Życie w półcieniu o. Włodzimierz Zatorski OSB

Cienie w życiu człowieka

Zwykle chcemy czynić dobrze, pragniemy żyć w jasności i być przeźroczyści dla innych, występować w ich życiu zawsze w pozytywnym świetle. Taka jest nasza tęsknota i ideał. Inaczej bywa w rzeczywistości. Każdy człowiek ma swoje cienie, a nawet mroki — cechy, zachowania i emocjonalne przeżycia, których by nie chciał. Taka już jest kondycja ludzka po grzechu pierworodnym.

Cień to wszystko, co się nam nie podoba — wstydliwa strona naszej osobowości, nieprzyjemne cechy, namiętności, pożądania, które stale dochodzą do głosu, a nad którymi nie potrafimy zapanować, lęki, fałszywy wstyd, a także przeszłe czyny, zachowania, myśli i uczucia, których się wstydzimy, o których chcielibyśmy zapomnieć czy które chcielibyśmy wręcz wymazać z pamięci. Boli nas to, że nie okazujemy się tacy, jacy być powinniśmy. Ideał, jasność, którą widzimy w sobie, powoduje, że dostrzegamy cienie. Ona, rzucając światło na sferę tego, co dzieje się w nas, odkrywa je.

Odkrycie to powoduje wewnętrzne zawstydzenie, niechęć do ciemnej sfery w nas, czasem wręcz przyjmuje formę brzydzenia się sobą samym. Ideał, który w sobie nosimy, ujawniając cienie, osądza i potępia to, co w nas mroczne. Jest w tym bezwzględny.

W teologii mówi się o tajemnicy mieszkającej w człowieku nieprawości, czyli o grzechu pierworodnym. Św. Paweł pisze: „Nie ma sprawiedliwego. (...) Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni” (Rz. 3,10–12; por. Ps 14,1nn). Podobne słowa wypowiada św. Jan: „Jeżeli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1,8). Chcąc żyć w prawdzie, trzeba uznać własną słabość — to, czego w sobie nie lubimy.

Co robimy z cieniem?

Doświadczenie cienia w swoim życiu wyrażające się uczuciem niezadowolenia, zniechęcenia, a tym bardziej obrzydzenia w stosunku do siebie, niełatwo przezwyciężyć. Nie jesteśmy tacy, jacy „powinniśmy być”. Czy wiemy, jacy być powinniśmy?! Skąd to wiemy? Ideał ma tę cechę, że zakłada, najczęściej nieświadomie, iż wie. Z pewnością możemy mieć intuicję pewnej harmonii i pokoju oraz celu. Niemniej jest to zawsze wyobrażenie, a nie sam cel czy pełny wzór. Nigdy nie może ująć całej rzeczywistości naszego powołania, Bożego zamysłu.

Ideał ponadto nie musi się liczyć z rzeczywistością. Żyje swoim wyobrażeniem. To mu wystarcza. Jednak w codziennym życiu napięcia powstają właśnie na styku pragnień z realnością. Spotkania z ludźmi, a nawet z sobą samym, są chropowate, nie odpowiadają naszej koncepcji. To jest stałe doświadczenie każdego z nas, z którym próbujemy coś zrobić.

Co? Można je na przykład zanegować oraz wszem wobec ogłosić — niekonieczne słownie, lecz postawą i zachowaniem, — że żyjemy idealnie, właśnie tak, jak chcemy, może z małymi zgrzytami... Tak robi wielu.

Można przeciwnie: powiedzieć sobie, że się jest beznadziejnym i niezdolnym do niczego.

Zatem kimś złym, dla kogo nie ma się samemu żadnego szacunku: „Jestem śmieciem i żyję jak śmieć!” — To też jest jakieś rozwiązanie. Niektórzy do niego dodają, że właściwie wszyscy są tacy sami: wszyscy są kłamcami, oszustami, złodziejami, lubieżnikami, chciwcami itd. Przy tym jedynie część ludzi nie przyznaje się do tego otwarcie.

Jeszcze inna możliwość polega na stwierdzeniu, że to życie, świat, inni ludzie lub Pan Bóg są winni mojemu nieudanemu życiu.

Wszystkie te rozwiązania ludzie podejmują najczęściej nieświadomie, spontanicznie, nie wiedząc nic o logice swojego życia. We wszystkich istotne jest to, że niepodważalny pozostaje sam ideał, wobec którego człowiek stoi i jest zmuszony się wytłumaczyć. Stanowi on punkt odniesienia, narzuca kryteria oceny jako swoisty absolut. Życie nie jest idealne. Toczy się ze swoimi półcieniami, szarością i goryczą, zgrzytami i niejasnymi sytuacjami. Zostajemy poddani obróbce, jak kawał drewna lub kamienia, z którego trzeba wyrzeźbić posąg. Jak on będzie wyglądał, wie tylko Artysta, gdyż nawet w trakcie pracy może się zmienić wiele w formie wyrazu. Dla nas jednak pozostaje on misterium do urzeczywistnienia i jedynie patrząc wstecz, możemy coś z pracy Artysty zobaczyć.

Pozytywna rola cienia w życiu duchowym

Podczas odkrywania naszej tożsamości przed Bogiem, cienie są niezmiernie ważne. W nich doświadczamy swojej nieidealności. Tylko z takiego surowca Artysta może wyciosać właściwą postać. Doświadczenie cienia to jak zgrzyt piasku, którym szlifuje się nierówną powierzchnię. Jest bardzo nieprzyjemny, ale daje najlepszą okazję do nauki pokory i pamiętania o niej. Podobnie jak czasem piasek najlepiej nadaje się do szorowania. Kiedy negujemy lub tłumimy w sobie cień, niezależnie od tego, jaką logikę negacji wybierzemy, nie pozwalamy Artyście ukazać nam prawdy o nas samych i wyrastającego z niej wezwania do stawania się Jego obrazem. Sami wiemy lepiej, jaka jest prawda. Występujemy wówczas przeciw pierwszemu przykazaniu: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”.

Ideał ma tendencję do stawania się bożkiem. Dzieje się to najczęściej w sferze nieświadomości. Niemniej ma bardzo konkretne skutki w życiu: odkładamy w sobie gorycz i niezadowolenie w magazynie naszej nieświadomości aż do czasu, kiedy wybuchnie. Uznanie swego cienia, spokojne przyjęcie go jako rzeczywistości, jest najlepszą szkołą pokory i prawdy.

Dla wielu osób akceptacja cienia, której nie można mylić z tolerancją dla swojej bylejakości, jest ogromnie ważna. Należą, bowiem często do ludzi żądających od siebie ideału. Czasami przyjmuje to formę ostrej alternatywy: ideał albo nic. Oczywiście wówczas pozostanie nic, czyli rozpacz. Inaczej być nie może, bo w otaczającej nas rzeczywistości nie ma ideału. On jest nierzeczywistością, nie jest życiem. Można jedynie oszukiwać siebie samego i udawać, że się ideał realizuje.

Kiedy człowiek akceptuje cień, czyli uznaje prawdę o swoim grzechu, słabości, braku prostoty, rośnie w nim skrucha i pokora, a z nich wypływa cichy jęk skierowany do Boga: „Panie, Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem” albo: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie pośpiesz ku ratunkowi memu”, albo: „Boże, Ty wiesz, że sam niczego nie potrafię. Racz wszystko sam dokończyć”. Akceptując cień, odkrywam modlitwę, jej potrzebę czy wręcz konieczność. Odkrywam także swoje dziecięctwo Boże, „bo bez Boga ani do proga”.

Akceptacja cienia

Tłumienie cienia jest gniewem na siebie samego, że się nie jest doskonałym. Autoagresja wskazuje na naszą zupełną samotność w tej sytuacji. Nie stajemy, bowiem przed Kimś żywym, ale przed martwym wzorcem i bezwzględnym wymaganiem. Tym samym nie uznajemy własnej niedojrzałości, niewystarczalności i grzeszności. Uważamy, że jedynie chwilowo, w tym właśnie momencie, okazaliśmy się niedoskonali, za co ponosimy wyłączną winę. Nikt, zatem nie jest nam w stanie pomóc ani nic nie jest nas w stanie usprawiedliwić, nawet Pan Bóg! Sami siebie winimy i karzemy. Nikomu nic do tego!

W akceptacji cienia nie chodzi ani o tolerancję, ani o stwarzanie cieni lub prowokowanie ich ujawniania, lecz o dostrzeganie w niechcianych prawdach o sobie, które pojawiły się w naszym życiu, swojej niewystarczalności i braku. Właśnie ów brak i wyrastające z niego pragnienie uleczenia jest pozytywną stroną mrocznej sfery naszego życia. To właśnie do tych, „którzy się źle mają”, przyszedł Pan (por. Mk 2,17). Nie wiem, czy przyjęcie własnej mroczności, wyznanie jej przed Bogiem i oddanie Mu jej w dziecięcym zawierzeniu nie jest najtrudniejsze w życiu człowieka. Dopiero wówczas oddajemy się Mu całkowicie, do końca, do ostatnich najbardziej skrywanych zakamarków naszej egzystencji. Wtedy On może zacząć leczyć nasze słabości u samych podstaw. Być może też największą pokusą szatańską jest zachowanie wyłącznie dla siebie swoich zranień i mroków ze wstydu nawet przed samym Bogiem. Fałszywy ideał wówczas odgrywa rolę absolutu ważniejszego od Ojca miłosierdzia, którego nam objawił Jezus Chrystus.

 

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi