Hildegarda i Halloween

Halloween, czyli wystawianie wydrążonych dyń przed domami, to tradycja w Polsce nie nowa. Pamiętamy także różne psikusy, które może sami robiliśmy sąsiadom w okresie Wszystkich Świętych, czy wróżby, jakie były naszym udziałem na przykład na szkolnych zabawach. Ostatnimi laty jednak sprawa „świętowania” Halloween nieco nabrzmiała, a to z powodu przeciwstawiania jej chrześcijańskim obchodom dnia Wszystkich Świętych, a to z powodu przewrażliwienia wielu katolików lękających się wpływu demonów na ich życie. Jeszcze inni nazywają obecność Halloween w polskiej kulturze „wojną kulturową”, czy „ideologiczną”. Czy więc mamy podstawy, aby bać się Halloween? Odpowiedzi postaramy się poszukać u św. Hildegardy z Bingen.
Oczywiście Hildegarda nie pisała o Halloween, choć niektórzy być może doszukaliby się jej związków z Halloween z powodu dyni obecnej w proponowanej przez Świętą diecie, lecz tutaj zupełnie nie o to chodzi.
Otóż jedną z par cnót i wad, jakie Hildegarda proponuje nam do rozważenia i wprowadzenia w życie jest para: maleficium (magia, gusła) przeciwstawiona cultus Dei (chrześcijańska liturgia). Maleficium odnosi się bezpośrednio do praktyk kultów pogańskich oraz magicznego myślenia. Wbrew pozorom praktyki magiczne, to nie jakiś przebrzmiały zupełnie relikt. Kiedy wyjedzie się z wielkiego miasta, można w mniejszych miejscowościach spotkać tzw. Babę, lub Szeptuchę do której idzie się aby wylała wosk, lub jajko i odczyniła zaklęcia wtedy, gdy konwencjonalne leczenie już nie jest w stanie pomóc człowiekowi. To co piszę, to nie żart. Tak rzeczywiście jest do dziś. Dlaczego? Ponieważ cała kultura i cywilizacja nie może wyzwolić się od myślenia religijnego, gdyż jest ono jej integralną częścią. Zawsze będzie w niej obecne, jeśli nie w jakiejś formie religijności, to w jakiejś formie ideologii. Jednak między magią a religią istnieje zasadnicza różnica. Magia chce nagiąć rzeczywistość do oczekiwań człowieka, religia natomiast nagina człowieka do wymagań rzeczywistości.
Jednostka ludzka sama w sobie jest zawsze bardzo egoistyczna, dlatego często zagraża innym, chce ich wykorzystać, lub w jakiś sposób użyć. Wspólnota religijna ma przed tym chronić wymagając od jednostki miłosierdzia, wzajemnej miłości, wrażliwości, ofiary itp. Cały więc bój idzie o to aby religijność nie niszczyła jednostki i społeczności, ale aby ją budowała.
To właśnie ma na myśli św. Hildegarda przeciwstawiając sobie dwie postawy: maleficium i cultus Dei. Droga człowieka do zdrowia jest procesem świadomym i kompleksowym. Nie jest to prosty brak objawów choroby lub bólu. Jednym ze składników tego procesu jest uwolnienie się od magicznego myślenia, szkodzącego nam samym i ludziom wokół nas. Taką magiczną postawą może być np. permanentna nieumiejętność przyjmowania konsekwencji osobistych działań. Trudno jest nam przyznać się do winy, lub przyjąć konsekwencje jakiegoś wyboru. Wolimy twierdzić, że to „przypadek”, „ślepy los”, „Bóg”, „diabeł” czy generalnie „ktoś” jest „winny” dotykającego nas stanu rzeczy. Jak to zrobić, aby nie lękać się tej odpowiedzialności? Według Hildegardy modlitwa liturgiczna, czy po prostu modlitwa odnosząca nas do Chrystusa (Hildegardowy cultus Dei) daje nam taką właśnie możliwość. Jest ona pod tym względem przestrzenią genialną, gdyż ratuje nas od skupienia się tylko na sobie, a otwiera nas na wspólnotę i transcendencję czyli Boga. Nie jesteśmy przecież sami we wszechświecie, zdani na „ślepy los”, czy działania „Złego”. Jako ludzie jesteśmy stworzeni na „obraz i podobieństwo Boga” i tej naszej cechy nic i nikt nie może zmienić… Tylko przyjmując taki punkt widzenia będziemy mogli rzeczywiście zrozumieć sens zdrowia – nie zdrowia dla samego tylko zdrowia, lecz zdrowia dla dobra braci i sióstr wokół nas.
Jak jednak powyższe rozważania mają się do Halloween? Zapewne grafiki takie jak powyższa mogą nawet być zabawne. Zapewne straszenie „kościotrupem” może być niezłym kawałem. Nie ulega jednak wątpliwości, że i symbolika i treści Halloween nie mają wiele wspólnego z ewangelicznym punktem widzenia. I nawet jeśli potraktujemy je jako zabawę, to ciągle trzymają nas one w magicznym kręgu myślenia. Nie pomagają w zrozumieniu wolności i zdrowia, jakiego uczy nas Hildegarda, ewangelia czy po prostu zdrowy rozsądek. Może więc zamiast zaciekle bronić lub wdrażać nowe zwyczaje w okolicy Uroczystości Wszystkich Świętych, lepiej pokroić dynię i przygotować z niej smaczną i co najważniejsze zdrową zupę.

 

http://www.hildegarda.edu.pl/hildegarda-i-halloween/

 

Sieci społecznościowe

Tagi