pisałem, że rozwój technologii informatycznych przekłada się na wzrost nierówności dochodów. Lawrence Mishel z Instytutu Polityki Gospodarczej zwraca jednak uwagę, że „za 2/3 wzrostu najwyższych dochodów odpowiedzialne są rosnące wynagrodzenia kadry kierowniczej i pracowników sektora finansowego”.

Ale technologia pozostaje ważna. Jej rozwój będzie sprzyjał naszemu bogaceniu się, lecz zmieni układ szans wśród pracowników i między pracownikami, a właścicielami kapitału.

Skutki ekonomiczne nowych technologii są złożone. Powstają nowe usługi, jak Facebook, stare systemy dystrybucji kurczą się, wobec ekspansji iTunes czy Amazona, pojawiają się nowe produkty i maszyny, takie jak roboty. Przez inteligentne maszyny mnóstwo ludzi może stracić pracę. Według Carla Freya i Michaela Osborne’a z Uniwersytetu Oksfordzkiego, wskutek automatyzacji, w USA zagrożonych jest 47 proc. miejsc pracy.

W XIX w. maszyny zastąpiły rzemieślników i skorzystali na tym niewykwalifikowani robotnicy. W XX w. komputery zastąpiły pracowników o średnich dochodach, polaryzując rynek pracy. Zdaniem naukowców z Oksfordu, w następnych dekadach „większość pracowników w zawodach związanych z transportem i logistyką oraz pracowników biurowych, administracyjnych i produkcyjnych mogą zastąpić komputery. Komputeryzacja wyprze głównie tych z niższymi kwalifikacjami i zarobkami”.

To zaostrzy nierówności.

Jeffrey Sachs z Uniwersytetu Columbia i Laurence Kotlikoff Uniwersytetu Biostońskiego twierdzą, że wzrost produktywności może pogorszyć sytuację następnych pokoleń. Zamiana pracowników na roboty mogłaby bowiem przesunąć dochody tych pierwszych ku właścicielom maszyn. Ci zaś, w większości będą emerytami i zapewne będą oszczędzać mniej, niż młodzi. To może zmniejszyć inwestycje w kapitał ludzki, bo młodych nie będzie na nie stać, a także w maszyny, gdyż oszczędności w takiej gospodarce pójdą w dół.

Pogląd, że wzrost produktywności doprowadzi do trwałego pogorszenia jest ciekawy. Sądzę jednak, że są inne możliwości. Nowe technologie i robotyzacja mogą wywołać wielki szok dostosowawczy, kiedy pracownicy staną się niepotrzebni. Wynagrodzenia osób bez odpowiednich kwalifikacji spadną poniżej akceptowalnego poziomu. W połączeniu z kolejnymi zdobyczami technologii, nierówności w dystrybucji dochodu mogą stać się o wiele większe, niż dziś. 

Co należy zrobić? Po pierwsze, nowe technologie przynoszą rzeczy dobre i złe. Dobre możemy kształtować, a złe - kontrolować.

Po drugie, nie wiemy, jakie kwalifikacje będą potrzebne za kilka dekad. Do tego, nawet jeśli, co jest wątpliwe, zapotrzebowanie na przedsiębiorczych, kreatywnych itd. wzrośnie na odpowiednią skalę, edukacja nie jest magiczną różdżką, która wszystkich nas w tym kierunku przekwalifikuje.

Po trzecie, kwestia wypoczynku i rozrywki. Przez długi czas dotyczyła ona tylko najbogatszych, kosztem mas. Wzrost wydajności maszyn sprawi, że każdy, nie tylko wyzyskiwacz, będzie mógł się bawić. Dzisiejszy purytanizm uznaje taki triumf bezczynności za odrażający. No cóż, niech ludzie bawią się pracowicie. Czy nie taki jest cel poprawy dobrobytu?

Po czwarte, będziemy musieli redystrybuować dochody i bogactwo. Np. w formie podstawowego dochodu dla wszystkich dorosłych i darmowej edukacji na każdym etapie życia. Pieniądze na to mogą pochodzić z opodatkowania złych rzeczy, np. zanieczyszczeń. Państwo może też mieć udział w dochodach z własności intelektualnej, którą chroni.

I w końcu, trzeba będzie zapewnić, by podaż pracy spotykała się z popytem. To, że nie udało się tego osiągnąć w ostatnich 7 latach, nie znaczy, że jest niemożliwe.

Rozwój inteligentnych maszyn jest ważnym momentem w dziejach. Zmieni wiele, łącznie z gospodarką. Stworzy możliwości lepszego życia. Istnieje też możliwość, że powstanie mała grupka zwycięzców i wielka grupa przegranych. Ale technofeudalizm nie jest nieunikniony. Sama technologia nie dyktuje warunków. Robią to instytucje związane z polityką i gospodarką.

 

Na podst. Enslave the robots and free the poor, Martin Wolf, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi