Żyć przytomnie o. Włodzimierz Zatorski OSB

Żyć przytomnie, to żyć w świadomości, o co w naszym życiu naprawdę chodzi i w związku z tym podejmować właściwe wybory. Nasza podstawowa intuicja mówi nam, że życie nie jest przypadkowo rzuconym losem w pustkę istnienia, ale niezależnie od tego, czy sobie zdajemy sprawę, czy też nie, posiada ono głębokie odniesienie do kogoś. Odnajdując się w życiu jako osoby, czyli jako „ja”, odpowiadamy na czyjeś wezwanie. W praktyce nieustannie słyszymy wezwania od innych ludzi i wtedy odkrywamy nasze własne „ja”. Jednak tych wezwań od strony ludzi jest wiele i posiadają one różny charakter. Czasem są to wezwania pełne miłości, jak te kochających rodziców. Jednak są i zaczepne, pragnące coś od nas osiągnąć, są wezwania do wypełnienia jakichś zadań, są słowa przyjaciół, ale są i słowa wrogów. Na te różne wezwania zupełnie inaczej reagujemy, ukazujemy inną twarz, jednak za maską tych twarzy jest przecież stale to samo „ja”, które nie jest odpowiedzią na żadne z tych wielu wezwań, lecz jest świadome siebie niezależnie od nich. Jego tożsamość jest głębsza, ale jak gdyby wyrastająca z milczenia. Świadome jednak, że nie jest zawieszone w pustce, stara się odnaleźć dialog, w którym jest odpowiedzią na wezwanie. Napełnia się zatem milczenie wewnętrznym dialogiem jak gdyby przed kimś. Ale przed kim? Kim jest ten Ktoś, przed kim stoimy? Czego od nas chce? Do czego nas wzywa? W tradycji religijnej misterium Tego, przed którym stoimy, nazywa się Bogiem.

Najważniejsze dla naszego przytomnego życia jest uświadomienie sobie, że nieustannie żyjemy przed Bogiem. Jakiekolwiek byłoby nasze wyobrażenie o Nim, a nawet jeżeli uważamy, że Go nie ma, to i tak stoimy wobec kogoś i w przypadku ateizmu wiedziemy z nim wewnętrzny spór o Jego istnienie, co w istocie jest sporem o istnienie według naszego wyobrażenia. Ten wewnętrzny dialog jest najlepszym dowodem na istnienie misterium Boga, przed którym żyjemy.

Tutaj dotykamy bardzo delikatnej sprawy obrazu Boga. On sam jest misterium, które w sobie i w świecie wyczuwamy oraz otrzymujemy w dziedzictwie religijnym i filozoficznym Jego obraz. Jednak nigdy ten obraz nie jest adekwatny, gdyż będąc misterium, przerasta On wszelkie możliwe wyobrażenia. Dlatego między innymi chrześcijanie w pierwszych wiekach byli nazywani ateistami, gdyż odrzucali  kult różnych bogów pogańskich. Mówili: takiego boga nie ma. Warto może o tym pamiętać, gdyż forsując jakieś wyobrażenie Boga, możemy popełniać podobny błąd jak poganie. Bóg jest misterium, które przekracza, a można nawet powiedzieć przekreśla wszelkie ludzkie wyobrażenia na Jego temat. Zatem nie konkretne wyobrażenie o Bogu jest podstawą naszej wiary i życia w prawdzie, ale coś innego. Stary Testament nazywa to „bojaźnią Bożą”, natomiast po objawieniu Jezusa Chrystusa powiedzielibyśmy raczej – „pokora”.

Trzeba sobie uświadomić, że bojaźń Boża nie jest tym samym co lęk, a nawet jest jego przeciwieństwem. Lęk powoduje, że człowiek ucieka, niejako kurczy się w sobie, zamyka albo przeciwnie, stara się atakować i sam być groźny, natomiast bojaźń Boża daje świadomość, że nasze losy są w ręku Boga, że od Niego wszystko zależy, dlatego mamy przede wszystkim zwracać uwagę na Niego i Jego wolę. Bojaźń to przede wszystkim takie zrozumienie zasadniczej prawdy o naszym życiu, które pomaga  podejmować właściwe wybory. Bojaźń nie zamyka jak lęk, ale otwiera. Jezus Chrystus objawił nam prawdę o misterium Tego, Który Jest, przed którym nieustannie stoimy i z którym się ostatecznie spotkamy w momencie śmierci. Jego objawienie streszcza się w jednym słowie, którym poleca nam zwracać się do Boga: „Ojcze”. Nie mówi nam: „Bóg jest Ojcem”, choć ta prawda wynika z Jego nauki, ale abyśmy się do Niego zwracali słowem „Abba – Ojcze”. Nie chodzi zatem o samo stwierdzenie, kim jest Bóg, ale o żywą relację dziecka do Ojca, w jaką mamy wejść, gdy stajemy przed Bogiem. Jesteśmy dla Niego bardzo ważni i cenni, jak dzieci. Jemu zależy na nas. Dlatego Pismo Święte nie wzywa do lęku przed Nim, nie wzywa do czegoś, co by nas paraliżowało, ale do bojaźni, która daje zrozumienie tego, co w życiu jest naprawdę najważniejsze.

Wezwanie do bojaźni Bożej jest w Piśmie Świętym powiązane z jednoczesnym wezwaniem do wolności od lęku przed ludźmi:

Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10,28).

Może się to wydać paradoksalne, ale nie ma prawdziwej wolności od lęku przed ludźmi i tym, co nas może spotkać na świecie, bez bojaźni Bożej. Właśnie bojaźń Boża daje nam wolność od lęków na świecie. Niemniej samo określenie „bojaźń” zazwyczaj kojarzymy z lękiem, a nawet z nim utożsamiamy. Słownik języka polskiego jako synonimy bojaźni wylicza: strach, lęk i trwogę. Zatem wbrew prawdziwemu znaczeniu bojaźń Boża kojarzy się większości ludzi z lękiem, a może bardziej z trwogą, która należy do jednego z wymiarów doświadczenia sacrum. Drugim jest fascynacja. Klasycznie mówi się o mysterium tremendum et fascinosum jako doświadczeniu sacrum, które odsłania całkowicie inną rzeczywistość, niż ta, jaką znamy (profanum). Ta rzeczywistość jest przy tym nieporównanie bardziej rzeczywista niż nasza, stąd pojawiająca się fascynacja i zarazem trwoga. Jest to naturalne doświadczenie świętości.

Jednak objawienie, jakim jest Osoba i dzieło Jezusa Chrystusa, odsłania przed nami niejako serce owego misterium. Święty Paweł napisze jako streszczenie tego objawienia jedne z najwspanialszych i najbardziej pocieszających słów:

Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?  On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?  Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia?  Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?  Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?  Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź.  Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nam umiłował.  I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce,  ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8,31–39).

Wobec tak objawionego misterium Świętego zasadniczą postawą nie jest lęk, czy trwoga. Tym, co nas powala na ziemię w objawieniu Jezusa Chrystusa, jest absolutna, czysta i pokorna miłość Boga do nas. Wobec niej najbardziej autentyczną postawą jest skrucha serca wyrastająca ze świadomości własnej niegodziwości. Taka była pierwsza reakcja Piotra, który podczas pierwszego spotkania rozpoznał w Jezusie świętego: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny (Łk 5,8). W tym momencie doświadczenie świętości zmienia się. O ile fascynacja i lęk wobec sacrum są odpowiedzią na doświadczenie całkowitej inności, metafizycznej mocy istnienia, wobec której nasze istnieje jawi się jedynie jako cień, jako nieistnienie, o tyle wobec pokornej miłości wstydzimy się naszej niegodziwości, wobec Bożej czystości przeraża nas nasze zbrukanie. Coś z tego doświadczenia miał prorok Izajasz podczas sceny powołania. Kiedy zobaczył Boga w otoczenia świty aniołów zawołał:

Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! (Iz 6,5).

Metafizyczna świętość odsłania stopniowo swoje oblicze pełne miłości już w Starym Testamencie. Boga pełnego miłosierdzia i łaskawości opiewają psalmy, prorocy i księgi mądrościowe. 

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi