Internet jutra, kontrolowany przez jakąś potęgę

Amerykański departament handlu ogłosił, że zrezygnuje z ostatniego bastionu kontroli rządu nad internetem: z przyznawania domen. Po tym, jak Edward Snowden ujawnił, co robiła Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), może to brzmieć jak dobra wiadomość. Większość ludzi na świecie woli, aby to internauci, w drodze konsensusu, utworzyli nadzór nad siecią, niż oddać kontrolę jakiemuś rządowi. Niestety, tak się nie da.

Od 1998 r. amerykański nadzór telekomunikacyjny zlecał nadzór nad domenami organizacji nonprofit z Kalifornii, znanej jako ICANN (Internet Corporation for Assigned Names and Numbers - Internetowa Korporacja ds. Nadawania Nazw i Numerów). Przetargi były tak rozpisywane, aby tylko jeden podmiot (ICANN) mógł je wygrywać. Rząd USA nie szuka podmiotu, który by go zastąpił. Szuka nowego nadzorcy, zwierzchnika dla ICANN.

Nie wiadomo, kto mógłby przejąć tę rolę. Będzie to omawiane na konferencji w Singapurze. Lawrence Strickling, asystent sekretarza handlu USA ostrzega: „Nie zaakceptujemy propozycji, by amerykański urząd nadzoru telekomunikacyjnego zastąpiła agenda innego rządu bądź organizacji międzyrządowej". Więc to nie ONZ będzie nadzorował internet, jakby chciały Rosja i Chiny. Stephen Crocker, szef rady nadzorczej ICANN, powiedział: „To globalna społeczność interesariuszy określi kierunek zmian". Fadi Chehadé, prezes ICANN, dodał: „Poproszono nas o udzielenie głosu globalnej społeczności".

Sęk w tym, że interesariusze internetu to bliżej nieokreślona grupa. Każdy człowiek na świecie jest stroną zainteresowaną. Obiecując, że ICANN będzie nadzorowany przez wszystkich, Chehadé i jego stronnicy z rządu USA mówią w zasadzie, że nie będzie nadzorowany przez nikogo. A to oznacza, że będzie reprezentował interesy potężnych korporacji internetowych lub jakiejś organizacji, np. Międzynarodowej Unii Telekomunikacji przy ONZ, na którą wyborcy nie mają żadnego wpływu.

Jeśli istnieje coś takiego, jak „społeczność międzynarodowa", jak możemy być pewni, że uzna ona ICANN za najlepszego strażnika swoich interesów? „Światowa społeczność internetowa" to tak naprawdę kilka osób z pasją do zarządzania internetem, np. komisarz ds. cyfryzacji UE Neelie Kroes, brazylijska prezydent Dilma Rousseff lub Niemcy, których oburzyło szpiegostwo NSA. Sam Chehadé podpisał w listopadzie oświadczenie, w którym wyraził „silne zaniepokojenie podważaniem zaufania użytkowników do internetu na całym świecie, z powodu ostatnich przypadków wszechobecnej kontroli i nadzoru".

Nie należy zapominać o potężnych korporacjach, które mają obsesję na punkcie zarządzania internetem. ICANN wprowadza obecnie ponad 1000 nowych „generycznych domen najwyższego poziomu", z takimi rozszerzeniami, jak .com, .edu czy krajowymi, jak .co.uk. Był krytykowany za to, że reprezentował interesy prywatnych sprzedawców domen. Proponowane są nowe rozszerzenia, takie jak .beauty, .pizza, .brussels itd. Wiele firm odkryło, że ich nazwa z tymi rozszerzeniami została już zarejestrowana przez kogoś innego.

Internet to tylko trochę obwodów scalonych, cyfr i maszyn. Do tej pory był nadzorowany przez państwo, które ma pewien, lepszy lub gorszy, ale jednak, system wartości. USA nie przywiązują się do tradycji, bywają powierzchowne. Lecz zawsze plutokratyczne. Mają Pierwszą Poprawkę stojącą na straży wolności słowa, która służyła za wzór stanowienia prawa w zakresie obsługi internetu. Amerykański zapis dotyczący ochrony swobodnego przepływu informacji jest niedoskonały. Ale warto pamiętać, że „globalna społeczność interesariuszy" w ogóle nie ma takiego zapisu.

 

 

Na podst.Tomorrow's internet, controlled by the powerful, Christopher Caldwell, The Financial Times

 

Sieci społecznościowe

Tagi